Energia na ludowo

Są ludzie, którzy potrafią zauważać ludowość i wykorzystywać ją do mówienia o ważnych rzeczach

W Krakowie przy Staromiejskim Centrum Kultury Młodzieży, działa od dłuższego czasu teatr Zatrzymać Obrotówkę. Pod kierunkiem Aleksandry Barczyk młodzi ludzie przygotowują spektakle, które łączą w sobie różne elementy scenicznego wyrazu. Całość zwykle ubrana jest w plastyczną formę, która tworzy na scenie metaforyczne obrazy. W ramach swoistego projektu „10/10 czyli Jubileusz Obrotówki" grupa odtwarza na nowo spektakle, które powstały podczas ich dziesięcioletniej już działalności. W ten sposób trafiłam na spektakl „To i hola".

Gdyby Ewa Kaim zobaczyła spektakl „To i hola" (a może widziała?), mogłaby pomyśleć, że jedenaście lat temu powstała wersja demo wyreżyserowanego przez nią „Do DNA" (premiera: 12 listopada 2016). Premiera spektaklu Aleksandry Barczyk „To i hola" odbyła się 13 czerwca 2008 roku. Wtedy też młodzi ludzie z Krakowa opowiedzieli o ważnych emocjach, które towarzyszą nam na co dzień. Zrobili to jednak w niestandardowy sposób, ponieważ posłużyli się pieśniami ludowymi, a w dialogach mówili gwarą. W jednym i drugim spektaklu („To i hola" oraz „Do DNA") muzyka wykonywana była na żywo – stronę dźwiękową stanowił śpiew i gra na instrumentach.

Podczas oglądania widowiska Obrotówki przyszło mi na myśl skojarzenie właśnie z „Do DNA" w wykonaniu studentów krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych, który widziałam niedawno. Obydwa spektakle mnie zachwyciły. „To i hola" to wybuch młodzieńczej energii. Na pustą, czarną przestrzeń sceniczną wpadają młodzi ludzie w kolorowych strojach. Na początku nie mieszają się – kobiety będą trzymać się razem, mężczyźni też. W grupie czują się raźniej. Szczególnie, kiedy emocje są duże, a zachowania spontaniczne.

Wejść w relację z drugą osobą wcale nie jest tak prosto. Najlepiej spotkać się z nią sam na sam, ale czy zawsze mamy tyle śmiałości? Spektakl opowiada o młodzieńczych miłościach, które często kończą się nieszczęśliwie. O zakochaniu, wsparciu przyjaciół, ale też o zazdrości i złamanym sercu. „To i hola" składa się w przeważającej części ze scen zbiorowych. Dużo jest tu ruchu, biegania, tańca. To właśnie w tańcu młodzi ludzie pierwszy raz zbliżają się do siebie – niby niewinnie, w formie zabawy, ale często są to ważne momenty. Co ważne - jest w tym wszystkim również miejsce na żart i szczery śmiech.

Ludowe stroje młodych aktorów z „To i hola" wyraźnie odcinają się w czarnej przestrzeni sceny. Nie ma tam żadnych mebli ani innych rekwizytów. W pewnym momencie w ręku jednej z aktorek pojawi się kreda, która posłuży do rysowania serc podczas solowego wykonania pieśni. Przestrzeń aktorów tworzą kompozycje, złożone z gry świateł oraz dymu. Tak naprawdę oprócz głosu i muzyki niczego więcej im na scenie nie potrzeba.

Podkreślić należy bardzo wyraźnie jeszcze jedną rzecz – muzyka na żywo zarówno w „To i hola" jak i w „Do DNA" odkrywa kluczową rolę. Rytm, śpiew i emocje przekazywane w pieśniach wybrzmiewają niezwykle. Dodatkowo w „Do DNA" na instrumentach grają zarówno aktorzy jak i muzyk – Dawid „Sulej" Rudnicki. W „To i hola" mamy akompaniament trójki muzyków (aktorzy tylko śpiewają): Tomasza Kaczmarczyka, Tomasza Drabiny i Jana Krawczyka. Gitarzysta, akordeonista i cajonista nie tylko grają na instrumentach, ale też widać, że dobrze się bawią i reagują na wydarzenia sceniczne choćby delikatną mimiką. Właściwie są schowani za kulisą, ale część widzów może zobaczyć ich radość, czerpaną z grania muzyki (szczególnie w wykonaniu Tomasza Kaczmarczyka, kiedy ten bierze do ręki bas).

Wielkie brawa należą się całemu zespołowi Obrotówki w składzie: Arletta Szewczyk, Magdalena Gancarczyk, Renata Ziobro, Marta Riess, Taiga Kuśmider- Zygmunt, Kornelia Kuśmider, Jakub Kouba, Kacper Augustynek, Andrzej Ryl, Sebastian Włodek. Na swojej stronie portalu społecznościowego facebook pisali, że ze składu premierowego tego spektaklu zostały tylko trzy osoby. Można więc powiedzieć, że zespół przygotowywał ten spektakl z Olą Barczyk niejako od podstaw. I choć były momenty, w których przy solowych wykonaniach głos ginął trochę w przestrzeni scenicznej – to tak naprawdę drobnostka, które nie wpływa na odbiór całości.

Zarówno „To i hola" jak i „Do DNA" pokazują niezwykłą uniwersalność pieśni ludowych. My dzisiaj też te pieśni rozumiemy i chcemy oraz lubimy ich słuchać. Zachwycamy się nimi i dzięki takim realizacjom odkrywamy na nowo. W gruncie rzeczy człowiek się nie zmienia pod względem towarzyszących mu emocji. Zabawa, miłość, radość, młodość – wszyscy to znamy. Podobnie jak uczucie opuszczenia czy samotności. Właściwie na koniec spektaklu Obrotówki Andrzej Ryl śpiewa liryczną pieśń o niespełnionej miłości. Po oklaskach następuje jeszcze jedna, ale już radosna piosenka, którą można nazwać piosenką finałową. W „Do DNA" również zabawa i codzienne sprawy przechodzą w lirykę, ale po niej jest jeszcze cały fragment refleksyjny, dotyczący wojny i śmierci. Natomiast „To i hola" zatrzymuje się na refleksji – swego rodzaju dynamiczna opowieść urywa się. Z ponurymi myślami młody człowiek zostaje już sam: to temat na inną historię. Widz wychodzi jednak z teatru podbudowany, że wciąż są ludzie, którzy potrafią zauważać ludowość, wykorzystywać ją do mówienia o ważnych rzeczach, a przy tym nie traktować jej śmiertelnie poważnie.

„To i hola", reż. Aleksandra Barczyk i zespół, Teatr Zatrzymać Obrotówkę, działający przy Staromiejskim Centrum Kultury Młodzieży w Krakowie
„Do DNA", reż. Ewa Kaim, spektakl dyplomowy studentów IV r. Wydziału Aktorskiego, specjalności wokalno-aktorskiej Akademia Sztuk Teatralnych im. St. Wyspiańskiego w Krakowie

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
5 kwietnia 2019

Książka tygodnia

Teatr plastycznej metafory. Scenografie Jadwigi Mydlarskiej-Kowal
Muzeum Śląskie
Redakcja: Sylwia Ryś, Elżbieta Spadzińska-Żak

Trailer tygodnia