Farsa czy żenada?

"Wszystko w rodzinie" - reż. Tomasz Konina - Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

Teatr Kochanowskiego w Opolu na rozpoczęcie sezonu 2013/2014 wychodzi naprzeciw publiczności ceniącej sobie przede wszystkim dobrą zabawę i chwile wytchnienia w trakcie ponurych jesiennych wieczorów. Na deski teatralne trafiła bowiem kolejna farsa Raya Cooneya, znanego w Opolu z takich spektakli jak Mayday i Mayday 2.

Tomasz Konina, dyrektor teatru oraz reżyser spektaklu, po sukcesach poprzednich, cieszących się bardzo dobrą frekwencją, dwóch fars, po raz kolejny stawia przede wszystkim na sukces finansowy nowego dzieła. Nikogo w końcu nie zadziwia fakt, iż komedie Cooney'a są jednymi z najbardziej zarobkowych spektakli. Na całym świecie cieszą się dużą popularnością wśród widzów z każdego kręgu odbiorców. Są idealną propozycją dla niezbyt wymagającej publiczności, która nie poszukuje w teatrze emocjonalnych uniesień i zapalników do jakichkolwiek przemyśleń, ale wybiera prostą formę rozrywki – mocno zabawową, dobrze znaną, częstującą lekkim żartem. Dziś coraz częściej społeczeństwo karmione jest tasiemcowym chłamem, telenowelami i prostymi produkcjami komediowymi podawanymi przez stacje telewizyjne. Farsa Conneya zrobiona na podobnych zasadach staje na szczeblu wyżej, jednak nadal pozostaje na dość niskim poziomie. Niewyrobiona widownia oczywiście to kupi, sala teatru niejednokrotnie zapełni się po brzegi, tak jak i teatralna kasa. Jednak co z pozostałą częścią publiczności, co z artystami, którzy muszą się odnaleźć w takiej formie „sztuki"? Czy współcześnie liczą się już tylko pieniądze?

„Wszystko w rodzinie" zbudowane jest na takich samych zasadach jak dwie poprzednie farsy Cooneya wystawiane w Kochanowskim. Po raz kolejny publiczność zatopiona zostaje w świecie małych kłamstewek i kuriozalnych sytuacji, które mogą prowadzić do wielkiej osobistej i zawodowej tragedii jednego z bohaterów. Akcja spektaklu toczy się w pomieszczeniu lekarskim, tuż przed sympozjum neurologów. Bohaterem jest niejaki doktor Dawid Montimore, próbujący dokonać ostatnich poprawek tuż przed wygłoszeniem ważnego wykładu na corocznej konferencji. Pechowy lekarz zostaje niespodziewanie odwiedzony przez dawną współpracownicę. Kobieta informuje go o skutkach niezobowiązującego romansu, który łączył ich przed lata, czyli rozchwianym emocjonalnie osiemnastoletnim synku, poszukującym z dużym zaangażowaniem, kilka pięter niżej swojego ojca. Dawid, próbując ukryć szokujące nowiny przed żoną i przełożonym, wymyśla coraz to bardziej absurdalne kłamstwa, tworzące spiralę nieporozumień, z których z każdą kolejną chwilą coraz trudniej jest mu się wyplątać. Sytuacje ratuje przyjaciel neurologa ostatecznie przyznający się do mniemanego ojcostwa. Fabuła, wydawać by się mogło, z dużym potencjałem, zostaje niestety zabita niezbyt śmiesznymi żartami sytuacyjnymi. Tekst jest o wiele słabszy niż dwie poprzednie farsy Cooneya, co daje dużo mniejsze pole manewru dla ekipy aktorskiej. Większość gagów razi dłużyznami i brakiem polotu. Błyskotliwość żartów zanika na rzecz licznych przebieranek, przepychanek i banalnych dowcipów o hemoroidach.

Co ciekawe, nie tylko sam dobór repertuaru pozostawia niesmak. Całość sprawia wrażenie, że coś zostało tu stworzone „od niechcenia". Tym razem widowisku zabrakło dynamiki, dobrego zgrania oraz lekkości, na których przede wszystkim powinna opierać się każda farsa. Oprócz słabego żartu, poczucie zażenowania wzbudzała większa część ekipy aktorskiej, a przecież stać ją na dużo, dużo więcej, co mieliśmy okazję zobaczyć choćby w poprzednich inscenizacjach utworów angielskiego komediopisarza. Owszem, farsa nie jest prostą formą teatralną – wymaga odpowiednich predyspozycji, lecz tego na pewno nie brakuje nikomu z obsady spektaklu! Co więc stało się tym razem? Gdzie podziało się zaangażowanie i naturalność? Choć przerysowanie bohaterów jest cechą charakterystyczną utworów komediowych, nie powinno zdominować obrazu całości. W tym przypadku spektakl opiera się tylko i wyłącznie na skrajnych obrazach. Przesadzone i ogłupiające żarty stają się z każdą minutą bardziej męczące. Czy współcześnie tylko taki teatr jest w stanie poderwać całą publiczność do owacji na stojąco? Cooney byłby dumny, gdyby zobaczył reakcje na opolskiej widowni, jednak ja wstrzymuję się od oklasków, ubolewając nad słabym początkiem sezonu. Oby dalej było tylko lepiej.

Katarzyna Majewska
Dziennik Teatralny Opole
10 października 2013

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia