Drzwi i sardynki - tylko o to chodzi

"Czego nie widać", Teatr im. Kochanowskiego w Opolu

Jaki jest najlepszy przepis na to, by rozbawić publiczność? - Zafundować jej "teatr w teatrze" z pewną dozą samokrytyki. Bo jak się nie uśmiechnąć, kiedy aktorzy śmieją się sami z siebie? To właśnie ma miejsce w farsie Michaela Frayna. Nie ma się czym przejmować: "drzwi i sardynki - tylko o to chodzi", reszta sama się ułoży. No właśnie - sama.

Publiczność w radosnych nastrojach zajmuje miejsca. Słychać muzykę kojarzoną przede wszystkim z Latającym Cyrkiem Monty Pythona- „Liberty Bell March” autorstwa Johna Phillipa Souzy. Kurtyna podnosi się, a naszym oczom ukazuje się scenografia ze swymi ośmioma drzwiami, które praktycznie do końca pozostaną w ciągłym ruchu. Jesteśmy świadkami próby generalnej - za sześć godzin premiera. Okazuje się, że nie każdy pamięta swój tekst, pojawiają się kłopoty z drzwiami, z sardynkami, a na to wszystko nakładają się problemy osobiste aktorów.  

Drugi akt obserwujemy od strony kulis. To już któryś z kolei spektakl. Wychodzi na jaw to, czego zwykle „nie widać”. Seria nieporozumień, kłótni, mnóstwo zabawnych gagów wywołują salwy śmiechu na widowni. Ogromną rolę odgrywają tu rekwizyty (poszukiwanie kryjówki na butelkę whisky, lądujące na czyjejś głowie sardynki czy też kwiaty, które ciągle trafiają do niewłaściwej osoby). 

W trzecim akcie wracamy do pierwotnego widoku. Obserwujemy spektakl wieńczący długie i cieszące się dużym powodzeniem tournee. Już na wstępie zostajemy poinformowani, że zaszły pewne „okoliczności, na które nie ma wpływu”. Przedstawienie sypie się z każdą minutą coraz bardziej, panuje totalny chaos, a widownia bawi się wyśmienicie. 

Warto zwrócić uwagę na dynamicznie prowadzoną akcję, która gwarantuje 160 minut czystej zabawy. To głównie zasługa aktorów, którzy stworzyli wspaniałe podwójne kreacje. Mamy do czynienia z chaosem, który jest doskonale kontrolowany, mało tego - widać, że aktorzy świetnie czują się na scenie i gra najwyraźniej sprawia im przyjemność. Trudno wyróżnić któregoś z nich, gdyż każdy zagrał na wysokim poziomie i nie było postaci wyraźnie wybijających się ponad resztę.  

„Czego nie widać” nie podejmuje trudnych tematów, nie poucza, nie moralizuje, ale to przecież farsa - a zadaniem farsy jest przede wszystkim bawienie widza. Każdemu czasem potrzeba odrobinę rozrywki, oderwania się od rzeczywistości. Spektakl daje taką możliwość, co widać było po radosnych twarzach ludzi opuszczających teatr. Powiem tylko: warto było.

Judyta Żelosko
Dziennik Teatralny Opole
10 marca 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia