Dzivné są drogji i sądë Boskji, czyli Remus, ricerz kaszubski

"Remus" - reż. Remigiusz Brzyk - Miejski Teatr "Miniatura" w Gdańsku

Romuald Wicza-Pokojski wziął na warsztat bardzo rozbudowaną i uznaną powieść Aleksandra Majkowskiego „Życie i przygody Remusa”, która dla Kaszubów niesie ze sobą ponadczasowe wartości ujęte w artystyczną formułę realizmu magicznego. Koncepcja, jaką przyjął reżyser Remigiusz Brzyk, może być trudna do przyjęcia przez część widzów, może jednak stanowić punkt wyjścia do zastanowienia się nad treściami zawartymi w powieści, jak również szerzej – do budowania nowymi środkami mitologii kaszubskiej.

Aleksander Majkowski pisał swoją powieść przez dwadzieścia lat XX-lecia międzywojennego, chcąc przekazać w niej nie tylko trudne losy Kaszubów podczas zaboru pruskiego pod koniec XIX wieku, ale także swoje przemyślenia na temat ponadczasowości zdarzeń i ludzi w ogóle. Dzieło życia Majkowskiego na pewno zapisało się strzeliście w kanonie literatury polskiej, odciskając piętno szczególne na twórcach kultury kaszubskiej, jak na przykład na tekstach Jana Drzeżdżona. Tekst XIX-wiecznego społecznika, lekarza i literata to kwintesencja ideologii Kaszubów jako autonomicznej społeczności na Pomorzu. Bohaterem stał się Remus, obwołany potomkiem szlachetnie urodzonych, a nawet wcieleniem XVI-wiecznego rycerza Witosława, którego rola w świecie została przesądzona. Dlatego bohater staje w obronie mowy i tradycji swego narodu, poniżanego zarówno przez Polaków, jak również Prusaków. Nie ma do tego jasnych przesłanek, aby wiedzieć, skąd czerpał motywację, poza „bajaniem", że uległ presji opowieści starego powstańca i Kaszuby, co na łożu śmierci dokonywał rozrachunku z pamięcią. Stary Józef zapisywał w wyobraźni Remusa historie książąt kaszubskich, czyniąc go odpowiedzialnym za sprawdzenie, jak daleko sięga kaszubska mowa. Niczym Wajdelota, przekazuje Remusowi tęsknotę za krainą przodków, mogącą odrodzić się jedynie dzięki podtrzymywaniu mitów. Remus ma również złożyć hołd kaszubskim przodkom książęcym w Oliwie, gdzie w katedrze do dzisiaj zachowały się wizerunki pięciu z nich. Ponadto otrzymuje od Józefa zadanie, aby każdemu napotkanemu człowiekowi zadać pytanie: „Chciałbyś wybawić zapadły zamek? Chciałbyś przenieść królewiankę przez głęboką wiodę?" Widać zatem, że świat Remusa i o Remusie łączy porządek baśniowy z realnym, nie troszcząc się o to, ile każdego z nich pozostanie w odbiorcach.

O strukturze dzieła i pokładach rozbudowanej wyobraźni Aleksandra Majkowskiego powiedziano i napisano wiele. Jednym z ciekawych powodów utrzymywania powieści w karbach nowatorskiego niegdyś realizmu magicznego, była misja powolnego odbudowywania świadomości narodu, który w wyniku doznanych krzywd potrzebował czasu na odrodzenie. Pomocna przy tym miała być mitologiczna struktura dziejów, w sposób niejasny tolerująca byty realne z fantastycznymi, dając obu prawo współistnienia. Ta estetyczna tendencja pozwoliła powołać bohatera, przywódcę społeczności, który mierzy się z duchami przeszłości, Smętkiem (Arymanem), ale także upiorami, jak: Strachem, Trudem i Niewarto. Umie swobodnie przekraczać granice wyobraźni dla przeciętnego człowieka, widzi, czuje więcej, dlatego ponosi przez całe życie niesprawiedliwe tego konsekwencje. W dzieciństwie jest wyśmiewany przez rówieśników i mieszkańców, choć to on jako jedyny nie boi się podnieść ręki na Prusaka. Robi to również jako młodzieniec i zostaje skazany na karę więzienia. Dojrzewając, staje coraz bardziej świadomym obywatelem Kaszubą, który walczy ze zniewoleniem i niezrozumieniem. Finalnie, poświęcając się, ginie, ratując dziecko, w czym również palce maczają demony.

Z powieści i ze sztuki wyłania się dość mroczny obraz rzeczywistości, w której porządek myśli może być zakłócony przez gusła, przesądy i zjawy. Świat trzeba ciągle naprawiać i leczyć, choć i tak życie ludzkie jest warunkowane sprawczością sił irracjonalnych. Losy Remusa zdają się być również przesądzone, obłożone „klątwą dziejów", przypominającą sprawy nierozwiązane i nierozwiązywalne.

Widz zostaje przez Remigiusza Brzyka zmuszony do ciągłej uważności, ponieważ akcja sceniczna została ograniczona ruchowo, a tym samym słowa stały się najistotniejsze. Jedenaścioro aktorów siedzi za ogromnym, z surowego drewna stołem – warsztatem, z którego wydobywane są podczas bajania różne rekwizyty. „Zamknij oczy i wyobraź sobie..." ma wprowadzać widza w stan baśniowej złudy, kiedy nie wiadomo, gdzie kończy się i zaczyna prawda. Reżyser zaprasza, podobnie jak robił to Majkowski w epopei, do powolnego wprowadzania siebie w stan odbioru zmysłowego. Czy to się udało? Wydaje się, że połowicznie. Nadmiar słów powodował, że widz często się wyłączał, tracąc wątek. Reżyser wielokrotnie pokazywał w swoich realizacjach, że skoncentrowanie jest jego metodą działania, zarówno w pracy z aktorami, jak również wyrażonej przez niechęć do efekciarstwa oraz uważnym pochyleniu się nad tekstem. Widz rozproszony, nieprzygotowany lub przypadkowy będzie miał zatem trudności z oceną i odbiorem spektaklu.

Z ogromną przyjemnością przyglądałam się detalom scenograficznym i rekwizytom. Biel, surowe drewno, druciane lalki (albo ich szkielety) to zasadnicze elementy obrazu scenicznego. Zostaje on wylewnie wzbogacony przed detaliczne składniki dekoracji. Każdy element został domyślany i spełnia określoną rolę. Widać, że czteroosobowy zespół scenografów z Katarzyną Zawistowską, Moniką Ostrowską, Katarzyną Skoczylas i reżyserem na czele, pracował zapamiętale, aby wydobyć poprzez przedmioty magię historii tytułowego Remusa. Nie wszystkie elementy scenografii były tak dosłowne jak wielka plandeka z mapą obszaru Kaszub. Ciekawie, choć w dość nieczytelnej dla mnie stylistyce, zaprojektowane zostały proporce, wykorzystane w scenie pielgrzymki Remusa do Oliwy. Każdy aktor miał odmiennie zaprojektowany kostium w kolorze bieli. Ilość „grających" rekwizytów była duża, co znakomicie podkreślało charakter teatru, jaki zajął się tekstem „Życie i przygody Remusa". Na osobną uwagę zasługuje charakteryzacja. Twarze aktorów, pobielone i pokryte błękitnymi malunkami, przyciągają uwagę przez cały spektakl, tworząc osobny, tajemniczy świat zjaw, zmarłych czy też topielców. Niebieski jest najważniejszym kolorem haftu kaszubskiego, musi być zawsze. Błękit oznacza harmonię, zaufanie, spokój, wierność. Na twarzach aktorów niepokoi, jest jakby poharatany, drapieżny, nerwowy. Daleki od nieba.

„Remus" jest na pewno najambitniejszą propozycją Teatru Miniatura, podkreślającą linię programową jej dyrektora, w myśl której należy pokazywać spektakle artystycznie szlachetne. Widz Miniatury coraz częściej jest przyzwyczajany do odbioru sztuki wysokiej, jak właśnie „Remus", czy poszukującej jak prawie wszystkie pozostałe spektakle, w których aktorzy „lalkowi" zabierają głos, występują bez lalek, przygotowują spektakle dla dorosłych, zapraszają widza do zabawy w innej estetyce niż tylko „tradycyjna" bajka dla całej rodziny. Założeniem Romualda Wiczy-Pokojskiego jest również zapraszanie uznanych reżyserów, jak Remigiusz Brzyk, ale także dopuszczanie do głosu młodych, ambitnych realizatorów. W tym spektaklu rozwijał skrzydła Adrian Jerzy Amrugiewicz, akustyk teatru, który napisał muzykę. Dobrze, że jest jej dużo, dobrze, że towarzyszy opowieściom, jednak nie tworzy dramaturgii, nie jest nasycona magią, oczekiwaną właśnie w tym przedstawieniu. Wielka szkoda, że w warunkach wystawiania tego spektaklu w Europejskim Centrum Solidarności słychać również inne odgłosy, w tym z sali kinowej. "Remus" w domu, czyli na scenie Teatru Miniatura, może tylko zyskać, ale warto podkreślić, że dzięki uczynności i pomocy ECS-u w ogóle mogło dojść do premiery w ustalonym ambitnie terminie (w budynku Miniatury trwa rozległy remont).

Można odebrać „Remusa" jako próbę mierzenia się z teatrem dramatycznym, jednak ostatecznie nie przychylam się do takiej linii. Nie razi mnie w Miniaturze, że aktorzy zabierają głos, ponieważ umieją w większości znakomicie radzić sobie interpretacyjnie z tekstami trudnymi. Mają przygotowanie, aby mierzyć się z wymagającymi pogłębionej analizy pozycjami. Mają świadomość słowa wypowiadanego na scenie, mimo trywialnego przypisywani im „chowania się" za lalkami. Mimo że ten spektakl to raczej zbiorowa kreacja, jestem otwarta na kolejne „eksperymenty" aktorskie w Miniaturze. W tym przedstawieniu moją uwagę zwrócił przede wszystkim Jacek Majok, który umiał zagrać swobodnie demonicznego adwokata Czernika czy lekko bawił się rolą Smętka. Drugi Jacek, Gierczak, jako Żyd pokazał, że umie wyłamać się z jednostajności bajania, grając typowego przedstawiciela narodu żydowskiego. Bardzo ciekawie zaprezentowała się w scenie sądu Joanna Tomasik, prezentując swoje zdolności mimiczne. Edyta Janusz-Ehrlich jak zwykle zaprezentowała wysoki poziom skupienia i podawania tekstu.

Remigiusz Brzyk jest również odpowiedzialny za koncepcję świateł, co udało mu się bardzo dobrze. Świecenie w wielu momentach jest punktowe, często rozproszone, jakby rozmyte. Aktorzy są również podświetlani, używają latarek, „zapalają" rekwizyty. Oświetlenie wprowadza dodatkową płaszczyznę w tym przedstawieniu.

Propozycja Teatru Miniatura jest wysmakowana estetycznie i literacko. Mierzenie się z ikoną kaszubskiej literatury nie jest łatwe, tym bardziej, gdy dramaturg i reżyser nie są Kaszubami, co ujawniło się w nadrangowaniu Gdańska w sporze o stolicę Kaszub (Kościerzyna, Kartuzy, Bytów, Puck czy Chojnice mają zdanie odrębne w tej sprawie). "Odległość etniczna" daje jednak komfort dystansu i w porównaniu do wielu przeróżnych interpretacji wytworów kultury kaszubskiej, jak i jej samej, których mamy istny wysyp, "Remus" Brzyka i Wiczy jest pozycją osobną, do której będzie się wracać w dyskusji o związkach kultury wysokiej i regionalnej. Zaproponowali skoncentrowaną historię o powieściowym bohaterze, wydobyli regionalny charakter opowieści, nadali jej walory walki o tożsamość Kaszubów. Mimo że niektóre momenty rażą i wprowadzają niezamierzoną deziluzję – jak „banalne" śpiewanie „To je krótczi, to je dłëdżi", chowanie za parawanem skrzyneczki z „ciałem" Józefa, czy przemawiająca z ekranu-transparentu po kaszubsku Danuta Stenka (której ustępują miejsca aktorzy, schodząc ze sceny) to całość, mimo że może usypiać – wpisuje się bardzo wyraźnie w nurt poszukiwań sztuki wysokiej skierowanej do widza przygotowanego, a zatem nie dla dzieci i młodszej mlodzieży.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świętojańska
31 października 2014

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...