Dwa i pół kilograma historii

"Rekonstrukcje. Teatr Polski we Wrocławiu 1945-2011"

Prawie tyle waży dwutomowe wydawnictwo jubileuszowe na 65-lecie Teatru Polskiego - na kredowym papierze, z bezlikiem pięknych, wyczyszczonych komputerowo zdjęć i pedantycznie zestawionych kronik

Zaczęłam od lektury tomu drugiego, noszącego tytuł Zespół. Rozmowy z aktorami, bo... jest cieńszy. Poza tym byłam ciekawa, czy udało się w tych wywiadach z najstarszymi i najmłodszymi aktorami wydobyć więcej, niż czytujemy zwykle w kolorowej prasie. Udało się. Mam wrażenie, że po tych przeszło pięćdziesięciu wypowiedziach lepiej rozumiem, jak tworzy się i dociera zgrany zespół i dlaczego - mimo coraz powszechniejszej obecności teatrów prywatnych i impresaryjnych, które do swych sal zapraszają obsady do konkretnych przedstawień - taki moloch jak Teatr Polski (dziś 56 osób na etatach artystycznych) ma rację bytu, kosi nagrody na festiwalach polskich i zagranicznych, poczynając od rekordowej w tym względzie inscenizacji "Sprawy Dantona" Stanisławy Przybyszewskiej w reżyserii Klaty, skończywszy zaś na współczesnych sztukach polskich w reżyserii prawie debiutantów ("Smycz" Bartosza Porczyka w reż. Natalii Korczakowskiej czy autorski montaż tekstów Czechowa i Pielewina Agnieszki Olsten - "Samsara-disco"). Bo " W teatrze najważniejszy jest Zespół" - jak sformułował proste motto do tomu dwudziesty dyrektor tego teatru Krzysztof Mieszkowski, chętnie zatrudniający młodych aktorów.

Tom pierwszy - zatytułowany Rekonstrukcje - zawiera szkice historyczne o reżyserach, dyrektorach, przemianach zespołu aktorskiego i kierownikach literackich. Skupia się na wybitnych postaciach tego teatru - Tadeuszu Różewiczu (sam wyreżyserował na scenie Polskiego "Kartotekę rozrzuconą"), Jerzym Grzegorzewskim (lubił odwracać porządek sceny i widowni), Krystianie Lupie, który w krótkich akapitach opowiada tu sam o sobie, wreszcie o nowym gniewnym, Janie Klacie, odkrytym już w wieku XXI przez dyrektora Pawła Miśkiewicza i słusznie hołubionym przez obecnego, Krzysztofa Mieszkowskiego. Przypomina recenzje ze spektakli będących wśród kamieni milowych tego teatru. A zatem: "Jak wam się podoba" w reżyserii Edmunda Wiercińskiego (teksty Jana Kotta z 1951 r.; zapewne z nich po latach wykiełkowała książka "Płeć Rozalindy"). Dalej: "Nie-boską" komedię w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego z 1979 w omówieniu Marii Janion i poprzez dyskusję w młodzieżowym przyteatralnym klubie 1212 prowadzonym wiele lat przez Annę Hannową. Skrót pracy magisterskiej Alicji Szumańskiej przywołuje słynne spektakle Jerzego Jarockiego, Krystiana Lupy i Jana Klaty ("Kasia z Heilbronu", 1994; "Immanuel Kant", 1996; "Prezydentki", 1999; "Sprawa Dantona", 2008). I na koniec, jako klamra, w tym nurcie pojawia się zapis debaty wokół "Snu nocy letniej" reżyserki najmłodszego pokolenia Moniki Pęcikiewicz (2010).

W bloku "dyrektorskim" zaciekawiła mnie najbardziej rozmowa Jagody Hernik-Spalińskiej z Jackiem Wekslerem, reżyserem, który wybrał los menedżera i w dziesięcioleciu 1990-2000 przeprowadził zespół Polskiego przez swoiste Morze Czerwone, jeśli wziąć pod uwagę dramatyczny pożar liczącej 1200 miejsc dużej sceny w 1994 r., równie koszmarną powódź z 1997, która nastąpiła rok po jej ponownym oddaniu do użytku, oraz obcinanie dotacji przez wojewodę Janusza Zaleskiego (przy wsparciu jednak - dla równowagi - ówczesnego prezydenta Wrocławia Bogdana Zdrojewskiego). To świetny wywiad, z mnóstwem anegdot, także gorzkich i śmiesznych zarazem, pokazujący w pigułce schodzenie świątyń sztuki z piedestałów i fundamentów na brutalny, pełen dziur wolny rynek. Teraz wszyscy się znają na sponsoringu i budowie marki - dwadzieścia lat temu prawie nikt z teatralnego światka nie znał takich słów. Wekslerowi się udała rzecz wielka: nie pozwolił na rozpędzenie wielkiego i znakomitego zespołu tylko dlatego, że ten nie miał gdzie grać. Znalazł mu nowe miejsce, namówił do współpracy najlepszych reżyserów, zawsze z dobrą miną do najgorszej nawet gry.

Czasem po przejrzeniu tego czy innego wydawnictwa rocznicowego mam wrażenie, że spadkobiercy lubią sobie potańczyć na grobach przodków, wdeptać ich w ziemię tak, żeby było równo i ślad nie został, a ziemię podlewać żółcią i witriolem. W tym przypadku mam pewność, że dążono do tzw. "dziejowej sprawiedliwości", oddano poprzednikom, co dobre, dano im się wypowiedzieć, a jednocześnie nie klajstrowano dziur i szpar.

Pierwszym przedstawieniem, które widziałam w tym teatrze, była "Końcówka" z Mają Komorowską i "Akt bez słów" Becketta w wykonaniu Jana Peszka oraz Pawła Galii w 1972 r., w reżyserii Jerzego Krasowskiego, w ostatnim sezonie jego świetnej dyrektury wraz z Krystyna Skuszanką. Była to 294. premiera Teatru Polskiego od 1946 r., ja byłam wówczas uczennicą i nie miałam pojęcia, że wyląduję w przyszłości w pobliżu teatru. Pamiętam zachwyt i oszołomienie, odkrycie nowych rejonów wyobraźni, poczucie bezsensu egzystencji, słowem - szok i najwyższa poprzeczka, poniżej której już mi zawsze było trochę nudno. 544. premiera Teatru Polskiego po 1946 r. to "Sprawa Dantona". A pomiędzy? Cudowne i mądre doświadczenia z tej sceny z teatrem Jerzego Grzegorzewskiego, Jerzego Jarockiego, Krystiana Lupy, Pawła Miśkiewicza. Żałuję, że nie widziałam pokazywanego we Wrocławiu na uroczystościach jubileuszowych filmu dokumentalnego Jolanty Kowalskiej. Nosi tytuł "Między świątynią a polem bitwy". Uważam, że wyjątkowo trafiony. I że bitwa trwa i trwać będzie, bo teatr to nie miejsce na spokojny sen. Niech widzowie Polskiego też nigdy nie śpią. A armia to niemała - 70 tysięcy ludzi rocznie. Oby tak dalej.

Rekonstrukcje. Teatr Polski we Wrocławiu 1946-2011. Tom I - red. Marzena Sadocha, Piotra Rudzki, Jarosław Minałto - Wrocław : Teatr Polski, 2010. - 896 s.

ZESPÓŁ: rozmowy z aktorami. Teatr Polski we Wrocławiu 1946-2011. Tom II / red. Jarosław Minałto, Piotr Rudzki, Marzena Sadocha. - Wrocław: Teatr Polski, 2010. - 389 s.

Hanna Baltyn
Nowe Książki
9 czerwca 2011

Książka tygodnia

Sześć opowieści o tym, jak godnie przeżyć życie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Tomasz Kaczorowski

Trailer tygodnia