Elżbieta zachowana

"Trzy przypadki wygnania" Johna Guare'a

Trzonem tryptyku Johna Guare'a "Trzy przypadki wygnania" jest opowieść o życiu i karierze Elżbiety Czyżewskiej. Wystawiona na deskach nowojorskiego teatru Atlantic sztuka przywraca życie gwieździe polskiego kina lat 60.

Pozostałe części tryptyku to monodram o czeskim emigrancie: "Karel" i "Funiage", impresja na temat pobytu Witolda Gombrowicza w Argentynie, inspirowana jego twórczością. W tym oraz w centralnym akcie zatytułowanym "Elżbieta Erased" ("Elżbieta wymazana") wystąpił pracujący w Stanach polski aktor Omar Sangare. Partneruje mu sam autor sztuki, który w opowieści o Czyżewskiej debiutuje na scenie. Dzięki zdobyciu doskonałych recenzji w amerykańskiej prasie sztuka pośmiertnie spełniła marzenie aktorki o zaistnieniu na nowojorskiej scenie. Otworzyła tym samym dyskusję na temat tragicznego przebiegu jej kariery zagranicznej oraz możliwości odniesienia sukcesu w Ameryce przez aktora pochodzącego z zewnątrz.

Aktorka o trudnym nazwisku

- Kusząca, smutna, uwodzicielska, wyzywająca, zgubiona, obca - licytują się, wskazując na rzeczywistych rozmiarów portret, Omar Sangare i John Guare.

- Kobieta o nazwisku nie do wymówienia, Elżbieta Czyżewska - i tu rozpoczynają wypełnioną paradoksami historię jej życia. Tyrada wiedzie od obrazka polskiego sukcesu poprzez poznanie przyszłego męża, dziennikarza Davida Halberstama, oraz ich wspólny wyjazd do Nowego Jorku. Ukazuje kolejne etapy kulejącej kariery aktorki i jej podjętą w połowie lat 90. próbę powrotu do kraju, zwieńczoną niepowodzeniem mimo gotowej recepty na sukces - trzymanego w dłoni "Szóstego stopnia oddalenia", jednego z najlepszych dramatów Johna Guare'a.

Opowiadając rozdziały biografii Czyżewskiej, Guare zręcznie porusza się nie tylko po faktograficznych obrębach historii (m.in. powstanie "Solidarności" i upadek komunizmu) i polskiego kanonu literackiego (np. recytowane przez Sangare fragmenty poezji Mickiewicza), ale wchodzi głębiej, dosięga esencji tożsamości polskiej dramaturgii. Teatr w peerelowskiej rzeczywistości określa mianem kustosza kulturowej jaźni, miejscem dyskusji i wolności, a nawet komunii. Porównuje go do świątyni, a aktorów do kapłanów.

Klapa, ale przyjaźń

- W przypadku Elżbiety Johna interesowała jej polskość. Chciał zobaczyć ją na tle przyjaciół oraz tak zwanych przyjaciół, przypadkowych widzów, wieloletnich fanów - mówi Omar Sangare, który przy pracy nad spektaklem pełnił też rolę tłumacza i konsultanta ds. polskiej kultury. - John chciał jej się przyjrzeć przed wyjazdem do Stanów i w czasie pracy nad sztuką "Szósty stopień oddalenia". Przekazałem mu moje wrażenia dotyczące początku drogi artystycznej Elżbiety, ludzi, z którymi się wtedy przyjaźniła, oraz naszej wspólnej pracy w Teatrze Dramatycznym.

Droga do realizacji "Trzech przypadków wygnania" była kręta. W1994 r. John Guare dał swojej noszącej się z zamiarem powrotu do Polski przyjaciółce Elżbiecie Czyżewskiej prawa do wystawienia "Szóstego stopnia oddalenia" w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Przed przyjazdem do Polski Czyżewska zadzwoniła do Andrzeja Wajdy z pytaniem o czarnoskórego aktora, dla którego napisana została jedna z głównych ról. Sangare i Czyżewska poznali się podczas prób. Debiutujący Sangare zebrał świetne recenzje, ale produkcja okazała się klapą. Zaowocowała jednak przyjaźnią dwojga aktorów. Trzy lata później Sangare wystawił w Nowym Jorku swój monodram "Recenzent naprawdę teatralny". Na widowni zasiadła Czyżewska w towarzystwie Johna Guare'a.

- Od tego czasu byliśmy z Johnem w regularnym kontakcie. Także po śmierci Elżbiety. Często rozmawialiśmy o sytuacji artysty w Europie i w USA i nazwisko Elżbiety padało nadzwyczaj często - mówi Sangare.

John Guare wspomina natomiast, jak w czerwcu 2010 r. w nowojorskim Actors Studio odbył się wieczór poświęcony jej pamięci. Nikt się nie odezwał. Wówczas wstał i opowiedział historię jej życia.

- Pewnego dnia John zapytał, czy byłbym zainteresowany udziałem w sztuce, którą chciał napisać, czy chciałbym zostać głosem kultury polskiej. Jako aktor z dużą dozą ambicji zapytałem, czy chodzi tylko o głos, czy o resztę również (śmiech). Oczywiście, że się zgodziłem. Było to ważne wydarzenie dla Elżbiety, którą ceniłem przez lata. Wiedziałem także, że będzie to sztuka istotna dla Polski - mówi Sangare.

Na bazie historii Czyżewskiej John Guare poszukiwał kolejnych inspiracji, które dotyczyłyby trudnej emigracji artystów. Stąd pomysł na dodanie części pierwszej i rozwinięcie tematu jego własnej fascynacji Gombrowiczem.

Bezinteresowna ingerencja

Przyczyn niepowodzenia wystawionej w latach 90. w Warszawie sztuki Guare'a "Szósty stopień oddalenia" można dopatrywać się w konfliktach Czyżewskiej z reżyserem, wyrosłych z jej chęci ingerowania w tekst i jego interpretację. Reżyser Piotr Cieślak po wygaśnięciu kontraktu Elżbiety w drugim sezonie obsadził w jej roli inną aktorkę.

- Ktokolwiek znał Elżbietę, nie był w stanie uciec od jej chęci ingerowania w sprawy innych. Niezależnie od sytuacji ja to bardzo ceniłem. Pamiętam, że jeszcze w Warszawie zwierzyłem się z moich przygotowań do kontynuacji studiów w Brytyjsko-Amerykańskiej Akademii Dramatycznej w Oksfordzie. Przygotowywałem wtedy fragment "Otella". Elżbieta zaoferowała pomoc nieproszona. Były to bardzo cenne uwagi. Później korzystałem z jej rad także w Nowym Jorku. Nie było ucieczki od jej dobrodusznej ingerencji. Dotyczyło to spraw nie tylko aktorskich, ale i życiowych. Sprawiało to, że ludzie się przed nią otwierali. Z wielką łatwością przechodziła barierę powierzchownej znajomości. Jednak dla wielu osób była to zbyt silna ingerencja, często kończąca się nieporozumieniami, z powodu których Elżbieta cierpiała.

Na podobny fakt zwrócił także uwagę Guare, przytaczając w sztuce znajomość Elżbiety z nowo przybyłą do Nowego Jorku Joanną Pacułą, która wykorzystała jej bezinteresowną pomoc jako środek do osiągnięcia sukcesu w Hollywood.

Odnosząc się do ingerencji aktora w materiał teatralny, Sangare zwraca uwagę, że u niektórych reżyserów jest to nie tyle dozwolona, ile wymagana metoda pracy. - Reżyser "Trzech przypadków wygnania" Neil Pepe jest otwarty na pomysły aktorów. Zachęcał nas do poszukiwania ciekawych środków wyrazu. Otworzył scenę dla kreatywności wszystkich zaangażowanych - podkreśla aktor.

Nowojorski sen Omara

"Przystojny aktor o przenikliwym spojrzeniu i jedwabistym głosie" - czytamy w recenzji "New York Timesa" na temat Sangare, który ma na koncie m.in. nagrodę dla najlepszego aktora na Festiwalu Teatrów Niezależnych w Nowym Jorku. Jego dotychczasowe poczynania kontrastują z przypadkiem Czyżewskiej i zdają się przeczyć stereotypowi o niemożności odniesienia sukcesu w Ameryce przez aktora z zewnątrz. - Jeśli podchodzi się do zawodu z kompleksem, od razu zamyka się potencjalne możliwości. Trzeba wierzyć w siebie, ufać własnej wrażliwości, czerpać z kultury, z której się wyrasta. Wtedy człowiek jest w stanie zabrać głos na międzynarodowej arenie teatralnej - twierdzi Sangare. - Elżbieta natomiast stawała się czasem ofiarą własnych kompleksów, a przez to swoim największym wrogiem.

Aktor woli jednak unikać bezpośrednich porównań. - Jesteśmy w innym rozdaniu politycznym. Podróżowanie jest sprawą łatwiejszą. Nie zawsze trzeba podejmować poważną decyzję o pozostaniu w pewnym miejscu. To znakomite czasy dla ludzi, którzy szukają nowych inspiracji, są ciekawi nowych miejsc i nowych twarzy. Nigdy nie wyjechałem z Polski na zawsze. Nigdy nie podjąłem takiej decyzji. Przymierzałem się do wyjazdu po szkole teatralnej, natomiast role, które otrzymywałem, zachęcały mnie do przełożenia wyjazdu na rok następny i następny. Po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że wielką satysfakcję sprawia mi to, że mogę w Polsce pracować z ludźmi, których ceniłem przez lata- z Andrzejem Wajdą, Barbarą Wrzesińską, Tadeuszem Łomnickim, Wojciechem Siemionem, Gustawem Holoubkiem, Zbigniewem Zapasiewiczem. Było to moje marzenie, które się realizowało. Kiedy mój monodram zaczął odnosić sukcesy w Ameryce, otworzyły się tam przede mną nowe możliwości. W Polsce wydałem kolejną książkę i otrzymałem ważne dla mnie wyróżnienia. Chętnie przyjeżdżam do Polski także z powodów sentymentalnych. W Ameryce z kolei mogę prezentować to, czego nauczyłem się w Polsce.

Czerpać z Czyżewskiej

Jak można tłumaczyć paradoks Elżbiety Czyżewskiej, której kariera po przyjeździe do Nowego Jorku uległa nagłemu zatrzymaniu, a która po śmierci jest obiektem inspiracji artystycznych? - Życie Elżbiety było skomplikowane często przez nią samą. W przedstawieniu Guare mówi otwarcie o jej wzlotach i momentach trudnych. Jest także bardzo szczery, jeśli chodzi o jego kontakty z Czyżewską. Nie stara się niczego gloryfikować, ukrywać bolesnych spraw. Mówi na przykład o sytuacji, kiedy przygotowywał dla niej rolę, i o tym, że rola ta nie została jej dana z powodu konfliktów, w jakie popadała z reżyserem. Guare nie boi się stawiać Elżbiety, ale i samego siebie oraz prawdy o życiu w ostrym świetle. Bardzo w nim cenię to, że jest odważny i szczery w swojej sztuce - wyznaje Sangare.

Czy z doświadczeń Czyżewskiej płynie konkretna nauka? - Przyjaźń z Elżbietą była jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu zawodowym i prywatnym - dodaje Omar. - Dane mi było poznać wspaniałą artystkę, aktorkę i zobaczyć nie tylko powierzchowność sukcesu, dorobku, ale zrozumieć, jak wysoką cenę płacą niektórzy za pasję do sztuki. Ona od pewnego momentu tu, w Stanach Zjednoczonych, nie miała łatwego życia. Widziałem ją w Polsce w nadziei powrotu, ale również w bólu osamotnienia, i to było wstrząsające wrażenie, które nauczyło mnie nie polegać bezgranicznie na zawodzie aktora jako na jedynej pasji życiowej. To była konkretna i ważna lekcja. Nie chcę wyciągać z kontekstu poszczególnych zachowań Elżbiety i używać ich jako przykładów. Myśląc o sobie w USA i mając na uwadze przypadek Elżbiety, biorę pod uwagę rozszerzanie moich zainteresowań. Stąd część mojej pasji przekłada się w Williams College (Williamstown, w stanie Massachusetts) podczas pracy ze studentami, część poprzez festi-, wal United Solo, który założyłem cztery lata temu w Nowym Jorku. Jest to miejsce, do którego zapraszamy artystów wielu kultur, także artystów z Polski. W tym roku festiwal będzie trwał dwa miesiące, podczas których zamienimy Teatr Row przy 42. Ulicy na Manhattanie w centrum wielokulturowości. Nowy Jork stanowi do tego idealne miejsce. We wrześniu tego roku rusza jego europejska edycja, która zostanie zainaugurowana w warszawskim teatrze Syrena. Będziemy prezentować wybrane monodramy nagrodzone na festiwalu w Nowym Jorku. Jeden z nich oparty jest na dorobku Jerzego Grotowskiego, inny wystawiany będzie w czterech językach, a w kolejnym wystąpi artystka teatru Piny Bausch. Będzie to program wyjątkowy - zapowiada Omar.

Polskość fascynująca

- Jestem Polakiem, bo jestem sobą. Dlaczego mam przed tym uciekać, dokąd? - pyta retorycznie Sangare. - Pochodzę z kraju o wybitnej kulturze; dorobku teatralnym, o którym nauczyłem się jeszcze więcej, patrząc na Polskę zza oceanu. My naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Rozmawiam z ludźmi, którzy cenią polski teatr, inspirują się naszą sztuką. Takie pochodzenie to atrybut, którym mogę się pochwalić. Podczas moich zajęć w college'u kultura polska przewija się bardzo często. Zrealizowałem w Williams College przestawienia oparte na poezji Miłosza i Szymborskiej. Amerykanie są zafascynowani polskością i naszą skomplikowaną historią. To wszystko może stanowić ciekawą inspirację dla teatru. Właśnie taką inspirację odnalazł John Guare - dodaje aktor, który "Trzy przypadki wygnania" zamierza wprowadzić do programu teatralnego w Williams College. - Chcę, żeby moi studenci poznawali tradycje teatru europejskiego poprzez pryzmat tej sztuki. Ale bardzo chciałbym również móc zaprezentować ją w Polsce. Trwają rozmowy, mam nadzieję, że się uda.

Anna Tarnowska
Przekrój
5 lipca 2013

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...