Dualizm jednowątkowy

„Dzienniki" – Mikołaj Grabowski – Teatr Powszechny w Radomiu – 13.10.2022r. – Na podstawie „Dzienników" Witolda Gombrowicza

Zachowując Gombrowiczowską konwencję niejednoznaczności formy, spektakl realizowany w ramach festiwalu ku czci pisarza na każdej płaszczyźnie sprzeciwiał się utartym schematom i zdroworozsądkowemu myśleniu. Dzięki dobremu porozumieniu między reżyserem i aktorem treść, jakby nie patrzeć, niełatwa w odbiorze, została przekazana w sposób przystępny, a wręcz intrygujący, wciągający. Trudno jednak o brak porozumienia, gdy aktor i reżyser to ta sama osoba – w tym przypadku jednolitość spojrzenia wyszła spektaklowi na dobre.

Monodram, ukazujący życie, twórczość i poglądy Witolda Gombrowicza ukazał widzom na scenie trzy twarze ludzkie. Mikołaj Grabowski bez zająknięcia monologował o perypetiach życia pisarza, jednocześnie angażując w dialog publiczność. Naturalnie przychodziło nie tylko rozważanie z biegiem słów swojego miejsca w społeczeństwie, wagi dziedzictwa dla prostego człowieka czy istoty idei, ale na życzenie artysty nawet wstawano z miejsc czy klaskano. Wybuchy śmiechu i pełna skupienia cisza potwierdzały nierozerwany kontakt aktora z widownią.

Na scenie miał swój debiut Wiktor, wolontariusz festiwalu – osobiście wybrany przez reżysera obiekt westchnień tegoż na scenie. Na jego kostium składały się wyłącznie ciemne jeansy, w kontraście do pełnego, białego garnituru głównego aktora. Głównego, a może i jedynego aktora – ponieważ chłopak, mimo niekrótkiego czasu spędzonego na scenie zdawał się bardziej pełnić rolę rekwizytu niż artysty. Przyniósł szklankę wody, przeszedł wyprostowany kilka kółek po scenie, ale choć to o nim było każde słowo padające z ust scenicznego Gombrowicza, nie na nim skupiała się uwaga oglądającego. Chłopak wydawał się sztywny, nieobecny, jakby wyłącznie wykonywał usłyszane chwilę wcześniej polecenia, a nie wyszedł na scenę być aktorem.

Ciągłość wypowiedzi przerywały puszczane w nierównych odstępach „teledyski". Spory, wolnostojący ekran z początku wydawał się nie pasować do scenografii – która chociaż drobna, bo mieszcząca się na maksymalnie dwóch metrach kwadratowych, dzięki stertom papierów otaczającym na stoliku maszynę do pisania wydawała się przepełniona. Nowoczesny ekran w zestawieniu z meblami w stylu z minionej epoki wydawał się nie na miejscu do momentu, kiedy zapalił się po raz pierwszy. Piosenki, a może właściwie jedna piosenka rozdzielona scenami sztuki, w kompozycjach własnych Olgi Mysłowskiej same w sobie hipnotyzowały. Czystość wokalu, aranżacja, dzięki której słuchacz niemal czuł fale i pokład pod stopami, o których opowiadała artystka, zbliżenia kamery, makijaż, wszystko to w swojej prostocie oddawało złożoność formy Gombrowicza. Większość ujęć prezentowała jednak twarz, skórę czy postawę śpiewaczki raczej jako detal, urozmaicenie scenerii niż jako człowieka. Znowu więc nasuwa się pytanie, czy na scenie widzieliśmy trzech aktorów, czy jednego, w bogatej scenografii? Na pewno mimo zmiany tematu i miejsca, tak dobrana muzyka naturalnie wkomponowało się w całość.

Kiedy ekran gasł, zapalały się światła. W większości ciepłe, neutralne, przywodzące na myśl zacisze pokoju, w którym pisarz oryginalnie mógł tworzyć tekst przedstawiony w sztuce, dwukrotnie zmieniły się w nienaturalne fiolety, wkomponowane w równie nagle pojawiającą się muzykę. Mimo zasadności ich wykorzystania i zachowania ciągłości z poprzedzającym je tematem, zabiegi te tworzyły wrażenie błądzenia myśli. O ile akcja, o ile w czystych rozważaniach możemy mówić o akcji, przez resztę spektaklu wydawała się wartka i pozwalała odbiorcom „płynąć", tak sceny z puszczoną w tle muzyką wydały się dodane trochę na siłę, raczej w celu zaburzenia utrzymywanej konwencji, bądź czysto dla rozrywki, aniżeli dla poparcia treści.

Całość pozostawia duże pole do interpretacji. Na pewno Mikołajowi Grabowskiemu udało się uchwycić esencję pierwotnego tekstu i jego twórcy. Trochę z przekorą cytując Gombrowicza:

Wielka poezja, będąc wielką i będąc poezją, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca."

Natalia Machnacz
Dziennik Teatralny Radom
14 października 2022

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia