Fascynacje i niepokoje

"Hiszpańskie fascynacje" - reż: Janina Niesobska - Teatr Wielki w Łodzi

Historia Opery Łódzkiej zaczęła się od wędrówek. Trasa wiodła m.in. przez Teatr im. Jaracza. Zespół, powołany w 1954 roku, swój gmach dostał dopiero w roku 1967. "Mieszkając" kątem wystawił ponad 30 premier. Od stycznia Teatr Wielki znów jest w drodze. Remont ma trwać rok...

Nową propozycję, "Hiszpańskie fascynacje", jak przed laty, pokazał w "Jaraczu". To podniosła akademia na cześć opery, baletu i muzyki w ogóle.

W drukowanym programie tytuł koncertu zarysowuje wyliczanka tego, co kojarzy się z iberyjską kulturą muzyczną i nie tylko. Obok dzieł i kompozytorów wymieniona jest też jakże hiszpańska sangria. Może gdyby ów trunek podawano, fascynacje by się obudziły.

Pierwsza część to cytaty z mrocznych Verdiowskich oper "Don Carlosa" i "Nieszporów sycylijskich". Była też "Carmen" Bizeta i "Cyrulik sewilski" Rossiniego. Puenta - pas des deux z "Don Kichota" Minkusa w gościnnym wykonaniu Nozomi Inoue i Sergiusza Oberemoka - mogła być perełką zaznaczającą kunszt baletowej klasyki.

Druga część wieczoru, o nieco lżejszym charakterze, to m.in. muzyka. W Symfonii hiszpańskiej Lalo solową partię skrzypcową wykonała Ludwika M. Tomaszewska-Klimek, koncertmistrzyni łódzkiej orkiestry, a w Concerto de Aranjuez Barbieriego popisał się gitarzysta Albin Brzeziński. Były też pieśni i taniec. Monika Cichocka zrobiła wrażenie świetną interpretacją "Hijo de la luna" Cano, Bernadetta Grabias "Et nino judio" Luny, a w finale niezawodna Joanna Woś prezentowała "Bachianas Brasileiras nr 5 Villa-Lobosa, dzieło sięgające do kanonów J.S. Bacha.

Prezentowali się także: dynam i c z n a Agnieszka Makówka ("Carmen"), gościnnie Ewa Vesin i Ewa Majcherczyk, ciekawi głosowo Aleksander Teliga ("Serenada Don Juana" Czajkowskiego), Adam Szerszeń (mierzył się m.in. z "Granadą" Lary), oraz dawno niesłyszany Sylwester Kostecki. Wystąpił balet (z solistami Moniką Maciejewską i Gin-tautasem Potockasem w "Tańcu ognia" de Falli) i reprezentacja chóru.

Tym, co najbardziej dawało się we znaki artystom i nie mogło pozostać bez wrażenia na publiczności, był brak przestrzeni - na scenie i poza nią. Orkiestra usytuowana w pięciu punktach - w kanale oraz po dwóch stronach sceny w lożach i na balkonie - kontakt z dyrygentem utrzymywała za pomocą monitorów. Uznanie dla muzyków i ma-estro Tadeusza Kozłowskiego, który panował nad tą instrumentalną piramidą.

Całość jako reżyser i choreograf przygotowała Janina Niesobska. Każdy z punktów programu (wszystkie w oryginalnej wersji językowej i bez komentarza) starannie i stylowo oprawiła dramaturicznie. Dobór repertuaru zaskakujący i (aż nazbyt) niebanalny. Efektownie i seksownie artystki ubrała Maria Balcerek. Waldemar Zawodziński, wykorzystując konstrukcje z ruchomych belek, dopełnione grą świateł i slajdami, sprawił, że scena zmienia się z kolejnymi obrazami. Doceniając ogromną pracę nad przygotowaniem takiego koncertu, trudno nie tęsknić za realizacjami operowymi, dla których przestrzeń Teatru Jaracza byłaby dostatecznie duża, a prezentacja nie wymagałaby wielkiego składu orkiestrowego, i nie tracić wiary, że remont Wielkiego będzie miał najwyżej mały poślizg.

Renata Sas
Express Ilustrowany
15 lutego 2012

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...