Dwadzieścia lat z Beczałą

Świętowanie w Operze Narodowej.

Wielka to radość dla miłośników opery i pięknego śpiewu, że jeden z najświetniejszych dziś operowych artystów - tenor Piotr Beczała - zechciał 24 listopada świętować w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej dwudziestolecie swojej olśniewającej kariery scenicznej. Było to zaiste wydarzenie godne reprezentacyjnej sceny narodowej i można tylko życzyć sobie, aby wydarzenia tej rangi były dla niej regułą, a nie szczytnym wyjątkiem... - pisze Józef Kański w Ruchu Muzycznym.

Beczała rozpoczął "mocnym uderzeniem": wykonał cały prolog z "Fausta" Gounoda, demonstrując maestrię we władaniu głosem we wszystkich rejestrach i sugestywnie modulując jego barwę - od ciemnych fraz starego mędrca rozmyślającego posępnie o życiu zmarnowanym na daremnych naukowych dociekaniach i sięgającego w końcu po puchar z trucizną, aż do jasnego, promiennego hymnu na cześć życia i miłości, ujętego w formę brawurowego duetu odmłodzonego bohatera ze stającym na jego usługi Mefistem, którego partię z należnym sardonicznym humorem wykonał Rafał Siwek.

Następnie Beczała zaśpiewał słynną cavatinę Fausta z trzeciego aktu opery Gounoda, którą od poprzedniej sceny oddzielił efektowny chór żołnierzy z czwartego aktu, z porywającym zapałem odśpiewany przez zespół Teatru Wielkiego. Kontynuując francuską część koncertu, śpiewak zachwycał prześlicznymi pianami w nastrojowej arii z drugiego aktu "Manon "Masseneta (nie tak dawno kreował w tej operze rolę romantycznego kawalera des Grieux na scenie Opery Metropolitan) oraz w arii tytułowego bohatera z Wertera, a jako swoiste interludium między nimi posłużyła orkiestrowa "Medytacja" z opery "Thais" z nastrojowym skrzypcowym solo, pięknie odegranym przez koncertmistrza teatru Stanisława Tomanka.

Drugą część wieczoru wypełniła muzyka kompozytorów słowiańskich. Piotr Beczała wywarł mocne wrażenie wielką arią Księcia z pierwszego aktu

"Rusałki" Dworzaka, która w inscenizacjach opery przechodzi często prawie niezauważona. Po niej nastąpiły nasycone romantycznymi uczuciami arie dzielnego Domana z "Legendy Bałtyku" Feliksa Nowowiejskiego i tytułowego bohatera z opery "Janek" Władysława Żeleńskiego, oraz - już na zakończenie programu - wielka aria Stefana ze "Strasznego dworu" (którą to operę artysta chce zasugerować do wystawienia, jak zdradził w jednym z wywiadów, szefom czołowych europejskich teatrów, by objąć w niej główną partię tenorową). Wszystkie pięknie zaśpiewane i imponujące blaskiem wysokich tonów, a do tego przepojone wyrazistą ekspresją, za której sprawą żadna fraza nie pozostawała pusta i nic niemówiąca.

Nie obyło się bez bisów - tenor do reszty podbił słuchaczy popisowymi ariami z "Turandot" i "Rigoletta" oraz pełną tęsknego liryzmu pieśnią Mieczysława Karłowicza "Pamiętam ciche, jasne, złote dnie". Towarzysząca mu zaś pięknie Orkiestra Teatru Wielkiego pod dynamiczną batutą Patricka Fournilliera popisała się dodatkowo efektowną uwerturą do opery Michała Glinki "Rusłan i Ludmiła" oraz - wespół z Chórem - sceną procesji z mało u nas znanego operobaletu "Młada" Mikołaja Rimskiego-Korsakowa. To był doprawdy wspaniały wieczór, który wielu z nas długo będzie pamiętać.

Przez dwadzieścia lat Piotr Beczała osiągnął bardzo wiele (niektórzy po takim czasie intensywnej działalności artystycznej spoczywają już na laurach - z własnej woli albo z konieczności...), ale - jak sam podkreśla - najważniejsze wyzwania ciągle jeszcze przed nim. W listopadzie podpisał ekskluzywny kontrakt z wytwórnią Deutsche Grammophon - jako pierwszy w ogóle śpiewak polski. Nic, tylko gratulować i życzyć dalszych, jeszcze piękniejszych sukcesów.

Józef Kański
Ruch Muzyczny
28 grudnia 2012
Portrety
Piotr Beczała

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia