Dyskurs o polskiej świadomości

Skrzypek na dachu - reż. Maciej Korwin - Teatr Powszechny w Radomiu

To teatr dla szerokiego grona odbiorcy, czyli o roli sztuki w życiu mieszkańców Radomia na przykładzie "Skrzypka na dachu"

Nie jestem zwolennikiem teatru popularnego, ale doceniam znaczenie tego rodzaju sztuki dla kształtowania uczuć i postaw masowego odbiorcy. W przypadku "Skrzypka na dachu" nie mogło się zdarzyć lepiej w Radomiu, by przekonać znaczącą większość mieszkańców do pochylenia się nad losem naszej Anatewki z ul. Wałowej i Bóźniczej. Żal tylko, że dopiero teraz to się dzieje. Jak bardzo jesteśmy spóźnieni w stosunku do innych miast na mapie Polski, przyzna każdy, kto interesuje się relacjami polsko-żydowskimi i pamięcią. W Lublinie, Włodawie, Kozienicach, nie mówiąc o Warszawie, Krakowie czy Łodzi zrobiono w kwestii pamięci o dawnych mieszkańcach o lata świetlne więcej od nas. My, w Radomiu, dopiero raczkujemy na tej drodze i dlatego taki potężny sojusznik jak teatr jest istnym błogosławieństwem (Amen).

Widzę to wydarzenie na radomskiej scenie chyba we właściwej perspektywie. Przez lata z problemem pamięci borykali się samotnie ludzie nauki, kultury i sztuki, dziś nastał czas oddziaływania na różne środowiska i grupy wiekowe, bo w demokracji liczy się postawa większości. Odpowiedni stosunek uczuciowy do ludzi skrzywdzonych przez taki czy inny carski ukaz można uzyskać tylko posługując się stosowną narracją, w tym teatralną. I przedstawienie Macieja Korwina spełnia to zadanie. Całe nastawione jest na wywołanie silnych, sentymentalnych emocji. Zresztą gatunek musicalu wymaga takiego prostego języka uczuć, tym zdobywa się masowego widza.

Znaczenie "Skrzypka na dachu" w naszym mieście polega jeszcze na czymś bardzo ważnym. Dla większości oglądających przedstawienie kultura (tradycja) żydowska jeżeli jest znana to tylko z opowieści filmowych, może z ukrytych w języku polskim powiedzonek czy wyrazów, w każdym wypadku jest to zlepek stereotypowych wyobrażeń daleki od oryginału. W teatrze mamy do czynienia z prostym przekazem elementów żydowskiego obyczaju, z takim abecadłem niezbędnym do formułowania bardziej skomplikowanego tekstu w przyszłości. Rzeczywistość sceniczna posługuje się zawsze pewnego rodzaju uproszczeniami i tu nie dziwią typowe stroje żydowskich czy rosyjskich mieszkańców Anatewki, tak jak proste i funkcjonalne drewniane dekoracje imitujące ówczesną zabudowę sztetła. Bo tak naprawdę to w radomskim przedstawieniu "Skrzypka..." mamy do czynienia z mitem o tym świecie, utrwalonym i przekazanym przez Szołema Alejchema, a spopularyzowanym w musicalu i filmie ze sławnym Topolem w roli Tewiego. Do nas ten mit dociera po latach i okazuje się ciągle skutecznie wzruszać społeczność, która nie zna ani jednego żywego Żyda, a do zmarłych ma stosunek obojętny.

Przedstawienie Macieja Korwina ukazuje społeczność Anatewki już z perspektywy doświadczenia Holokaustu. Nie jest przypadkiem skojarzenie pustej sceny i porzuconych na niej dziecięcych miśków z kolejową rampą, na której rozgrywały się sceny selekcji transportów w obozach zagłady. Ta końcowa pustka po pełnym gwaru rozgardiaszu codziennej krzątaniny wokół spraw małych i dużych krzyczy do widzów na odchodne: Pamiętaj o nas ! Anatewka jest też w Radomiu i okolicach i pozostanie dla tych, którzy odeszli,w pamięci jako ich dom rodzinny, a ci, którzy zostali w niej poczują tę dojmującą pustkę.

Z przedstawienia pragnę wydobyć jeszcze jeden element. Kilka razy Tewie ukazuje się na scenie ze swoim wózkiem mleczarza. Pewnie tylko Tadeusz Kobiałka [szef działu technicznego - przyp. red.] wie, ile razy i gdzie ten rekwizyt grał w teatrze radomskim. Kiedy w kwietniu 2008 r. potrzebowałem wózka do przewiezienia walizek w czasie Marszu Pamięci z ul. Kilińskiego pod pomnik na miejscu dawnej synagogi i do Resursy Obywatelskiej, zwróciłem się do przyjaciół w teatrze i dostałem na parę godzin ten wózek. Dzisiaj widzę go z walizką Gołdy w końcowej scenie "Skrzypka..." i łączę ze sobą te dwa wydarzenia, które symbolicznie podejmują ten sam problem Pamięci.

Na pochwałę zasługuje cały zespół aktorski, dobrany z wyczuciem i przygotowany aktorsko, tanecznie oraz wokalnie z dużym znawstwem. Dla każdego teatru dramatycznego forma musicalu jest trudnym sprawdzianem umiejętności, a radomski zespół pod dyrekcją Wojciecha Kępczyńskiego może uznać się za doświadczonego w tym zakresie. Tamte Webbery przydały się dzisiaj Maciejowi Korwinowi i Joannie Semeńczuk, zajmującej się choreografią do "Skrzypka na dachu", ze zdumiewająco dobrym skutkiem.

Tak oto, może w sposób popularny, ale skuteczny, Teatr im. Jana Kochanowskiego pod dyrekcją Zbigniewa Rybki wypełnia swoje społeczne zadanie - podejmuje dyskurs o polskiej świadomości po doświadczeniu pustki - Zagłady. Czekamy na wyprzedzające podjęcie istotnych problemów społecznych i egzystencjalnych w następnych premierach. Mazł tow!

* Zbigniew Wieczorej jest polonistą, uczy w VI LO im. Jana Kochanowskiego w Radomiu

Zbigniew Wieczorek*
Gazeta Wyborcza Radom
23 marca 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...