Drugie patrzenie

"Król umiera, czyli ceremonie" - reż: Piotr Cieplak - Stary Teatr w Krakowie

To były moje drugie "Ceremonie". Pierwszy raz obejrzałam spektakl Piotra Cieplaka w zeszłym roku i to z całkiem innej perspektywy. Wtedy mogłam objąć wzrokiem całą scenę, teraz dystans całkiem się zmniejszył, mogłam zobaczyć każdy cień, każdy ślad uśmiechu przemykający po twarzach aktorów. Czasem dosłownie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jak wyglądało drugie patrzenie?

Sztandarowi aktorzy Starego Teatru z królewskim iście zacięciem po raz kolejny wzięli we władanie dużą scenę przy ul. Jagiellońskiej. Polony, Dymna, Trela – już same te nazwiska gwarantowały pełną salę. Ale czy wciąż gwarantują nieodmienną, natężoną uwagę widza podczas trwania spektaklu? Zwłaszcza w tym dramacie Ionesco, w którym momenty oczekiwania przeciągają się w nieskończoność, może to być wyjątkowo trudne. Za pierwszym razem chyba dałam się ponieść fali ugruntowanej i potwierdzonej świetności tej śmietanki aktorskiej, dzięki której wystarczą same nazwiska, by spektakl nazwać dobrym. Ale przecież czasy „gwiazdoromanii” mamy już dawno za sobą. Spektaklu nie tworzy jedna osoba, a już tym bardziej jedno nazwisko. Przy tak zawężonej i kalekiej perspektywie może nam umknąć coś o wiele ważniejszego. 

I tak dzięki temu, że obejrzałam „Ceremonie” po raz kolejny, zdziwiło mnie niepomiernie, dlaczego wcześniej nie zauważyłam Julii, sprzątaczki i pielęgniarki Ich Królewskich Mości. Dorota Segda stworzyła postać, której obraz na długo pozostaje w pamięci po wyjściu z teatru. Julia w jej wcieleniu oscyluje na granicy dwóch światów: z jednej strony jest świadoma wszystkiego, co dzieje się w upadającym Królestwie, a z drugiej wydaje się być nieobecna, pogrążona we własnym środku. Mała dziewczynka ze zmarszczkami na twarzy? Schizofreniczka? Kobieta skrzywdzona? Na jej koronny monolog, ten o kotku, patrzyłam z bliska i nie mogłam oderwać oczu od jej twarzy. Wulkan emocji kipiał pod zastygniętą lawą. Dawno nie widziałam czegoś tak prawdziwego i przejmującego. W dramacie ten fragment wypowiada Król, na szczęście Cieplak dostrzegł potencjał tej sceny w wykonaniu Segdy, która, moim zdaniem, przyćmiła swoich bardziej utytułowanych (w spektaklu i w rzeczywistości) kolegów. 

Warto chyba czasem zweryfikować wyżłobione rowki swojej pamięci, jak wspomnienia określała Virginia Woolf, i spróbować wytyczyć im inne szlaki, bo nikt nie powiedział, że wspomnienie raz wytyczone musi być tym jedynym najlepszym. W teatrze tym bardziej.

Magdalena Talar
Dziennik Teatralny Kraków
4 listopada 2009

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia