Egzorcyzmy nad duszą, ciałem i Łodzią

"Dybuk" - reż: Mariusz Grzegorzek - Teatr im. Jaracza w Łodzi

Zderzenie świata realnego i przeczuwalnego, do jakiego doprowadza Mariusz Grzegorzek w swojej interpretacji legendarnego "Dybuka", wciska w krzesło.

Trwająca 140 minut wędrówka dusz to trzymająca w napięciu koncentracja zdarzeń przepojonych żydowskim mistycyzmem kabalistycznym. Przedstawienie wciąga w jakiś emocjonalny wir. 

W sztuce Szymona An-Skiego (najsławniejsza z napisanych w języku jidysz, pierwszy raz wystawiona w 1920 roku) już na wstępie pada sakramentalne pytanie: "za jaką sprawą dusza ludzka spada z najwyższych wyżyn w otchłań głęboką?". A potem wśród wiele prostych mądrości jest ta, że "nie trzeba walczyć z grzechem, trzeba go przetwarzać" i konkluzja, że "światu potrzebne serce". 

Na scenie Teatru im. S. Jaracza (aktorzy i publiczność są obok siebie), Grzegorzek świetnie prowadzi przez tekst. Odczytując zawarte w nim znaki oprawia je własną scenografią. Powstaje wizjonerski, sceniczny performance, któremu treści dodają graficzne obrazy, kamyki, geometria podkreślana sznurkowymi liniami. 

Historia Chanana, który miał dostać za żonę Leę, ale jej ojciec zlekceważył zobowiązanie dane jego ojcu, jest opowieścią o ciemnej stronie ludzkiej natury, o odpowiedzialności za składane obietnice, honorze. Chanan umiera z żalu, a jego dusza wstępuje w ciało dziewczyny burząc jej życie. Żeby wypędzić dybuka, musi dojść do konfrontacji świata i zaświatów. 

Na najwyższej nucie emocji grają świetni młodzi aktorzy Marek Nędza (tegoroczny dyplomant PWSFTviT) i Agnieszka Więdłocha (przed rokiem skończyła łódzką szkołę). Wciągają w mistyczną rozgrywkę, w wizje zespolenia duchowego i erotycznego pożądania. W roli cadyka z Miropola, mającego pogodzić racje żywych i umarłych, reżyser obsadził kobietę. Niezawodna Barbara Marszałek daje postaci magiczny wymiar - przeraża walką z mocami ludzkimi i nieludzkimi. 23 aktorów misternie buduje ten szczególny moralitet sięgający do judaistycznej tradycji, norm ale też doświadczeń i przeczuć nas współczesnych. 

Odsłaniając źródła powstawania swojego "Dybuka", Grzegorzek mówił o Łodzi, która ma swoją "mroczną energię" i nie może "złapać harmonii". W sensie dosłownym - dźwięki akordeonu (na żywo) dodają temperatury akcji. W finale pokazana na filmie para bohaterów idzie przez współczesne miasto, co chwilę z niepokojem oglądając się za siebie. Czują za plecami oddech dybuka?

Renata Sas
Express Ilustrowany
10 maja 2010

Książka tygodnia

Teatr Rozmaitości Jarzyny i Warlikowskiego
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Justyna Świerczyńska

Trailer tygodnia