Dwa uśmiechy poety

"Tuwim dla dorosłych" - reż. J. Satanowski - Teatr Roma w Warszawie

Kpiarski i prześmiewczy. Prowokujący i zadziorny. Melancholijny i gniewny. Różne twarze Juliana Tuwima stara się pokazać Jerzy Satanowski w spektaklu przygotowywanym właśnie w teatrze Roma. Premiera w sobotę

Miał być pojedynczy - mówi reżyser. - Ale kiedy zgłębiłem materiał, uznałem, że sprawdzi się pomysł zrobienia z Tuwima bohatera zbiorowego. I tak sześcioro aktorów wierszami, prozą i piosenkami buduje portret artysty. Niepokornego, rozszarpywanego przez samego siebie, jakże często niezrozumianego - mówi Satanowski.

- Ale wszystko zaczyna się pogodnie. Od momentu, kiedy 22-letni Julian przyjeżdża do Warszawy. - Był młody, energiczny. Z fascynacją i euforią rzucił się w wir tego miasta - opowiada reżyser.

Jego słowami - nieodparcie zabawnymi, cudownie absurdalnymi - cieszyli się wtedy nie tylko czytelnicy, ale i bywalcy kabaretów.

Ta część spektaklu jest zabawą ówczesnymi tekstami Tuwima. - Muzycznie stylizujemy ją na tamte czasy - mówi Satanowski. - Wprowadzamy np. brzmienie chóru Dana. W kolejnej części przedstawienia jest już poważniej, a muzyka staje się współczesna.

- Rapujemy, odwołujemy się do rocka - wyjaśnia reżyser. - Pokazujemy w ten sposób, jaki potencjał w twórczości Tuwima wciąż drzemie. Tu poznajemy poetę z lat 30. ubiegłego wieku - kpiarza mówiącego dużo m.in. o sprawach politycznych. I człowieka, którego coraz bardziej dotykają wynikające z tego nerwowe reakcje.

- Żydzi mówili na przykład, że jest za bardzo polski, Polacy, że to rusofil - mówi Satanowski. - A on robił się zgorzkniały i chciał tylko jednego: żeby wszyscy dali mu spokój. Dał temu wyraz w wierszu, w którym wskazał, jaką czynność liczne zastępy bliźnich powinny wobec niego wykonać.

- Zdanie z tego utworu - "Całujcie mnie wszyscy w d..." - miało być tytułem naszego spektaklu - mówi reżyser. - Był prowokujący. Zdejmował z nas podejrzenie, że przygotowujemy spektakl dla dzieci i będzie w nim "Lokomotywa". Doskonale oddawał też irytację artysty w sytuacji, kiedy ciągle się go ktoś czepia.

Nie zgodziła się Ewa Tuwim-Woźniak, która prowadzi Fundację im. Juliana Tuwima i Ireny Tuwim i jest posiadaczką praw do utworów poety.

- Przeprowadziliśmy na ten temat długą dyskusję - mówi Satanowski. - Pani Ewa uznała jednak, że przez ten tytuł wiele osób nie przyjdzie na przedstawienie. Bo nie zorientuje się, że nie pokazujemy go jednostronnie, jedynie jako prowokacyjnego autora, który nie szanował swoich odbiorców.

Choć więc na ulicach wciąż można zobaczyć plakaty, a nawet billboardy ze starym tytułem, spektakl funkcjonuje już jako "Tuwim dla dorosłych". Ta sceniczna historia artysty, jak widać wciąż nie do końca rozumianego, kończy się w 1939 r. Ale ma powojenny aneks - fragment wiersza "Ab urbe condita".

- Tuwimowi udało się napisać niepatetycznie o spalonej, ale odradzającej się błyskawicznie Warszawie - mówi Jerzy Satanowski. Może dlatego, że - co także widać w spektaklu - jego wyobraźni nigdy i niczym ograniczyć się nie dało.

Katarzyna Czarnecka
Zycie Warszawy
13 stycznia 2011

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia