Fascynacja i irytacja

rozmowa z Marcinem Kuźmińskim

"Jedyne wyjście" to niezwykle skomplikowany obraz człowieka. Witkacy, w całej swej złożoności artysty i filozofa fascynował mnie, niepokoił, inspirował, ale zarazem mnie niezwykle denerwował. Ten spektakl urodził się właśnie z fascynacji i zarazem irytacji Witkacym - mówi Marcin Kuźmiński, reżyser spektaklu "Witkacy - jedyne wyjście" w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie.

Jak wieść gminna niesie, Witkacym jest Pan zafascynowany od lat?

Z Witkacym jest tak: z jednej strony wielka fascynacja człowiekiem, artystą, filozofem, z drugiej zaś - niezgoda. Był fantastycznie utalentowany, momentami genialny, a jednak wszystko rozmieniał na drobne. Stąd też całe jego życie i twórczość rozpadły się na kawałki. Wielki artysta, który był równocześnie przedziwnym naprawiaczem świata. Miał receptę na wszystko: od brudu po hemoroidy. A tak naprawdę straszny mieszczuch był z niego.

"Jedyne wyjście" to ostatnia powieść Witkacego, którą uznaje się za swoisty testament twórczy i światopoglądowy autora. Czy Pański spektakl budowany według tej powieści komponowany jest jako rzecz o Witkacym?

Tak, to będzie jego obraz, a raczej impresja na temat twórcy, to będą dwie strony tej samej postaci. Portret artysty i filozofa składający się z tysięcy rozsypanych kawałków, które próbujemy złożyć w całość. Ale to nie będzie jednolita i uładzona całość. Moim zdaniem, cała niemożność zbudowania spójnego systemu filozoficznego przez Izydora, jednego z bohaterów powieści, to nic innego jak niemożność zbudowania systematyki świata przez Witkacego, której on w istocie tak pragnął. Izydor, jak Witkacy, to niespełniony filozof skonfrontowany z Marcelem, drugim bohaterem, artystą, który na dobrą sprawę z tego artyzmu się wycofał. Podobnie jak Witkacy wycofał się z twórczości malarskiej. Marcel uważa się za ostatniego prawdziwego artystę, ale jego sztuki nikt nie rozumie. I to jest przyczyną jego rozsypki. Podobnie było z Witkacym: nie rozumieli go przyjaciele, krytycy sztuki, on ich wciąż obrażał... W efekcie zostawał coraz bardziej sam, bo stawał się coraz bardziej zdekomponowany. Tak więc portret Izydora i Marcela to dwie połówki, które dopełniają się, składają się na impresje portretu Witkacego, przez niego stworzonego.

Niektórzy badacze twierdzą, że powieść ta jest też wczesną zapowiedzią samobójczego kroku artysty.

Popełnił samobójstwo w dzień po wkroczeniu wojsk sowieckich do Polski, na znak protestu. A jednak... Tytułowe "jedyne wyjście" tłumaczy się na różne sposoby i na różnych poziomach. A może była to forma ucieczki Witkacego od życia, z którym sobie nie poradził? A może dla człowieka, który tak jak on, precyzyjnie dekomponuje całe swoje życie - faktycznie nie ma innego wyjścia? Skoro wybiera się taką drogę, to i jej koniec jest ostateczną dekompozycją.

Aura niesamowitości, mroczności towarzyszy bohaterom powieści - a jak będzie w spektaklu?

Buduję go w całości na dekompozycji osoby autora, stąd wszystko zmierza w kierunku pokazania, jak jedna strona tej samej osobowości nie radzi sobie z drugą. Być może jeden z nich eliminuje drugiego, a tak naprawdę każdy z nich sam nie radzi sobie ze sobą. Dekompozycja części naszego "ja" jest w efekcie zmierzaniem całości ku zagładzie. "Jedyne wyjście" to niezwykle skomplikowany obraz człowieka. Witkacy, w całej swej złożoności artysty i filozofa fascynował mnie, niepokoił, inspirował, ale zarazem mnie niezwykle denerwował. Ten spektakl urodził się właśnie z fascynacji i zarazem irytacji Witkacym.

Jolanta Ciosek
Dziennik Polski online
14 listopada 2011

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia