Dwie kobiety

"Wydmuszka" - reż. Paweł Budziński - Teatr Bakałarz w Krakowie

Jak bardzo może zmienić nasz życie przypadkowe spotkanie? Jak bardzo wpływają na nas spotkani ludzie? Czasami ten wpływ jest większy, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Przypadkowe spotkanie może przerodzić się w trwałą znajomość, a każdy człowiek uczy nas czegoś innego. O takim trudnym, ale jednocześnie ważnym dla obu stron spotkaniu opowiada „Wydmuszka", którą na scenę przeniósł Paweł Budziński z Teatru Bakałarz.

Widzimy realistyczne wnętrze biblioteki, skąpane w ciepłym świetle. Za biurkiem, po prawej stronie sceny, siedzi młoda kobieta, która swoim wyglądem oraz zachowaniem idealnie oddaje stereotypową panią z biblioteki szkolnej. Brązowa spódnica, sweterek, związane włosy i zasadniczość. Nagle w drzwiach pojawia się druga kobieta – w obcisłych spodniach, krótkiej bluzce, białym płaszczu oraz makijażu przynosi powiew ulicy i burzy spokój cichej biblioteki.

Dwie młode kobiety znajdują się na scenie niemal cały czas. Długie fragmenty dialogów przerywane są wyciemnieniem, w czasie których słychać muzykę. To chwila oddechu, w której napięcie spada, ale cały czas jesteśmy ciekawi, co będzie dalej. Aktorki mają czas na zmianę strojów, a widzowie chwilę na refleksję. To swoista manipulacja napięciami, która nie pozwala oderwać oczu od tego, co dzieje się na scenie, a jednocześnie zmusza widzów do indywidualnego skonfrontowania „tradycyjnego" stylu życia spokojnej Haliny (Kinga Sobieszczańska) z „idącą jak burza", nowoczesną, głośną Roksaną (Dominika Frandlucha).

Aktorki tworzą perfekcyjny, energetyczny duet, który potrafi poradzić sobie nawet z rozśmieszającą wszystkich wpadką tekstową. Szybkie opanowanie sytuacji to podstawa profesjonalnego działania. Patrzy się na nie niezwykle, ponieważ są zupełnie różne także fizycznie, co jeszcze podkreśla ich odrębność. Halina jest niska, ma dłuższe, kręcone włosy i nosi okulary; Roksana natomiast to wysoka kobieta, o krótkiej fryzurze i wyzywającym wyglądzie. Ostatecznie bierze górę swoista „solidarność" kobiet i znajdują one wspólny język.

Warto zwrócić uwagę, że mimo wielości rekwizytów – wszystkie są wykorzystane. Halina spędza dzień na przeglądaniu kart bibliotecznych, układaniu książek i przewożeniu ich wielką, metalową szafką na kółkach. Siedzi w ciszy i chyba tego najbardziej brakuje: choćby delikatnej muzyki w bibliotece. Roksana lubi rozsiąść się na stojącej po lewej stronie kanapie, a płaszcze zostawia na wieszaku przy wejściu. Mamy tu nawet zaskakujące otwarcie prawdziwego okna, które na parę chwil odurza nas powietrzem z zewnątrz.

W „Wydmuszce" wyraźnie obserwujemy proces „zamiany ról" – przebojowa Roksana okazuje się nieszczęśliwą kobietą, żyjącą w związku głównie dla pieniędzy. Halina, zamknięta w bibliotece i chowająca się przed wścibską matką to idealistka, marząca o wielkiej miłości. W miarę upływu czasu, widzimy, że Roksana wcale nie jest tak pewna siebie, natomiast Halina szybko decyduje się na ich wspólny wyjazd: spełnienie marzeń o Casablance. Każda z kobiet jest gotowa na zmianę swojego życia.

Teatr Bakałarz przygotował spektakl, w którym śmiech miesza się z przygnębieniem, a szczęście okazuje się być wartością względną, którą czasami sobie wmawiamy. Gdyby Roksana nie weszła w deszczowy dzień do biblioteki, długo jeszcze nie zyskałaby przyjaciółki. Samotne w gruncie rzeczy kobiety powoli stają się sobie coraz bliższe, uświadamiając sobie swoje położenie. Przeciwstawne bieguny ich charakterów przyciągają się, a my oglądamy historię, która z komedii przeradza się w melodramat z happy endem. Jesteśmy oczarowani – zarówno formą, jak i treścią. I wszyscy wstajemy do oklasków.

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
18 marca 2017

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia