Febe, nie wracaj

"Febe, wróć" - reż: Anna Augustynowicz - Teatr Telewizji

16 grudnia, w ramach obchodów jubileuszu pracy artystycznej Anny Augustynowicz, Studio Polskiego Radia Szczecin zorganizowało pokaz wyreżyserowanego przez nią Teatru Telewizji "Febe, wróć"

Przedstawienie opowiada losy dwojga bohaterów– młodego małżeństwa, w które wcielają się Dominika Ostałowska oraz Borys Szyc. Helen i Frazer są klasycznymi przedstawicielami wielkomiejskich yuppies - uzdolnionych „szybkobieżnych szczeniaków”. To ładni, bogaci ludzie, poświęcający swój czas wyłącznie pracy w agencji designerskiej. Oboje wiodą wygodny, choć pusty żywot, przypominając maszyny, zaprogramowane do wykonywania tych samych, rutynowych czynności. Rozmowy postaci zastępowane są lakonicznymi, beznamiętnymi półzdaniami, służącymi jedynie do przekazania komunikatów, co upodabnia je do robotów, czekających na polecenie. Skostniały porządek zostaje nagle zakłócony pojawieniem się tytułowej Febe - rozpieszczonego psa, którym Helena i Frazer zgadzają się zaopiekować pod nieobecność właścicieli. Ku przerażeniu projektantów, Febe ucieka, zmuszając młodą parę do porzucenia zawodowych obowiązków i skoncentrowania sił na jej poszukiwaniach.

Akcja spektaklu toczy się w nowoczesnej scenerii, pośród dużych lustrzanych brył geometrycznych. Aktorzy ubrani są w czarno-różowe kostiumy przywodzące na myśl filmy science fiction jak "Matrix" czy "Łowcę Androidów", co odzwierciedla charakter granych przez nich postaci. Helen i Frazer bowiem rzeczywiście przypominają parę androidów czy wręcz manekinów, żyjących w sztucznym, odrealnionym świecie. Dopiero narastająca w nich irytacja, spowodowana niemożnością odnalezienia Febe, sprawia, że oboje „tracą kolor”. Ich ubrania powoli stają się granatowe, by przyjąć głęboki odcień czerni w momencie, gdy bohaterowie pokażą wreszcie „ludzką” twarz. 

Aż do tej chwili Helen i Frazer przemawiają monotonnym, drętwym tonem. Szczerzą zęby w wymuszonych uśmiechach, którym wtóruje rozlegające się w tle szczekanie plastikowego pieska – zabawki. Paradoksalnie utrata Febe jest najlepszą rzeczą, jaka mogła spotkać bohaterów. To okazja do podniesienia zasłony skrywającej tłumione przez nich dotąd emocje. Kulminacyjne „pęknięcie” i przejście z odrętwienia we wzburzenie tak naprawdę udaje się jednak tylko Frazerowi. Wzrastająca w mężczyznie rozbuchana namiętność nieuchronnie popycha go do zdrady. Targajaca nim furia każe mu wdać się w bójkę i zdewastować własny gabinet. Odkrywająca prawdę Helen nie przestaje mówić sztucznym, piskliwym głosem. Nie wiem czy jest to wynik zbyt małych umiejętności aktorskich, czy też przyjęta przez Ostałowską konwencja. Brak wyraźnej zmiany w kreowaniu kobiecej postaci zdecydowanie drażni jednak widza. Dopiero marazm, w jaki popada bohaterka, pozwala sądzić, że zdrada męża rozbiła jej tak idealną dotąd, porcelanową twarzyczkę.

Pomimo komizmu piętrzących się, nieprawdopodobnych anegdotek, związanych z poszukiwaniem zaginionego psa, należy stwierdzić, że przedstawienie jest za długie. Spektakl rozdęty czasowo do pełnej godziny zegarowej mógłby z powodzeniem zostać odegrany w trzydzieści minut. Po tym czasie ”Febe, wróć” staje się nieco nużące, a przysypiający widz zaczyna gubić wątek. Zajęty walką z opadającymi powiekami i śledzeniem czasu na zegarku, nie może się doczekać, aż bohaterowie wreszcie odnajdą tego psa!

Agnieszka Moroz
Dziennik Teatralny Szczecin
24 grudnia 2011

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia