Fabularna kopia Wajdy

"Ziemia obiecana" - reż. Wojciech Kościelniak - Teatr Słowackiego w Krakowie

"Ziemia obiecana" mogła być dla Kościelniaka idealnym tematem. Niestety, zabrakło pomysłu i radykalizmu, który wyniósłby przedstawienie ponad fabularną kopię filmu Wajdy

Wojciech Kościelniak jest obecnie jedynym artystą, realizującym musicale w oparciu o teksty, których sam wybór jest sporym ryzykiem. Jego spektakle odnosiły niezaprzeczalne sukcesy („Kombinat”, „Opera za trzy grosze”, „Mandarynki i pomarańcze”), ale zdarzały mu się też sceniczne koszmary („Śmierdź w górach”).

Adaptacja powieści Reymonta jest odwzorowaniem jej filmowej wersji, brak w niej jakichkolwiek przesunięć czy zmian. Zachowawcza inscenizacja nie sugeruje również żadnej interpretacji, dlatego widz, który mniej więcej zna przebieg akcji powieści, nie dostaje zbyt wiele. Żaden z tematów nie jest przez reżysera pogłębiany – zapętlenie Karola Borowieckiego (Rafał Szumera) w pościgu za fortuną wydaje się zbiegiem okoliczności, Lucy Zuber (Katarzyna Zawiślak-Dolny) ugania się za nim w namiętnym szale, rzuca na szyję w każdej chwili osobności, Anka z Kurowa (Karolina Kazoń) w białej sukni zachowuje wobec niego przyzwoity dystans, w wolnych chwilach na wsi gra na fortepianie lub karmi kury, jeżdżący na wózku bezwzględny właściciel fabryki Buholz (Tomasz Wysocki) mówi niskim głosem, często krzyczy lub zanosi się rubasznym śmiechem. Każda postać określana jest przez kilka gestów lub kostium, a aktorzy nie wychodzą poza konwencję.

Zmiany przestrzeni również rozegrane zostały konwencjonalnie – scenom w fabryce towarzyszą fragmenty rur wystające z boków sceny, mieszkania wyznaczają kwadraty światła, potajemne schadzki Borowieckiego z Lucy odbywają się przy fontannie sikającego chłopca, a wieś symbolizują biały garnitur i słomkowy kapelusz Borowieckiego. Bogaty dom Mullera (Krzysztof Jędrysek) został zmieniony w kartonowe pudła, jakby świat spektaklu był tylko wyobrażeniem, zaklinaniem rzeczywistości. To wyobrażenie dopada jednak Borowieckiego w finale spektaklu, gdy zmuszony do ożenienia się z córką Mullera, Madą (Barbara Garstka), szamoce się po scenie w kartonie, aż w końcu przegrany upada na ziemię. W scenie śmierci Boholza, Bum-Bum (Grzegorz Łukawski) wyciąga z jego spodni niebieską nitkę. W drugiej części spektaklu, rozciągnięte wzdłuż i w poprzek sceny, symbolizują zapętlenie i nadchodzącą katastrofę. Zanim jednak fabryka spłonie, robotnicy oraz właściciele firmy Borowiecki i spółka wznoszą wspólnie toast kieliszkiem wina za nowe miejsca pracy i finansowy sukces.

Kościelniak zupełnie nie wykorzystał potencjału młodych artystów (w większości jeszcze studentów PWST): choreografię przyciął do minimum, nie zaproponował mocnych obrazów, płynnie przechodząc przez kolejne sceny. W spektaklu brak scen zbiorowych, zarówno dramatycznych, jak i śpiewanych. A przecież nie można odmówić Kościelniakowi błyskotliwych pomysłów, wystarczy przypomnieć jego fenomenalny spektakl-koncert „Kombinat” po śmierci Grzegorza Ciechowskiego.

Robotnicy, którzy w powieści Reymonta stanowią wyraźne tło wydarzeń, a ich ciężka nie opłacana praca bezpośrednio odnosi się do tytułu powieści, nie mają w spektaklu głosu, są niemal niewidoczni. Tematy masowego wyzysku, upokorzenia czy pozbawienia wszelkich praw pracowniczych, nie są tu obecne. Jeśli przyjmiemy taką strategię za świadome działanie reżysera, trudno powiedzieć, czemu miałaby ona służyć. Chęć zwrócenia uwagi widza na indywidualne rozterki postaci i ich upadek to chyba za mało.

Marta Bryś
Dwutygodnik
17 października 2011

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia