Fantazja polska, czyli celebryci idą na wojnę

"Fantazja polska" - reż. Andrzej Strzelecki - Teatr Ateneum w Warszawie - foto Bartek Warzecha - mater. promoc. TA

Warszawski teatr Ateneum włączył się twórczo w obchody setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Uczynił to w formie kameralnej, pozbawionej elementów wzniosłych. Można wręcz powiedzieć, iż Maciej Wojtyszko-autor spektaklu „Fantazja polska"- obszedł linię fontu, o ile tak można rzecz nazwać huczne celebry propagandowe, od tyłu. W przedstawieniu próżno szukać narodowych wykrzykników i patriotycznych wzmożeń.

Oto Ignacy Paderewski wraz ze swoją kamarylą, złożoną głównie z kobiet, gdzieś w nowojorskim hotelu układa memorandum, jakie zamierza złożyć na ręce Wodroow Wilsona, prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Kraj ten jeszcze nie jest jeszcze stroną wojny, zwanej potem Pierwszą Światową. W Europie trwa ona już od trzech lat, przynosząc krwawe żniwo pod postacią ludzkich istnień, jednocześnie niosąc nadzieję na wskrzeszenie polskiej państwowości. Wie o tym Paderewski, domyśla się tego Wilson. Chwila na zagranie kartą polską może być odpowiednia. Zwłaszcza gdy jest się cenionym pianistą, ulubieńcem amerykańskich salonów. Paderewski to ktoś taki. Muzyk zdaje się być kimś na kształt ówczesnego celebryty, z tą wszelako różnicą, że swoją pozycję ugruntował nie tylko w salach koncertowych, ale podparł odpowiednimi koneksjami, wiedzą, erudycją. Paderewski zna siedem języków, ale też i ma w nich coś do powiedzenia. Kobiety widzą w nim wprawdzie seks symbol., ale powszechnie uchodzi za wyrocznię polityczną. Pianista zdaje sobie z tego sprawę i ma zamiar wykorzystać swoje wpływy w miejscu, w którym decydować się będą wkrótce losy powojennego ładu.

W przedstawieniu Wojtyszki prezydent USA antyszambruje w poczekalni Paderewskiego, wyrażając wdzięczność za poświęcenie czasu. Woodrow Wilson wie o Polsce tyle, ze„ leży ona gdzieś między Serbią a Holandią". Jego żona nie wychodzi poza stereotypowe postrzeganie Polaków. „Jaka jest różnica miedzy polskim ślubem a pogrzebem?"- pyta zebranych gości w nobilitowanym gronie. „Na pogrzebie jest o jednego pijanego Polaka mniej" - sama sobie odpowiada ku wesołości zaproszonych. A jednak para prezydencka pozostaje życzliwą wobec ambasadorów sprawy polskiej w Ameryce. Wkrótce prezydent Wilson wyda słynne orędzie (z kluczowym dotyczącym Polski 13 punktem), zaś Stany Zjednoczone wejdą do wojny na prawach rozstrzygających. W garderobach i pokojach hotelowych, gdzie umiejscowiona jest akcja „Fantazji polskiej" wprawdzie zdawkowo wspomina się okropieństwa wojny, przywołując na przykład dramat Ypres, ale dominuje konwencja wymiany uprzejmości, poklepywania się po ramionach, galanterii.

To bodaj jeden z niewielu przypadków w naszej historii, gdy brutalna geopolityka nie zdominowała losów fortunnej dla nas opatrzności. Znamienne są wszak rok późniejsze wydarzenia poznańskie, skutkujące wybuchem Powstania Wielkopolskiego. Tam przecież już sama obecność Ignacego Paderewskiego w Poznaniu stała się zarzewiem narodowego zrywu, jednego z niewielu pomyślnych w naszych dziejach. Tymczasem Paderewski i jego dwór zajmują się w Nowym Jorku jeszcze lobbingiem na rzecz Polski. Sam mistrz zaś komponuje przyszły hymn narodowy. Żona przyszłego premiera w mniej lub bardziej zawoalowany sposób dyryguje poczynaniami męża, suflując mu stosowne rozwiązania. „Fantazja polska" w reżyserii Andrzeja Strzeleckiego jest zatem chwilowym oddechem od patetycznych opowieści o narodowych mitach. Bliżej jej będzie raczej do tych spod znaku: „bo ni z tego ni z owego przyszła Polska na pierwszego" niż o takich , co „rzucili na stos swój życia los" W tym nie roszczącym sobie bodaj wielkich ambicji edukacyjnym widowisku przychodzi jednak moment nieoczekiwanego zaskoczenia. A to za sprawą pokojówki Marty, trzecioplanowej postaci - czarnoskórej służącej na salonach państwa Paderewskich. W tej roli znakomicie odnalazła się Magdalena Andres (laureatka amatorskiego konkursu telewizyjnego „Mam Talent"), która swoim wykonaniem songu gospel zmieniła na chwilę przewidywalny wektor widowiska.

Głos Marty zabrzmi łaskawie tym, którzy są w stanie skonstatować, że gdy my niecierpliwie czekaliśmy na swoją państwowość, były takie narodowości, które wciąż nie mogły się doczekać wolności osobistej.

Tomasz Misiewicz
dla Dzienika Teatralnego
16 marca 2019

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia