Dziady inaczej

"Mickiewicz. Dziady. Performance." - reż. Paweł Wodziński - Teatr Polski w Bydgoszczy - 38. Opolskie Konfrontacje Teatralne "Klasyka Polska"

„Zamknijcie drzwi od kaplicy…żadnej lampy, żadnej świecy!” wybrzmiało ze sceny podczas czwartego dnia Opolskich Konfrontacji Teatralnych. "Mickiewicz. Dziady. Performance" w reżyserii Pawła Wodzińskiego to kolejny spektakl, który mogła zobaczyć w tym roku festiwalowa publiczność.

Mickiewiczowski dramat odarty z patosu, wyrwany zostaje z ciemnej kaplicy i ponurego cmentarzyska wprost na leśną, brudną polanę. Rozbite na scenie namioty, sterty śmieci, drewniana latryna stanowią tło dla rytualnego obchodu Dziadów. Obrzędu dokonują rozbitkowie życia, jednostki zmarginalizowane, obdartusy i prowincjusze. Choć niepewni w tym co robią, idą bezradnie za nawoływaniem Guślarza, który łamiącym się głosem odczytuje kolejne frazy z kartki. Zagubieni biwakowicze dukają ginące w ciszy frazy, wpadając coraz głębiej w pozornie niewinną zabawę. Wspólnie jednoczą się w akcie nienawiści. Dokonują zbiorowego linczu szukając potwierdzenia własnej tożsamości. Wyładowują swe emocje na kukle dziedzica wsi oraz nieszczęsnej Zosi, która nie potrafiła za życia pokochać. Biją, tarmoszą, rzucają, kopią, miażdżą z każdą sekundą z coraz większą pasją i siłą. Kolejne gesty okrucieństwa wzmacniają ich wewnętrznie. Rozwścieczoną gromadę rozprasza dopiero tajemnicze Widmo z innego świata. Mężczyzna ubrany w biały strój z ironicznym uśmiechem na twarzy nakręca rytualny taniec telefonem komórkowym. Chcieli wywołać Dziady? Wywołali.

Po krótkiej przerwie przenosimy się nie do klasztornego więzienia, ale stęchłej noclegowni dla bezdomnych, gdzie wokół „rozrzucone" są zdezelowane prycze i meble. Wraz z scenografią zmienia się status społeczny bohaterów. Nie są już więźniami politycznymi, ale po raz kolejny marginesem społecznym - odsuniętą na bok bezimienną masą niechcianych jednostek, która wieczorami swe niedole umila śpiewając bluesa. Obok bezsilnej wspólnoty pozostaje Konrad (fenomenalny Michał Czachor), pełen dzikiej energii i niespełnionych nadziei. Roztrzaskując o scenę krzesło, przebiegając dynamicznie przez widownie, zrzucając z siebie koszule, tocząc pianę z ust wygłasza nihilistyczny i wręcz szyderczy monolog. Determinacja i siła, którą włożył w Wielką Improwizację Czechor robi ogromne wrażenie, aktor przekracza wszelkie granice. Jego oddanie i wyrazistość prowadzi do refleksji, nad tym czy to przypadkiem nie on, tym razem, powinien być wygranym. Niestety, jak powiedział aktor w jednym z wywiadów nawiązujących do owej sceny: „władza zawsze sprowadzi do parteru". Konrad opada bezsilnie na scenę i poddaje się dość gwałtownym egzorcyzmom księdza Piotra, który zatapia jego głowę w wiadrze wody.

Pozostałe wątki delikatnie odbiegają od całej reszty, po świetnej pierwszej części napięcie powoli opada, a publiczność staje się świadkiem niespójnych scen, rozgrywających się m.in. podczas trzech widzeń, na Warszawskim Salonie czy na Balu u Senatora. Ważnym elementem scenografii wydaje się być postawiona na scenie metalowa barierka, okrzyknięta swego czasu, jako symbol sporów toczonych na Krakowskim Przedmieściu. Część krytyków to na niej skupiło przede wszystkim swoją uwagę, określając inscenizację mianem „dziadów posmoleńskich". Jest to ciekawy sposób odczytania sztuki, warty zaznaczenia, jednak sama wolę pozostawić owy temat bez kolejnych dopowiedzeń.

Na uwagę za to zasługuje na pewno ciekawe posunięcie twórców jakim jest umieszczenie przerywników pomiędzy fragmentami inscenizacji w postaci wyświetlanych cytatów zagranicznych podróżników, odwiedzających przed laty Polskę. Relacje oscylują wokół beznadziei naszego kraju, zapyziałości, zacofania cywilizacyjnego i ogólnej tępoty polskiego narodu. Zabieg ten pozwala zrozumieć, iż wykluczenie i odsunięcie na margines może być przepisem na odrodzenie, impulsem do podjęcia debaty z „cywilizowaną" Europą. Przypomina o tym jak nas postrzegano, a także skłania do refleksji, czy martyrologia nadal jest jednym z naszych sposobów na życie.

Dodatkowo dużą zaletą spektaklu jest oprawa muzyczna skomponowana przez Stefana Węgłowskiego specjalnie na potrzeby przedstawienia. Idealnie współgra z tym co widzimy na scenie. Chwilami płynna, chwilami agresywna, nadaje rytmu kolejnym wydarzeniom. Zakłóca nieuniknione wrażenie niespójności scen - stanowi element spajający wielość wątków.

Całość wydaje się delikatnie przesadzona, po głowie tłucze się wrażenie, iż pomysły twórców wyczerpały się po pierwszych dwóch częściach. Reszta wydaje się być trochę naciągnięta. Z euforii publiczność przechodzi w stan „nijako-refleksyjny". W pewnym momencie należało powiedzieć stop. Wtedy bez wątpienia okrzyknięto by widowisko fenomenalnym.

Katarzyna Majewska
Dziennik Teatralny Opole
10 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia