Elektryzujący Wyspiański

Gwiazdorski koncert w Łaźni Nowej.
Teksty Stanisława Wyspiańskiego, śpiewane w konwencji rocka, hardcore'u, muzyki industrialnej? Pomysł, który brzmiał jak karkołomny eksperyment z dużą liczbą niewiadomych, sprawdził się w stu procentach. W niedzielny wieczór sala nowohuckiego Teatru Łaźnia Nowa wypełniona była po brzegi, a wykonawców i publiczność połączył wspólny żal: szkoda, że całość trwała tak krótko. Każdy z siedmiu składów, zaproszonych do współtworzenia koncertu "Wyspiański Underground" wieńczącego łaźniowy festiwal "Wyspiański Wyzwala", mógł na scenie wykonać zaledwie dwa utwory. Zdecydowanie zbyt mało - potencjał, zarówno tekstowy, jak i muzyczny, okazał się bowiem niewyczerpany. Siedem różnych konwencji muzycznych przekonało najbardziej chyba sceptycznie nastawionego słuchacza, że Wyspiański wielkim - i zaskakująco ponadczasowym - poetą jest. Wieczór rozpoczął NOT: mariaż muzyków z Cool Kids of Death i Agressivy 69. W ich wykonaniu wiersze "Niech nikt nad grobem mi nie płacze" oraz "Wesoły jestem, wesoły" zabrzmiały z punkowo-rockową energią, przełamaną noisowymi szumami i jękami gitar. Zupełnie inną estetykę wybrał zespół Oszibarack - zagrany w rytmie walczyka "Jakże ja się uspokoję" (wiersz, który tego wieczoru na scenie zabrzmiał jeszcze dwa razy) porwał publiczność nie tylko świetnie pracującą, akustyczno-elektroniczną sekcją, ale i silnie steatralizowaną formą. Wykonania "Wesoły jestem..." podjęły się również Pustki, których gitarzysta przekonywał publiczność, że oto "nareszcie krakowski spleen spotkał się z mazowieckim". Nie zawiodła Agressiva 69, poruszająca się w dobrze sobie znanej konwencji industrialu - ich wykonanie "Wszystko za dumnie i wszystko za mało" pokazało dojrzałość zespołu, grającego niemal nieprzerwanie od 1989 roku. Towarzyszący w występie Maciejowi Maleńczukowi skład był sporym zaskoczeniem: na nowy projekt Maleńczuka - Pocket Band - składa się gitara akustyczna (Maleńczuk), perkusja (Kuba Rutkowski) oraz trąbka (Ziut Gralak). Efekt brzmieniowy okazał się rewelacyjny: w wykonywanych przez trio utworach pobrzmiewały echa arabskie i hiszpańskie, a dźwięki freejazzowej trąbki dosłownie cięły powietrze Łaźni Nowej. Nowohucka kapela Wu Hae zaproponowała natomiast Wyspiańskiego w wydaniu hardcore'owo-drum'n'bassowym: "Veni Creator" w ich interpretacji wręcz zmusił koncertową publiczność do zabawy. Na koniec, a capella, zaśpiewał Stanisław Soyka. "Jakże ja się uspokoję" - pytał rozgorączkowaną publiczność. Gdy usiadł do fortepianu i zaczął: "O, kocham Kraków - bo nie od kamieni przykrościm doznał - lecz od żywych ludzi" - nie było osoby, która nie klaskałaby tak tekstowi, jak i wykonaniu. - Wszyscy sięgnęliśmy Stacha (Wyspiańskiego) - żegnał słuchaczy Bartosz Szydłowski, dyrektor Łaźni Nowej i autor wizualizacji puszczanych na ścianach teatru podczas koncertu. "Kraków jest mało rozwinięty" pisał niegdyś Wyspiański. Po niedzielnym koncercie z pewnością zmieniłby zdanie. (Koncert zarejestrowała TVP Kultura. Nie ma jeszcze ustalonej daty emisji).
(MISI)
Teatr dla Was
4 grudnia 2007

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...