Fenomen animacji to istota sztuki lalkarskiej

Festival Mondial des Theatres de Marionnettes Charleville-Mezieres

Pierwsze spotkanie twórców teatru lalek w Charleville-Mezieres (Ardeny, Francja) miało miejsce w 1961 roku i kameralny charakter. Dziś Światowy Festiwal Teatrów Lalek to impreza organizowana z wielkim rozmachem, przemieniająca całe niemal miasto w wielką scenę na dziesięć szalonych dni. Niestety od wielu lat w Charleville-Mezieres nie pojawiają się polskie zespoły. Po raz ostatni w oficjalnym programie festiwalu Polskę reprezentował słynny spektakl „Gianni, Jan, Johan, John, Juan" prywatnej trupy „¾ Zusno" stworzonej i prowadzonej przez Krzysztofa Raua. Był to rok 1997...

Nieobecność polskiego teatru lalek na francuskim przeglądzie, który gromadzi twórców ze wszystkich kontynentów jest zadziwiająca, a jej przyczyny wydają się mieć charakter pozaartystyczny. Nie ma bowiem wątpliwości, że wiele naszych współcześnie tworzonych spektakli z powodzeniem mogłoby zaistnieć w światowej stolicy lalek i zdobyć uznanie festiwalowej publiczności.

W czasie tegorocznego pobytu w Charleville-Mezieres obejrzałam ponad dwadzieścia widowisk, a trzy spośród nich wydają mi się szczególnie warte odnotowania jako przykłady sztuki lalkarskiej, która zna drogę do sukcesu – zarówno artystycznego, jak i komercyjnego.

„Les mains de Camille ou le temps de l'oubli" ("Ręce Camille lub czas zapomnienia") to najnowszy spektakl teatru „Les  Anges au Plafond" („Anioły na suficie"), który od czternastu lat buduje swój własny, rozpoznawalny styl opowiadania historii na scenie. Założyciele i liderzy zespołu – Camille Trouvé i Brice Berthoud pozostają wierni konwencji łączenia żywego planu ze światem animowanych figur. W ich teatrze widzowie zostają dosłownie zaanektowani przez kreowaną rzeczywistość –  otaczają scenę półkolem i są bardzo blisko relacjonowanych wydarzeń, czasem także w samym ich środku, gdy za ostatnimi rzędami krzeseł pojawiają się obrazy wyświetlane na kilku ekranach. Opowieść o tragicznym życiu znakomitej rzeźbiarki Camille Claudel toczy się wielotorowo. Sugestywna, wyrazista uroda  papierowych postaci (znak rozpoznawczy teatru) i animacja wysokiej próby nadają wszystkim scenicznym działaniom wyraz autentyczności i głęboko angażują nasze emocje. Uderza niezwykła teatralna pomysłowość twórców widowiska, a wraz z nią plastyczne piękno i prostota inscenizacyjnych rozwiązań. Istotnym składnikiem przedstawienia jest jego oprawa dźwiękowa – trzy muzykujące aktorki za pomocą wielu różnych instrumentów i własnych głosów, a także poprzez aktywność w planie gry współtworzą sceniczną opowieść. W sztuce „Aniołów na suficie" widowiskowość i szlachetna teatralna forma służą ważnej refleksji nad skomplikowaniem ludzkich losów.

„The Table" („Stół") londyńskiej grupy „Blind Summit" bije rekordy popularności, gdziekolwiek się pojawi, a to za sprawą małej, niepozornej lalki animowanej przez troje aktorów. Pomimo że w spektaklu nie ma żadnych dekoracji poza tytułowym meblem (prostym i surowym), ani żadnych specjalnych efektów inscenizacyjnych, artystom udaje się utrzymać widzów w napięciu przez ponad godzinę. Perfekcyjna animacja figurki głównego bohatera - biblijnego Mojżesza nawiązuje do japońskiej sztuki Bunraku, pozwalającej uzyskać wielką precyzję i czytelność działań. W istocie, każdy gest i krok, każda czynność lalki są w mistrzowski sposób wyraziste i wiarygodne. Dzięki temu długi monolog lalkowej postaci, której głosu użycza Mark Down (współzałożyciel i dyrektor artystyczny teatru, a także główny animator) ma charakter brawurowego show, zaskakującego wciąż nowymi pomysłami animacyjnymi i dynamizmem gry. Egzystencjalne rozterki bohatera nawiązujące do przekazu Biblii i jego meta rozważania nad sztuką lalkarską kontestują współczesną rzeczywistość i prowokują do weryfikacji utrwalonych poglądów. Po obejrzeniu spektaklu w pełni zrozumiała staje się deklaracja twórców „Blind Summit", którzy określają się jako „innowatorzy lalkarstwa". Ich entuzjazm w zgłębianiu arkanów sztuki animacji jest wspaniałym świadectwem żywotności lalkarskiego rzemiosła.

„Objectomania" rozgrywa się bez słów, a jej przestrzeń wypełniają trzy żywioły: zmieniające się jak w kalejdoskopie żywe obrazy – animowane minihistorie z udziałem przedmiotów, projekcje wyświetlane ponad planem głównych działań (zbliżenia fragmentów pejzażu i dzieł sztuki) oraz muzyka. Holenderski teatr „Tamtam Objektentheater" ma za sobą wieloletnie poszukiwania twórcze w zakresie wizualnego przekazu, bowiem swoją misję odkrywania piękna i nowych funkcji rzeczy znalezionych realizuje od 1979 roku. Rozmaite odpady, narzędzia i przybory, sprzęty kalekie i bezużyteczne stają się w pomysłowych kompozycjach plastycznych Gérarda Schiphorst i Marije van der Sande bohaterami poetyckiej narracji. W widowisku brak jest fabuły i ciągłości zdarzeń, ale pojawiające się na scenie przedmioty, poddane dyskretnej animacji i zderzane w interakcjach, są ucieleśnieniem prawdziwych emocji i sytuacji „z życia wziętych". Spektakl powstał w ramach rezydencji artystów w słynnym Kröller-Müller Museum – holenderskiej galerii sztuki współczesnej i stanowi piękny przykład teatru przedmiotu – osobnej, autonomicznej dziedziny lalkarstwa.

Każde z przywołanych przedstawień festiwalowych można określić jako lalkowe, choć różni je wiele istotnych stylistycznych cech. We wszystkich  głównym tworzywem teatralnej kreacji pozostaje martwa materia obdarzana na scenie, wobec widowni, niezależnym bytem. Fenomen animacji to istota sztuki lalkarskiej, w której centralne miejsce ma również pozawerbalny, skupiony na obrazie scenicznym, sposób przekazywania treści. Dziś nikt już nie próbuje utożsamiać teatru lalek z tradycyjnym parawanem, ale plastycznej figurze, przedmiotowi czy szeroko rozumianej wizualnej formie nie sposób odebrać w tym teatrze pierwszeństwa. Festiwal w Charleville-Mezieres od 50 lat jest ważnym miejscem spotkania i konfrontacji bardzo różnych nurtów i poszukiwań artystycznych w obrębie lalkarskiego universum.

Maria Schejbal
Dziennik Teatralny
19 października 2013

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...