Fedra w płatkach róży

"Fedra" - reż. zespół - Bałtycki Teatr Tańca

Nowy spektakl Izadory Weiss, "Fedrę" według Racine'a, traktować można jako uzupełnienie Szekspirowskiej "Burzy". Obie jednoaktówki przygotowano do monumentalnej muzyki Gustawa Mahlera i obie poświęcono relacjom rodzinnym, jednak to niedoskonała "Burza" okazuje się lepszą częścią nowego wieczoru Bałtyckiego Teatru Tańca.

Od kilku sezonów w Operze Bałtyckiej przygotowywane są taneczne jednoaktówki, które, choć wspólnie tworzą wybrany wieczór Bałtyckiego Teatru Tańca, nie są przypisane do siebie na stałe. Najnowsza premiera BTT - "Fedra" na podstawie dramatu Jeana Baptiste'a Racine'a - z pełnością także wcześniej lub później opuści "Burzę". Jednak prezentacja obu spektakli w jednym wieczorze jest uzasadniona. Przede wszystkim muzyką - to do symfonii Gustawa Mahlera szefowa Bałtyckiego Teatru Tańca, Izadora Weiss, układała choreografię obu spektakli. O ile w przypadku "Burzy" największą trudnością jest jednostajność i powtarzalność I Symfonii, o tyle w "Fedrze" X Symfonia, licząca 25 minut, nie daje możliwości, by w sposób wyczerpujący przyjrzeć się dramatowi Racine'a.

Dlatego zdecydowanie największą część spektaklu zajmuje taneczny dialog Fedry z jej pasierbem Hipolitem, w którym Fedra zostaje odrzucona na rzecz Arycji, zakochanej w Hipolicie ze wzajemnością. Odrzucona kobieta mści się na swoim pasierbie i gdy wraca jej małżonek Tezeusz, wskazuje Hipolita winowajcą jej afektu, za co zostanie surowo ukarany. Jednak na jakiekolwiek niuanse dramatu, w tym na wyjaśnienie roli Arycji, snującego się za Fedrą Teramenesa (w dramacie ochmistrz Hipolita) czy okoliczności odejścia i powrotu Tezeusza nie starczy już czasu. Oprócz tria Fedra - Arycja - Hipolit, bliżej przyglądamy się jeszcze postaci służącej Fedry - Enonie. W spektaklu Izadory Weiss Enona jest przygarbioną i poruszającą się koślawo staruszką, co ma sugerować wiek piastunki Fedry, jednak w tańcu Julii Sanz Fernandez wypada to raczej groteskowo.

Spektakl jest ciekawie skonstruowany. Już w pierwszej scenie w świetle pojedynczego reflektora widzimy Fedrę i Tezeusza w scenie miłosnej. Oboje znajdują się na dywanie wypełnionym płatkami róż. Ten niezwykle efektowny wizualnie pomysł wspiera chór będący tanecznym kontrapunktem spektaklu, na wzór antycznego chóru. To jedenastoosobowa grupa tancerzy, ubranych na czerwono i za pomocą tańca, gestów czy mimiki, komentująca przedstawienie. Ten chór, zwany Demos, to najciekawszy element "Fedry". Choć Demos tańczy w tle, za usłanym płatkami róż dywanem-areną (gdzie prezentują się główni bohaterowie przedstawienia), ma dobrze ułożoną choreografię, w której znalazła się nawet niewielka przestrzeń na popisy indywidualne. Interesujący, niebanalny ruch, efektowne sekwencje zbiorowe Demos pozwalają oglądać "Fedrę" na zasadzie teatru w teatrze.

Na pierwszym planie sytuacja jest nieco inna. Szczególnie taniec Fedry wygląda na kompilację ruchów różnych bohaterek spektakli Izadory Weiss - jej ruch jest ciężki, monotonny, powtarzalny i nieciekawy. Tańcząca w tej roli nawet tak doskonała artystka jak Beata Giza wypada mechanicznie i nieprzekonująco, również z powodu bardzo przerysowanego, powierzchownego aktorstwa, którego nigdy w jej kreacjach nie było. Przerysowana jest także rola jej służącej Enony w wykonaniu Julii Sana Fernandez. Bez polotu prezentuje się kolejna ciekawa tancerka BTT - Tura Gómez Coll, choć jej Arycja nie razi sztucznością, jak wymienione wcześniej. Bez zarzutów tańczy Filip Michalak jako Tezeusz, choć to kolejna rola, w której Michalak nie może pokazać pełni swojego talentu. W tej sytuacji najlepiej na pierwszym planie prezentuje się Beniamin Citkowski jako Hipolit (także partytura ruchów Hipolita jest najbardziej dopracowana).

Nowy spektakl Izadory Weiss pozostawia więc widzów z niedosytem. Opowieść w pełni zrozumiała jest tylko dla tych, którzy znają zarys fabularny dramatu Racine'a (tym razem nie przeczytają libretta w programie do spektaklu). "Fedra" nosi wyraźne piętno Izadory Weiss, ze wszystkimi atutami i wadami jej przedstawień. Jednak na tle rozbudowanej, nierównej, ale bardzo przejmującej w swoim finale "Burzy", zasłużenie pozostaje jednoaktówką drugiego planu.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
10 listopada 2015

Książka tygodnia

Starożytny teatr i dramat w świetle pism scholiastów. Leksykon
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Katarzyna Chiżyńska, Jadwiga Czerwińska, Małgorzata Budzowska

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki