Dyrektor z przeszłością

Jan Klata - buntownik z irokezem dyrektorem Starego Teatru

Sezon teatralny kończy się głośnymi nominacjami dyrektorskimi. Po zatwierdzonej mimo licznych głosów protestu kandydaturze Tadeusza Słobodzianka na cesarza teatralnego imperium, skupiającego kilka warszawskich scen, kolej przyszła na wyczekiwaną obsadę dyrektorskiego fotela Starego Teatru. Decyzja: dyrektorem zostanie Jan Klata.

1

Powiem od razu: decyzję przyjmuję z radością. Ostatnie dwa lata rządów Mikołaja Grabowskiego w Starym to okres zastoju. Klata to bez wątpienia świetny reżyser i duża indywidualność; od jego dyrekcji można wiele oczekiwać i stawiać jej ponadprzeciętne wymagania. Dlaczego zatem tej radości towarzyszy nuta sceptycyzmu? 



"Buntownik z irokezem dyrektorem Starego Teatru" - donosi TVN 24. Trzeba sprostować. Wybór Klaty na dyrektora Starego nie jest wyborem kontrowersyjnym. Byłby takim - jakieś pięć lat temu. W tym czasie Klata z teatralnego chuligana stał się elegantem. I to nie dlatego, że zmienił się gust widzów i krytyków - ale dlatego, że zmienił się gust Klaty. 

Czasy, kiedy na scenie teatru Klaty markowano stosunek seksualny na nutę "Czerwonych maków", minęły bezpowrotnie. Czasy, kiedy teatr Klaty prowokował estetycznie, kiedy przyjmował optykę ludzi i środowisk zepchniętych na margines porządku społecznego, ekonomicznego, symbolicznego - to przeszłość. Jeśli spojrzymy na jego ostatnie spektakle w Starym Teatrze - "Wesele hrabiego Orgaza" czy "Koprofagi" - stwierdzimy, że dziś jego bohatera nurtują kwestie natury egzystencjalnej, a kierują nim wielkie uniwersalne mechanizmy historii i polityki. Można złośliwie powiedzieć: oto tematy godne pozycji klasyka i mistrza... 

Jednym do twarzy z grzywką, innym - z irokezem. Dyrektorem Starego Teatru został nie "buntownik", ale klasyk z przeszłością. 

3

Zwycięski projekt Klaty na prowadzenie Starego nie został dotychczas upubliczniony; szkoda, że wybory na dyrektora publicznej sceny odbywają się w atmosferze tajemnicy. 

"Koncepcja zakłada stworzenie programu, który przyczyni się do zrealizowania szerokiego programu artystycznego opartego na trzech polach - istoty narodu [Narodowy], istoty tradycji [Stary] i istoty sztuki [Teatr]" - czytamy w pierwszych zdaniach projektu. Tematami pięciu sezonów Klata uczynić chce "twóczość i biografię najważniejszych twórców Starego Teatru", by "twórczo przyjrzeć się dokonaniom wielkich poprzedników", kolejno: Konrada Swinarskiego, Jerzego Jarockiego, Andrzeja Wajdy, Krystiana Lupy, Tadeusza Kantora. Chodzi o realizację dzieł literackich, których inscenizacje w wykonaniu wielkiej piątki zapisały się w historii, oraz "autorskie projekty inspirowane osobą i twórczością" każdego z patronów.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie lekceważy dialogu z tradycją. Zakładany repertuar jest szeroki, gęsty i różnorodny. Jednak - trochę duszno robi się na myśl o tak sformatowanych pięcioletnich rekolekcjach... Dialog zakłada krytycyzm - tutaj zaś w punkcie wyjścia stwierdza się, co jest "istotą tradycji", a co jest peryferyjne i dlatego niegodne uwagi. Obawiam się ponadto, czy sam fakt, że ojcem i wcieleniem teatralno-narodowej tradycji uczyni się na przykład Lupę, z gruntu nie sparaliżuje jakiejkolwiek rozmowy na temat Lupy, jego dorobku i pozycji. 

Bardziej newralgiczne wydaje mi się sformułowanie o "istocie narodu". Cóż to może oznaczać? Wobec słów "Bóg", "naród", "ojczyzna" Klata zawsze czuł respekt. Kto wie: być może zawsze chodziło mu o to, by te wartości ocalić? Kiedyś jednak (w "Fanta$ym", w "H") nie było to jednoznaczne: Klata sięgał po chuligański wybryk, niewybredny żart, prowokację; czuć było u niego bunt, rozgoryczenie, złość, determinację, co dawało wybuchową mieszankę. Dziś - Klata zajmuje inne pozycje. Spoglądając z dystansu na zrealizowaną w Starym "Trylogię", dostrzegam w niej śladowe ilości krytycyzmu. Spektakl ociera się o narodową Mszę, w której o "istotę narodu", o spajające wspólnotę wartości pyta się nie po to, by je dyskutować, ale po to, by je odnowić, potwierdzić, umocnić - unieruchomić.



Klata deklaruje chęć współpracy z szerokim gronem reżyserów: Jarockim, Lupą, Moniką Strzępką, Michałem Zadarą, Krzysztofem Garbaczewskim... Projekt dyrektury współtworzy Sebastian Majewski, dotychczasowy szef sceny w Wałbrzychu, autor świetnego sezonu "Znamy znamy". Te nazwiska stanowią potencjał, który pozwala mieć nadzieję, że rozpisany na najbliższe pięć lat dialog z tradycją (teatralną, narodową) będzie miał jednak sporne momenty. 

"Wawel na mnie nie działa. Kraków też nie zachwyca" - mówił przed laty Klata. Cóż... dziś mówi inaczej. Dziś na zakończenie projektu stwierdza: "Legendy Starego Teatru nie wolno lekceważyć". Zaraz dodaje trzeźwo: "Nie wolno jej [również] bałwochwalczo ulegać" - i nie pozostaje nic innego, jak trzymać go za słowo. Oby dialog Starego z tradycją miał jak najbardziej burzliwy przebieg, a wybór Klaty na dyrektora okazał się nie tylko zasłużony, ale i kontrowersyjny - tego życzę nam, widzom, i Janowi Klacie.

Marcin Kościelniak
Tygodnik Powszechn
11 lipca 2012
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia