Emocje w izolacji

"Beckomberga" - reż. Anna Augustynowicz - Teatr Współczesny w Szczecinie

W każdej społeczności spotykamy podobne typy, które grają podobne role. "Beckomberga", ostatnia premiera Teatru Współczesnego w Szczecinie, pokazuje nasz świat w zamkniętej mikrospołeczności, w której każdy z nas znajduje coś bliskiego.

Widok twarzy pacjenta szpitala psychiatrycznego może być pouczający, niekomfortowy czy wręcz drastyczny, ale na pewno niezapomniany. Tego doświadczają widzowie spektaklu "Beckomberga". Rzeczywistość zmusiała ekipę pracującą przy spektaklu do zaprezentowania go na VOD. Premiera spektaklu nie mogła się odbyć w teatrze na żywo i w konfrontacji z widzami, więc nie ma odniesienia do tradycyjnego spektaklu, ale może jest niepotrzebne? Zarejestrowane przedstawienie daje zupełnie inne wrażenia, pozwala zobaczyć to, co byłoby niemożliwe do zobaczenia na scenie w teatrze. A w przypadku tej sztuki każdy szczegół, każdy grymas na twarzy aktora jest ważny.

Sztuka Sary Stridsberg, najczęściej obecnie granej szwedzkiej dramatopisarki, opiera się na historii rodzinnej samej autorki. Głównym bohaterem dramatu jest tytułowa Beckomberga – opustoszały szpital psychiatryczny nieopodal Sztokholmu, do którego pacjenci powracają po latach. Przyciągani niezwykłą siłą tego miejsca bohaterowie wędrują w przeszłość.

Trudno dociekać, jak ten spektakl oglądałoby się w normalnych warunkach z reakcją publiczności. W wersji nagranej na VOD widzimy bohaterów siedzących na widowni, na której brakuje kilku krzeseł. Bohaterowie przesiadają się, krążą po tej klaustrofobicznej przestrzeni, która jednak imituje rozległe korytarze szpitala, w którym bohaterowie spotykają się w podgrupach. Pozorny chaos jest jednak porządkiem, w którym funkcjonują bohaterowie. Wracają do dawnych wydarzeń, wspominają, marzą, dyskutują, krążą.

Widzimy ich dokładnie, widzimy ich twarze prezentujące całą paletę emocji. Ich gesty, często nieporadne, czasami udające pewność siebie, więc przerysowane.

Widzimy Olofa (Paweł Niczewski), na którego twarzy maluje się zagubienie, niepewność i strach. Olof, z trudem, bo z trudem, nauczył się funkcjonować w szpitalu i nie wie, co go czeka po wyjściu. Tu czuje się pewnie, a za murami jest jedna wielka niepewność. I największy problem: czy będą go tam lubić? Paweł Niczewski, głównie twarzą, wygrywa doskonale każdą emocję Olofa. Delikatne drgnienie w kąciku ust i już wiemy, co przeżywa Olof.

Podobnie jest z Konradem Pawickim, chociaż jego Ojciec to zupełnie inny typ. Nieudane relacje z żoną i córką czynią z niego człowieka zgorzkniałego, nieciekawego typa, którego raczej nie polubimy. A tacy, zazwyczaj, próbują trzymać fason głupimi zachowaniami. I jak to jest zagrane...

Joanna Matuszak, jako Córka, gra głównie spojrzeniem i głosem oraz sylwetką, lekko przygarbioną, wycofaną, jak każda zagubiona nastolatka.

Sabina (Barbara Lewandowska) to zupełnie inny typ. Szpitalna "cwaniaczka", która wie, jak się ustawić, jak co załatwić. W każdej społeczności spotykamy kogoś takiego, ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę, co się za tym kryje. Sabina jest zimna, jakby pozbawiona emocji, mówi na jednym tonie. Okazuje wyższość innym, bo wydaje jej się, że wszystko kontroluje.

Nie ma tu kreacji aktorskiej, wobec której widz pozostaje obojętnym. Anna Augustynowicz zawsze stawia na dobre aktorstwo przy minimalistycznej scenografii, którą tradycyjnie zaprojektował Marek Braun.

Przy kostiumach pracował projektant mody Tomasz Armada. Ale jego dzieło w pełni będziemy mogli zobaczyć, kiedy przyjdziemy do teatru, bo na VOD wszystko jest w tonacji czarno - białej. Podczas wirtualnego bankietu popremierowego ktoś nawet zauważył, że spektakl jest w ulubionej tonacji pani reżyser.

Ma to swoje dobre strony. Czarno - biały obraz sprawia, że mamy wrażenie przebywania w nierealnej rzeczywistości, nieokreślonej przeszłości, a wszystkie postaci są trochę zjawami z dziwnego snu. I jak to w śnie, widzimy odbicie własnego życia, własnych tragedii i własnych obaw.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
1 lutego 2021

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...