Flaczki z Edypa

„Król Edyp” - reż. Jan Klata - Stary Teatr w Krakowie

Sofoklesowy „Król Edyp" mimo upływu lat trzyma się nieźle. Siłę ma, wigor i sens. Edypowi można nie tylko wydłubać oczy. Edypowi można uciąć nogi, ręce, a w kikuty powbijać małe szczudełka i dalej będzie chodził.

Bo udziwniać można, to jest w końcu dobra sztuka i jeżeli udziwnienie nie pomoże, nie rzuci nowego światła na tekst, to przynajmniej nie będzie w stanie zaszkodzić. „Król Edyp" Klaty oczu stracić nie mógł. Na scenie leżały nam flaczki z Edypa, w czarnym plastikowym worku na śmieci, obrzucone łaciną i doprawione ziołami prowansalskimi. Ani drgnął.

Okazuje się, że w Teatrze Starym znaleziono sposób na to jak historię Edypa uśmiercić raz, a dobrze. Wychodząc ze spektaklu nikt już chyba nie pamiętał, że tu o niego chodziło.
Aktorom zarzucić się nic nie da, nabiegali się biedni, nakrzyczeli, naśpiewali, nie obyło się też bez ruchów frykcyjnych, które sił także trochę kosztują, nawet gdy wykonywane są bez sensu.

W trakcie spektaklu kilkukrotnie z głośników wydobywał się odgłos brzęczących much, które to Edyp nerwowo odganiał. I tu nie mogło chodzić o śmierć, ale o to drugie, które muchy najbardziej przyciąga. I machanie ręką nic nie da. Trzeba spuścić.
A Jokasta w podzięce, wśród końcowych oklasków, dostała ananasa. I się zastanawiam: czy to też jest może sztuka?

Mikołaj Stawrogin
Dziennik Teatralny
21 października 2013
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia