Dzielę życie między Warszawę a Warmię

Rozmowa z Jerzym Bończakiem

- Jest to niesamowite i niezwykle rzadkie, aby dziennik obchodził taką rocznicę. To naprawdę piękny wiek - mówi o "Gazecie Olsztyńskiej" Jerzy Bończak. Artysta wspomina czasy z początków lat 70., kiedy jako młody aktor występował na deskach Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie.

W 1971 roku rozpoczął pan pracę na etacie w Teatrze im. Stefana Jaracza. Ciężko było się zaadaptować?

- Nie, dlatego że w czasie, kiedy podjąłem pracę w Olsztynie, mieliśmy bardzo dużo zajęć, poza tym scena była połączona z teatrem w Elblągu. To była bardzo intensywna praca i nie było nawet czasu na przemyślenia, czy człowiekowi jest dobrze czy źle. A mnie w Olsztynie było nieźle, tyle że trwało to bardzo krótko. Dokładnie 10 miesięcy, bo w kwietniu czy w maju 1972 roku podpisałem kontrakt z Teatrem Rozmaitości w Warszawie.

Pytam, bo Jerzy Bończak do Olsztyna przyjechał w wieku zaledwie 22 lat

- Ależ to był cudowny okres w moim życiu! Po ulicach Olsztyna chodziły piękne dziewczyny, zamieszkałem w końcu sam, nad głową nie miałem rodziców. Nagle stałem się wolny, mogłem robić, co chciałem, bez żadnych kontroli. To było naprawdę fantastyczne.

A gdzie pan mieszkał?

- W tak zwanym samotniaku przy ulicy Niepodległości, po prawej stronie za strażą pożarną. Te pokoje miały może 11 metrów kwadratowych z kuchnią. Takie cele, ale ja naprawdę dobrze się tam czułem.

To co pan robił w wolnych chwilach?

- Proszę pana, piłem wino w Domu Środowisk Twórczych, który znajdował się przy ulicy Mickiewicza. Tam życie kwitło za moich czasów, ale z tego co wiem, DST nie ma już w Olsztynie. I szkoda, bo za każdym razem, kiedy jestem u was, to chętnie bym tam jeszcze raz poszedł.

Sięgał pan w tym czasie po "Gazetę Olsztyńską"?

- Czytałem, bo w Gazecie ukazywały się wówczas recenzje ze spektakli teatralnych. Teraz chyba w ogóle albo rzadko są one publikowane na łamach "Gazety Olsztyńskiej". Być może dlatego, że dziś teatr nie cieszy się już takim dużym zainteresowaniem mediów jak dawniej.

Kupował pan "Gazetę" czy czytał ukradkiem w teatralnej recepcji?

- Oczywiście, że kupowałem, nigdy nikomu jej nie podkradałem (śmiech). Jeżeli ukazywały się te recenzje, wówczas kupowałem wydanie "Gazety" w kiosku. I powiem więcej, mam te numery wydań w swoim archiwum.

Lubi pan chyba do nas powracać?

- Bardzo lubię. Tym bardziej że dzisiaj dzielę życie pomiędzy Warszawę a Warmię.

Właśnie, pod Olsztynem ma pan dom i terenowy samochód, bo podobno trudno dojechać do pańskiej posesji. To znaczy, że...

- Przydałoby się, aby zajęto się stanem dróg w ogóle. Na całej Warmii i Mazurach.

A już myślałem, że kupił pan dom w trudno dostępnym miejscu, bo ucieka pan przed ludźmi?

- Ja w ogóle nie chowam się przed ludźmi, bo specyfika mojego zawodu jest taka, że muszę się z ludźmi spotykać. Więc uciekanie nie miałoby najmniejszego sensu.

Inspiracji też pan szuka w naszym regionie?

- Tak, aczkolwiek mój dom stoi w miejscu, w którym raczej się odpoczywa. Z drugiej jednak strony mam taką naturę, że zbyt długo odpoczywać nie potrafię, w związku z tym w wolnym czasie przychodzą mi do głowy podczas pobytu na Warmii nowe pomysły.

16 kwietnia to dla "Gazety Olsztyńskiej" szczególna data, bowiem tego dnia obchodzi 127 rocznicę ukazania się pierwszego numeru.

- I składam z tej okazji najlepsze życzenia, bo jest to niesamowite. Szczerze powiem, że nie interesowałem się losami "Gazety" aż tak bardzo, ale moim zdaniem jest to ogromny sukces. To niezwykle rzadkie, aby dziennik obchodził taką rocznicę. To jest piękny wiek, tak więc gratuluję i życzę następnej takiej rocznicy.

Stwierdził pan kiedyś, że zamierza przeprowadzić się do nas na stałe.

- Powiem tak, stanie się tak, kiedy będę zmęczony tą dosyć intensywną pracą i będę chciał przejść na emeryturę. Emeryturę w cudzysłowie, bo aktor nigdy na niej nie będzie, jeśli tylko pozwoli mu na to umysł i ciało. I chciałbym, żeby tak było w moim przypadku.
Ale wracając do pytania, liczę się z tym, że z czasem będę miał tych zajęć mniej i wtedy rzeczywiście zamierzam na stałe przeprowadzić się do domu pod Olsztynem. Zresztą to takie moje wymarzone miejsce i cieszę się, że ono istnieje.

Mateusz Przyborowski
Gazeta Olsztyńska
17 kwietnia 2013
Portrety
Jerzy Bończak

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia