Festiwal różnorodności trwa

28. Festiwal Szkół Teatralnych

Drugi dzień 28. Festiwalu Szkół Teatralnych pod względem artystycznym stał na zdecydowanie niższym poziomie niż pierwszy, charakteryzował się jednak sporą różnorodnością prezentowanych form scenicznych. Dramaty taki jak "Plastelina" w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej i "Giganci z gór" powstający pod okiem Jerzego Stuhra zostały zaprezentowane obok muzycznego crazy show "Chopin w Ameryce" Andrzeja Strzeleckiego oraz "Za chwilę" Bożeny Klimczak, będącego pantomimiczno-ruchową wariacją inspirowaną poezją Agnieszki Osieckiej.

Jako pierwsi zaprezentowali się studenci krakowskiej PWST ze swoimi „Gigantami z gór” włoskiego noblisty Luigiego Pirandello. Przedstawienie powstawało pod okiem Jerzego Stuhra, którego nazwisko przyciągnęło spore tłumy. Fabuła opowiadająca o odrzuconej przez publiczność trupie teatralnej (grana przez nich „Baśń o zamienionym dziecku” nie cieszy się powodzeniem) miała za zadanie ukazanie procesów, jakie zachodzą w aktorze podczas aktu budowania roli oraz zobrazowanie tego, jaki wpływ ma wykreowana postać na jego osobowość. Rozgrywany na pograniczu jawy i snu, oparty na grze pozorów spektakl obnażył jednak zupełną bezsilność młodych ludzi wobec tekstu. Nim przedstawienie się rozpoczęło mieliśmy okazję podziwiać piękną, czerwoną, zdobną kurtynę, jakich dziś w teatrze już się nie widuje. Dalej było już niestety tylko gorzej. Aktorzy miotali się po scenie w strojach sprzed kilku wieków, jednak rażąca widza sztuczność nie stała się scenicznym elementem znaczącym - adepci sztuki aktorskiej nie odnaleźli się w specyficznej konwencji widowiska, prezentując najsłabszy punkt na mapie festiwalowych zmagań.

Warszawska Akademia Teatralna zaserwowała widzom coś, czego jeszcze festiwalowa publiczność nie widziała - autorzy nazwali to widowisko muzycznym crazy show. „Chopin w Ameryce” to biografical fiction opowiadające o tym, co mogłoby się zdarzyć gdyby Chopin wyjechał za ocean. Przedstawienie miało być grą stereotypami, zabawą kulturowymi kliszami i archetypami, było natomiast musicalem prezentującym humor nienajwyższych lotów („Dlaczego jest ciemno? Bo na scenę weszło wielu Murzynów”). Na dodatek wymagało od młodych ludzi przyjęcia pozy, która nie miała żadnego związku z budowaniem roli dramatycznej. Takie spektakle doskonale mogą się sprawdzić w repertuarze Teatru Studio Buffo, jednak nie powinny być dyplomami aktorskimi, stanowią bowiem szkołę manieryzmu. Był jednak w przedstawieniu element, który zasługuje na pochwałę - zadziwiała wielofunkcyjność kilku elementów scenograficznych, w tym drewnianej obudowy fortepianu, która była wykorzystywana na dziesiątki sposobów. Aktorom udało się także zachować tempo przedstawienia, co stanowiło miłą odmianę po zaprezentowanym wcześniej spektaklu. Po raz kolejny zabłysnął swym talentem komediowym Szymon Nowak w roli Żyda i Tadeusza Kościuszki - aktor już poprzedniego dnia w „Opowieściach Lasku Wiedeńskiego” zaskarbił sobie sympatię publiczności rolą Czecha Hawliczka. Młody artysta jest jedną z najciekawszych osobowości aktorskich tegorocznego Festiwalu.

Na tym tle zdecydowanie najlepiej wypada grana przez studentów PWSFTv i T „Plastelina” Małgorzaty Bogajewskiej, która stanowi prezentację rzetelnego aktorskiego warsztatu, co powinno być jednym z podstawowych założeń dobrych przedstawień dyplomowych. Aktorzy ubrani są we współczesne stroje, niczym się więc nie różnią od tysięcy młodych ludzi przemierzających każdego dnia polskie ulice. Historia rozgrywa się w przestrzeni ograniczonej przez trzy ściany - w każdej z nich znajdują się dwie wnęki, w których znikają bohaterowie. Kilka małych prostopadłościanów rozsianych po scenie służy jako krzesła oraz wszelkie inne sprzęty. Całe pomieszczenie jest jednokolorowe, jasne, dlatego istotną rolę w przedstawieniu pełni gra świateł, które przenoszą nas w rozmaite miejsca. Główny bohater spektaklu to nastolatek Maks (Michał Jaros), którego życie bynajmniej nie jest usłane różami. Jesteśmy świadkami jego codziennych zmagań ze światem, który nie należy do najprzyjemniejszych miejsc. Chłopak jest sierotą, więc wychowuje go niepełnosprawna babcia (Oriana Soika) - staruszka ma chore nogi, z trudem chodzi o kulach. Niestety brak opieki i odpowiednich wzorców skutkuje tym, iż mimo, że młodzieniec w gruncie rzeczy ma dobre serce, popada jednak w nieodpowiednie towarzystwo. W konsekwencji zostaje wyrzucony ze szkoły, wielokrotnie zgwałcony przez silniejszych chłopaków, pobity przez rozwścieczoną, odrzuconą kobietę i jej męża oraz upokorzony za sprawą kłamstw najlepszego kolegi Aleksa (Jakub Mróz). Młodzi twórcy wspólnymi siłami naszkicowali wyrazisty, realistyczny portret współczesnego piekła codzienności. Piekła, w którym albo ty wykreujesz rzeczywistość, albo ona cię przekształci - na swój podły obraz i podobieństwo.

Ciekawy był spektakl Bożeny Klimczak „Za chwilę”, będący dyplomem studentów specjalności pantomimiczno-ruchowej. Trwające niespełna godzinę widowisko pod względem formalnym znacznie się różniło od pozostałych przedstawień - tło muzyczne stanowiły piosenki z tekstami Agnieszki Osieckiej (usłyszeliśmy m.in. świetne interpretacje zespołu „Raz, dwa, trzy”), aktorzy tworzyli na ich temat ruchowe wariacje, prezentując tajniki pantomimicznego warsztatu. Można im zarzucić wiele niedociągnięć, prezentowanym układom momentami brakowało bowiem synchronizacji, jednak przedstawienie posiadało swój urok. Ubrane w czarne kobiece sukienki dziewczęta wchodziły w różne relacje z mężczyznami (aktorzy także nosili czarne stroje - spodnie, koszulki i marynarki); tancerze starali się zrobić wszystko, by prezentowane widowisko stanowiło jak najwierniejsze zobrazowanie tekstów piosenek. Spektakl zamykała i kończyła scena tworząca klamrę kompozycyjną - bohaterowie siedzieli na walizkach i wykonywali serię mechanicznych ruchów przypominających drapanie się. Całość stanowiła jednak miłą dla oka prezentację możliwości ludzkiego ciała.

Drugi dzień Festiwalu również zapewnił widzom wiele wrażeń. Znajdujemy się na półmetku festiwalowych zmagań, które pokazują, że w polskich szkołach teatralnych obowiązują różne formy kształcenia oraz różne gusta względem doboru repertuaru. Publiczności zapewnia to pożądaną różnorodność. Oby nie stało się to jednak pułapką dla aktorów.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
12 maja 2010

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia