Dziennik Agafii Tichonowny

"Według Agafii" - reż. Agata Duda-Gracz - Teatr Jaracza w Łodzi

Krótki, poetycki prolog. Na scenie dwa kręgi światła. W jednym pojawia się ubrany w kalesony, nękany kobiecymi głosami Koczkariow (Michał Staszczak), w drugim zaś stoi Agafia (Milena Lisiecka) - z jednorożcem pod pachą, niczym figurka z pozytywki kręcąca powolne, niezdarne piruety. Od razu widać, że nie o satyrę obyczajową będzie tu szło, że z gogolowskiej komedii trzeba się śmiać ostrożnie. Za chwilę kolejny obrazek. Agafia siedzi na podłodze w nowoczesnym, minimalistycznie zaaranżowanym wnętrzu

Taką ją poznajemy: rozkraczoną, żałosną czterdziestolatkę, łkającą samotnie nad trzymanym na kolanach tortem urodzinowym. Stara panna na wydaniu. Od tej gogolowskiej, wymyślonej w połowie dziewiętnastego wieku, różni się właściwie wszystkim.

Inaczej niż w dramacie, wszystkich konkurentów poznajemy w ich własnych domach, w sytuacjach prywatnych, obserwowanych równolegle i pokazanych w sposób komiksowy. Wjeżdżające jedno po drugim na scenę przy dźwiękach energetycznej muzyki Jakuba Ostaszewskiego kolorowe pudełka przedstawiają pokoje kawalerów, na które patrzymy z różnych perspektyw – w rzucie z góry, z boku, do góry nogami. Pokoje z przytwierdzonymi do ścian postaciami są ruchome, jeżdżą po scenie, podczas gdy głos z offu dokonuje prezentacji ich mieszkańców, a widz ma zaiste wrażenie przerzucania kartek komiksu. Szybko orientujemy się, że każdy z czterech pretendentów do ręki Agafii, mimo fizycznej obecności na scenie w dalszej części akcji, tak naprawdę do końca „nie wyjdzie” ze swojego pokoju. Każdy z bohaterów zbudowany jest kilkoma groteskowymi gestami i zostaje zdefiniowany już podczas tej pierwszej, dynamicznej sceny. Obcesowy twardziel Żewakin (Mariusz Witkowski) raczej jara szlugi, niż pali papierosy. Rozlazły nieudacznik Podkolesin (rewelacyjny Sambor Czarnota) mamrocze przez sen, nie pozostawiając wątpliwości ani co do swego niemrawego temperamentu, ani niezbyt lotnej inteligencji. Znerwicowany, nękany tikami Jajecznica (wyrazisty Tomasz Schuchardt), siedząc na sedesie, oddaje się swej manii, czytając podręcznik higieny. Ociężały na ciele i umyśle Anuczkin, któremu Robert Latusek konsekwentnie użycza miny idioty, skupia się na tym, co mu wychodzi najlepiej – siedzi w fotelu.

Przerysowani do granic możliwości bohaterowie, powtarzający przez cały spektakl kilka tych samych gestów, przyodziani w kiczowate stroje, nie mogą być prawdziwi. Biorą wszak udział w „zdarzeniu całkiem niewiarygodnym”, które w interpretacji Dudy-Gracz staje się projekcją myśli i pragnień głównej bohaterki. Takie założenie usprawiedliwia wszystko, co dzieje się na scenie, największy absurd zyskuje motywację, widz przyjmuje tę zgrabną zabawę formą i granie konwencją jako coś naturalnego. Pomysły inscenizacyjne Agaty Dudy-Gracz wzbudzają salwy śmiechu, przemycają jednak nieustannie wcale nieśmieszną informację o tym, że pod spodem każdej karykatury tkwi coś potwornego.

Operując kiczem (feeria barw kostiumów i wnętrz, wtręty muzyczne), groteską, kabaretowymi gagami (balonik jako dusza zamordowanego Anuczkina unosząca się do nieba), konwencją teledysku, kolażem cytatów ze współczesności (moonwalk, scena w nenufarach z Nocy i dni, piosenka z filmu Małżeństwo z rozsądku), reżyserka tworzy rzeczywistość przewrotną, farsę farsy, która przestaje być śmieszna w scenie ostatniej, utrzymanej w zupełnie innej stylistyce. Na tyłach mieszkania Agafii (scena obraca się na naszych oczach) zastajemy ciemny zaułek, w którym powieszony za płaszcz na hakach Podkolesin wierzga nogami jak robaczek. Na czarnej ścianie, na różnych wysokościach wypisano białą kredą niewielkie litery układające się w pytanie-zagadkę całego przedstawienia: sen – nie sen?

Od początku jest jasne, że nie jest to wizja obiektywna, postać tytułowa bowiem jawi się jako osoba zupełnie wyjątkowa. Lisiecka stworzyła kreację, przedstawiając kobietę-dziewczynkę, w której jest jednocześnie coś żałosnego i coś wzniosłego. Agafia taszczy pod pachą nieodłącznego jednorożca, trochę jak zabawkę, trochę jak symbol dziewictwa. Jej największym problemem, podobnie jak reszty postaci, zdaje się być niedojrzałość. Czterdziestoletnia singielka, zagubiona i samotna w swoim obszernym mieszkaniu, niezdolna do podjęcia suwerennej decyzji. Jej całkowita bierność może być czytana jako pewna przewrotność w stosunku do tytułu przedstawienia. Agafia narzuca widzom tylko wizję rzeczywistości, w której jednak nic nie dzieje się za jej sprawą czy przyzwoleniem. Tkanka jej świata zrobiona jest z popkulturowej papki, cały jej dorobek w dniu czterdziestych urodzin to trash – szmira, śmieci, odpady kultury masowej. Wizja kobiety w brudnej, podartej białej sukience, z rozmazanym makijażem, prowadzonej do ślubu przez swatów w czarnych woalkach, z głowami posypanymi popiołem, jest wizją tragiczną.

Dopiero w kontekście tej sceny Agafia jawi się jako postać prawdziwie dramatyczna, poszukująca miłości w sposób desperacki i nieudolny zarazem. Powierzchowność jej świata nie pozwoliła na osiągnięcie dojrzałości potrzebnej do rozwoju emocjonalnego, wzięcia odpowiedzialności za swoje życie, stworzenia prawdziwych relacji. Dzisiejsza Agafia nie ma przyjaciół, nie ma przy sobie też ciotki i swatki. Zastąpił je Poradnica, przyjaciel-gej (bardzo dobry Marek Kałużyński), postać wymyślona przez reżyserkę. To kolejne zapożyczenie z tekstów kultury masowej, w których figura geja-przyjaciela głównej bohaterki występuje nader często (Will & Grace, Dziennik Bridget Jones, Diabeł ubiera się u Prady, ostatnio po ten chwyt sięgają także polskie produkcje, zwłaszcza serialowe, sam fenomen opisują zaś autorzy książki Girls Who Like Boys Who Like Boys). Postać ta, depilująca nogi Agafii za pomocą taśmy klejącej-wosku, ubrana w patchworkowy płaszcz z wizerunkami modelek, jest kwintesencją słynnych gejów stylistów w typie Tomasza Jacykowa czy Goka Wana. W myśl genderowych teorii obsadzenie geja w roli swatki jest jak najbardziej na miejscu, a pomysł dzisiaj raczej bawi niż zaskakuje.

Z utartych oczekiwań wobec gogolowskiej komedii wytrąca paranoiczny Jajecznica, z obłędem w oczach cytujący fragmenty podręcznika higieny dla chłopców, pochodzącego z początków XX wieku. Naturalistyczne opisy dotyczące stosunku płciowego, onanizmu czy zaparć, nawet jeśli miejscami budzą śmiech, przytłaczają jednak dosadnością. Jest tak szczególnie w momencie, gdy światła zamiast sceny oświetlają publiczność. Jesteśmy obnażeni, postawieni pod ścianą, epatowani fizjologią, konfrontowani z własną biologią. Te wtręty dziwnie pasują do czytanego przez Dudę-Gracz dramatu Gogola, dopowiadając to, co u niego mniej wprost: tu nie chodzi o uczucia, nie ma miejsca na ten luksus, człowiek to zwierzę zaprogramowane na konkretne działania. Sam gogolowski pomysł „targu małżeńskiego” zdaje się niemniej obrzydliwy niż dosadne sformułowania wygłaszane przez Jajecznicę.

Nie chodzi więc o małżeństwo, jak sugeruje w tytule Gogol. Czasy wszechpanującego konwenansu i próby dokonania awansu społecznego za pomocą małżeństwa dawno minęły. W dramacie odczytanym jako metafora poszukiwania miłości i bliskości jedyną postacią, która faktycznie przejawia uczucia, jest Agafia. Reszta bohaterów, sfunkcjonalizowana do hasłowych wyobrażeń kobiety na temat mężczyzn, nie miała szansy zabrać głosu w tej kwestii. Ale także sama Agafia, zakochana w nieco diabolicznym Koczkariowie, nie jest jednak w stanie zawalczyć o tę miłość. Poddając się kolejnym naciskom, na moment przed ślubem z Podkolesinem trafia do ciemnego zaułka, ubrana w podartą sukienkę.

Tak reżyserka przeczytała dziewiętnastowiecznego autora. Podczas braw i ukłonów aktorzy ciągle wykonują gesty swoich postaci, jakby mówili: Podkolesin uciekł, ale ten spektakl wciąż trwa. Współczesny rosyjski raper z zespołu Krowostok, opisując rzeczywistość dzisiejszej Moskwy, śpiewa: Trasz, który znasz / Krew, mięso i kości / A ty mi tu k… o miłości. Jest w tym zestawieniu uderzająca analogia.

Marta Byczkowska – absolwentka filologii polskiej UŁ, pracuje jako dziennikarz telewizyjny

Marta Byczkowska
Teatr 02/10
1 marca 2010

Książka tygodnia

Kto ukradł jutro?
Wydawnictwo ALBUS
Olga Ptak

Trailer tygodnia