Epos kolejowy

"Dwanaście stacji" - reż: Eva Rysova - Narodowy Teatr Stary w Krakowie

"Dwanaście stacji" w Teatrze Starym jest podróżą pełną wybojów, nierówności, nagłych przystanków i ciągłych wybuchów śmiechu. Czasami za oknem przewinie się niezwykły duch wysuwający się z głębin wierzeń Kresów, lecz zostaje natychmiast odpędzony lub uznany za widziadło na skutek dużej ilości alkoholu. W sposób szybki i zwinny przebrniemy od pierwszej do ostatniej stacji, nie odczuwając nawet ciężaru podróży.

Sala została wypełniona po brzegi przez widzów siedzących na miejscach wyznaczonych oraz ściśniętych na schodach małej sceny Teatru Starego. Niektórzy oburzeni brakiem miejsc opuścili salę. Tłum słyszy, że znajduje się na jakieś drodze i jest dopiero na stacji pierwszej. Komunikat rodem z PKP rozpoczyna spektakl, jest również sposobem podziału kolejnych części dającym poczucie rozwoju fabularnego. Podróżujemy przez Opolszczyznę, dochodząc do najdalszych rejonów wiejskich. Zachwycając i zadziwiając starodawną kulturą pochłaniają nowoczesność, tworząc dziwną rzeczywistość świętej codzienności i jej rytuałów. 

Spektakl okazuje się zbiorem chwytów narracyjno-teatralnych oraz scenek komicznych. Wnuk podzielony na dwie persony – mówiącą (wyświetlany na ekranie) oraz działającą (je kanapkę, pije oraz zbiera rodzinę), dostaje zadanie godne herosa, czyli pogodzenie rodziny, zebranie datków na odbudowę kościoła oraz doprowadzenie do zawarcia przyjaźni między Polską a Ukrainą. 

Kawałki historii, rytuałów, wierzeń i codziennych zajęć wnuk-narrator ironizuje, obserwując wszystko i bawiąc się możliwościami kierowania bohaterów. Zachwyt i czułość, z jaką podchodzi do sytuacji wnuk-działający staje się antytezą dla kpin narratora. Walka między tymi dwoma spojrzeniami na rzeczywistość Kresów rozbija również spektakl na część komiczną i część poetycką. Ta druga jednak jest szczątkowa i gdy się ukaże, to natychmiast zostaje zakryta niczym wstydliwa część ciała. 

Dopiero przy stacji zagłada odczuwamy nadzwyczajność Kresów. W całkowitej ciemności wyłania się jedynie słabo oświetlona twarz Panny Zagłady (Zuzanna Skolias), gdy nagle atakują nas kakofoniczne dźwięki - ich niskie barwy odczuwamy niczym drżenie ziemi, wybuch wulkanu. Odgłosy istot – piskliwe i metaliczne, towarzyszą pół pieśni pół monologowi dziewczyny. Szukamy zewnętrznych oznak tego, dokąd dojechaliśmy, lecz odkrywamy, iż znajdujemy się w najciemniejszym zakamarku serca Kresów.

Na szczególną uwagę w tej podróży zasługuje scenografia. Widzimy kawałki dworca kolejowego oraz wagonu poprzez charakterystyczne ławki oraz siedzenie. Kawałki szyn położone są na środku sceny i prowadzą do ściany z blachy z dwoma kolejowymi oknami. Co jakiś czas rozsuwają się, ukazując kolejne niezwykłe obrazy - pracownie, mieszkanie, wagon kolejowy, peron dworca wypełnionego ludźmi.

Postać Wnuka (Wiktor Loga-Skarczewski) przypomina trochę farsowego naiwniaczka, entuzjastę budzącego tylko śmiech. Monolog o obcowaniu z nieskończonością w dziesięciogodzinnej podróży pociągiem staje się kolejnym dobrze skonstruowanym dowcipem. Wzorowo odegranym podobnie jak obiad u babci, podróż autobusem czy spotkanie kuzyna. Śmiech jest wyciągany z widza na różne sposoby - od pantomimy po rozdawanie pierogów. Najciekawsza jest jednak komiczność wywoływana poprzez nieprzystawalność słów do gestów i niezwykłe volty jak gotowanie pierogów czy opis zabaw wnuczka z mrówkami. 

Na koniec podaje nam się piękny obrazek niczym stara fotografia - siedzący członkowie rodziny w starych strojach śpiewają po ukraińsku. W spektaklu w Starym Teatrze jest to oddaniem czci po godzinnym drwieniu z uroczych dziwactw regionów wiejskich. Przedstawienie pozwala widzowi patrzeć na rzeczywistość dzieła Różyckiego z oddali, z dystansem, trochę z góry, niczym na kolejny zabawny wybryk polskiej rzeczywistości.

Justyna Stasiowska
Dziennik Teatralny Kraków
15 marca 2010

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia