Dwa światy

Rozmowa z Joanną Szczepkowską

Nie jest łatwo godzić publicystykę ze sztuką, bo to właściwie całkiem przeciwne dziedziny. W sztuce wprowadza się odbiorcę w świat wymyślony, w publicystyce odwrotnie, sprowadza się ludzi na ziemię. Ale ja wcale nie chcę żyć samą sztuką. Ziemia jest jednak chyba ważniejsza.

Z Joanną Szczepkowską, aktorką teatralną, filmową i telewizyjną, pisarką, felietonistką i pedagogiem rozmawiają Izabela Mikrut i Barbara Englender z Szlajgerowego Cajtunga.

Sztajgerowy Cajtung: Jedną z najważniejszych wartości jest dla Pani wierność sobie. Czy możliwa jest do dotrzymania dzisiaj, zwłaszcza w zawodzie aktora?

Joanna Szczepkowska: Ja myślę, że wierność sobie nie ma wiele wspólnego z zawodem, jaki się wykonuje. Każdy ma coś takiego, co można nazwać „gustem życia" i to go wiedzie. Dla mnie po prostu ta wierność wobec swojego gustu jest ważniejsza od pieniędzy.

Czwarta żabka w bajkach? Pisze Pani, że nie marzyła o karierze: to dosyć nietypowe w sytuacji, w której staje się w świetle reflektorów...

Nigdy nie marzyłam o tzw. „karierze". Wiem dobrze, że w to trudno uwierzyć, a nawet zrozumieć. Aktorka, która nie chce być sławna? W swojej autobiografii opisałam rozmowę z ojcem, który mi ponuro przepowiadał granie „czwartej żabki". A mnie się ta żabka bardzo podobała. Po tej rozmowie cały czas myślałam, jakby taką żabkę zagrać. Dla mnie to po prostu zawód, który wiąże się z graniem, z wcielaniem się w różne postaci, a nie z tym, że ludzie mnie rozpoznają na ulicy. To postać powinni podziwiać, a nie mnie. Tak myślę o tym zawodzie od początku i nigdy jeszcze tego nie zmieniłam.

Uwiódł mnie absolutnie cytat „pisanie to mój teatr. Pisząc, mogę wszystko". Czy to oznacza, że scena ma swoje ograniczenia?

Oczywiście. Teatr to zawsze efekt kompromisu między gustem autora, reżysera, scenografa i aktora. Czasem te światy się zgadzają, ale bywa, że trudno się podpisać pod spektaklem, w którym się gra. Pod tym względem pisanie daje więcej swobody. Z drugiej strony spektakl to często niepowtarzalne przeżycie.

"Goła Baba" to monodram pokazywany w różnych miejscach na świecie. Dokąd udało się go zabrać?

Och, naprawdę daleko. Grałam w Ameryce, w Australii, w Izraelu, w Holandii... No i w całej Polsce. Gołą Babę ogląda już kolejne pokolenie.

Jakie więc różnice w odbiorze Gołej Baby napotkała Pani w poszczególnych krajach? Jak to jest, grać jeden spektakl tyle czasu?

Różnice są ogromne. Ta sztuka ma dwie części całkiem od siebie różne. W Kanadzie nie bardzo rozumieli pierwszą, subtelną część, za to szaleli z radości na tej drugiej, bardzo rubasznej. W Izraelu odwrotnie: lepiej przyjęto poetycką część, a drugą w milczeniu. W tym spektaklu publiczność jest właściwie jednym z bohaterów wieczoru.

Chce Pani, żeby widzowie patrzyli na postać, a przecież w Damie z Parasolką Joanny Szczepkowskiej jest mnóstwo...

To prawda. Dużo wzięłam z własnej wrażliwości. Ale mówiąc o „ sławie", mówię o zwracaniu na siebie uwagi poza rolami, w tym całym plotkarsko-biznesowym świecie. Ja go nie rozumiem i nie przyjmuję. Szkoda życia na to.

Trudno o bardziej nośny tytuł niż Goła Baba. Lubi Pani prowokować?

Wbrew pozorom bardzo nie lubię. Jestem cichą osobą, choć wiele z medialnych doniesień temu przeczy. A tytuł Goła Baba jest ważnym elementem sztuki. Tak właśnie reklamuje się jedna z dwóch postaci, które gram. Wszystko zaczyna się od tego właśnie tytułu.

Goła Baba wyprzedza rzeczywistość. Czy gdyby powstawała dzisiaj, coś by Pani zmieniła?

To dziwne, ale nic! Dwadzieścia lat temu, kiedy odbyła się premiera, miałam wrażenie, że jest bardzo aktualna, chociaż przecież żadna z postaci nie mówi bardzo współczesnym językiem, tylko takim trochę stylizowanym. A obecnie wszyscy zwracają uwagę na to, że ten tekst mógłby równie dobrze powstać dzisiaj.

Nie lubi Pani śmiechu? W jednym z felietonów pojawia się Człowiek Uśmiechnięty, typ szczęśliwego idioty, konsumpcjonisty. Goła Baba śmieje się bardzo jarmarcznie. Śmiech kojarzy się z rechotem?

Uwielbiam śmiech!!! Ja bym się ciągle śmiała, gdyby było z czego! Ale są po prostu różne śmiechy. Są też różne cisze.

Teatr to dla Pani ucieczka od felietonów...

To są dwa zupełnie różne światy. Nie jest łatwo godzić publicystykę ze sztuką, bo to właściwie całkiem przeciwne dziedziny. W sztuce wprowadza się odbiorcę w świat wymyślony, w publicystyce odwrotnie, sprowadza się ludzi na ziemię. Ale ja wcale nie chcę żyć samą sztuką. Ziemia jest jednak chyba ważniejsza.

Serdecznie dziękujemy za rozmowę.

___

Joanna Szczepkowska – aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, pisarka i felietonistka, pedagog; w 2010 prezeska Związku Artystów Scen Polskich. Urodziła się 1 maja 1953 w Warszawie. Jest córką Andrzeja Szczepkowskiego i Romy z Parandowskich, wnuczką Jana Parandowskiego. Po matce, aktorka ma pochodzenie ukraińskie i żydowskie, natomiast po ojcu - niemieckie i polskie.

Izabela Mikrut , Barbara Englender
Sztajgerowy Cajtung
2 sierpnia 2016

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia