Epilog. Straszna samotność

13. Wałbrzyskie Fanaberie Teatralne - Straszny teatr. Odsłona trzecia

Czym różni się samotność Marty Morskiej ( Joanna Szczepkowska) , bohaterki sztuki „Pelcia czyli jak żyć, żeby nie odnieść sukcesu?" od samotności Jerzego Witolda vel Kalibabki? Czy alienacja Karskiego ze spektaklu „Karskiego historia nieprawdziwa" nie jest odczuwalna tak samo jak tytułowego Draculi z „Draculi. Vagina Dentata"?

Pozornie różnią ich tylko czasy, w których przyszło im żyć, choć i one częściowo się zacierają, bohaterowie egzystują jak Pelcia za zamkniętymi drzwiami mieszkania. Tworzą wokół siebie ochronne terytorium, choćby wirtualnie, jak w przypadku wampira wystawiającemu swe internetowe kły na niewinną dziewczynę Alę, przedstawicielkę, zagubionej w świecie wulgarności, powierzchownej oceny i seksualności, młodzieży. Może tylko wykreowana przez aktorów i twórców spektaklu gwiazdorska postać Karskiego zdeterminowana jest historią, dziejącą się makabrą, przetworzoną w kabaretową groteskę. My, widzowie znając prawdę historyczną, obserwujemy kosmitów z krainy cukru pudru i bohatera Karskiego, który „ powstrzymał"

II – gą wojnę światową, jak postacie z podszewki świata, nierealne fantasmagorie z idylli. I przez to jeszcze smutniej słucha się piosenek z rewii i talk – show poświęconych wojennemu autsajderowi. Grozą wieje też ze sterylnego wnętrza Draculi, w którym najlepszą formą porozumiewania jest czat, za jego pomocą rozmawia z samotną Alą. Ten spektakl to popis gry dwóch aktorów, wymieniają się między sobą rekwizytami, nadając symbolicznie atrybuty innych postaci, wyrzucają z mega prędkością kwestie nowomowy internetowej. Biała sukienka, symbol niewinności, zostaje skalana przez złe postacie, księdza, polityka. Jej jedynym pocieszeniem staje się mit pop kulturowej gwiazdy tzw. Bobera, który tylko potwierdza jej pustkę i głupotę. Zarówno zaczepno – cyniczny Dracula, jak i była, sławna pianistka Marta Morska, oczekują tylko jednego: zrozumienia. Jednak jedynym komunikatem zwrotnym, przychodzącym od napalonego agenta ubezpieczeniowego, jest kpina i niedowierzanie. Jak można w czasach łatwej popularności, taniej, gazetowej sławy, zrezygnować z takich możliwości i wegetować w m – 3, w bloku, z psychicznie chorą służącą za ścianą, która szykuje zapasy dla powstańców warszawskich. Działając i mówiąc bardzo szybko, gdyż w takich fast czasach żyjemy, kilkoma telefonami próbuje na nowo „wkręcić" smutną dziwaczkę w upragniony świat show biznesu. Tym samym obnaża swoją żałośną samotność i niepewność egzystencjalną. Lęki pasujące bardziej do filozofii Sartre'a i Camusa, którzy choć w buncie upatrywali sens istnienia. Młody mężczyzna (Jan Jurkowski) nie potrafi kontestować rzeczywistości , wyśmiać jej tandetnych bohaterów z oper mydlanych. Gardzi moralnością, zasadami, głębią, dla takich ludzi nie ma miejsca, są spychani na samotne tory wegetacji, czego przykładem są dwie lokatorki przypadkowego mieszkania.

Mit samotności romantycznego bohatera odżywa na nowo w psychoshow „Mickiewicz live" grupy „Wieszcze niespokojne". Ich rapowo – transowe wykonanie „Wielkiej Improwizacji" wywołuje dreszcze. Potwierdza się autsajderstwo poety, które nie traci na sile i uniwersalnie przemierza epoki do współczesności. Z gniewem wypływającym z głosów młodych twórców utożsamiłby się dziś każdy przedstawiciel młodzieży.

Przerysowany, PRL – owski Kalibabka (Beata Niedziela) zabija samotność na swój sposób, przez zaliczanie kolejnych, łatwych i głupich panienek . Koi lęk w ramionach szczecińskich prostytutek, niemieckich turystek, żon bogatych prywaciarzy, odtwarzanych kolejno przez aktorki Bałtyckiego Teatru Dramatycznego(Żanetta Gruszczyńska-Ogonowska, Małgorzata Wiecioch, Katarzyna Lenarcik-Stenzel). Dopiero ciekawy zabieg, jakim jest pokazywanie na dużym ekranie zbliżeń twarzy kiczowatych postaci ukazuje ich tragifarsę, prawdziwe emocje i śmieszność zarazem.

Jednak w rankingu samotności z pewnością wygrywa Dracula, wykreowany przez poznańskiego aktora.... Przybierze każdą postać, nawet popowej gwiazdy czy mydlanego Justina Biebera, byle tylko zdobyć przychylność i sympatię młodej dziewczyny, także nie rozumiejącej siebie i ludzi wokół. Przypomina to postać odgrodzonego od realności wirtualnym murem chłopca z „Sali samobójców". Zło cieszy się z samotności, może wtedy bezczelnie zapanować nad przerażoną brakiem bezpieczeństwa duszy. Dracula poniży się nawet porozumiewaniem się za pomocą śmieciowego, ubogiego języka czatów, za pomocą którego tak perfekcyjnie można zataić prawdziwe emocje. Wystarczy dwukropek i nawias. Akt wbicia w wampirze serce kołka to desperacka próba zwrócenia na siebie uwagi. A po nas już nic, tylko gaszone wapno, tak żegnają się z widzami aktorzy tego pełnego psychodelii i melancholii przedstawienia.

Justyna Nawrocka
Dziennik Teatralny Wałbrzych
12 grudnia 2015

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...