Flirt z Eugeniuszem

"Eugeniusz Oniegin" - reż: Marek Weiss - Opera Bałtycka w Gdańsku

"Eugeniusz Oniegin" to jedna z najczęściej wystawianych i najchętniej oglądanych oper Piotra Czajkowskiego. Premierę spektaklu w Gdańskiej Operze Bałtyckiej połączono z obchodami 30-lecia pracy artystycznej dyrektora Marka Weissa.

Historia Eugeniusza to splot żądz, intryg i skrajnych emocji. Oniegin, wkraczając do rodzinnego domu Tatiany, odmienia los swój i wszystkich bohaterów opery, której libretto powstało na podstawie poematu Aleksandra Puszkina.  

Gdzieś na prowincji w Rosji niewinne, młode dziewczę imieniem Tatiana zakochuje się w gościu ze stolicy – Onieginie. Mężczyzna okrutnie obchodzi się z jej uczuciami, łamie jej serce mało eleganckim wykładem o ukrywaniu uczuć. Wkrótce jego pycha doprowadza też do tragicznej śmierci wieloletniego przyjaciela – Leńskiego. Kontynuacja historii dotyczy okresu w kilka lat po okrutnym odtrąceniu i zabójstwie. Tatiana, kierując się teraz rozsądkiem a nie uczuciem, poślubia wpływowego księcia Gremina. Staje się częścią wielkiego świata. Tym razem to ona wzbudza zachwyt Oniegina. Choć Tatiana nadal czuje do niego sentyment, odtrąca spóźnionego kochanka i pozostaje wierna swoim ideałom i mężowi. 

W wydaniu Opery Bałtyckiej zachwyca tytułowy Oniegin i Tatiana. Mikołaj Zalasiński i Anna Wierzbicka to zdecydowanie najlepszy duet gdańskiej opery od wielu lat. Ich piękne, charakterystyczne głosy były główną ozdobą wieczoru. Spychali oni na dalszy plan pozostałych wykonawców i przyćmili interesującą scenografię. Warto również dostrzec świetną formę Piotra Skałuby, który w odróżnieniu od fatalnego w jego wykonaniu Barona Cygańskiego, tym razem spisywał się nad wyraz poprawnie.  

Scenografia Jagny Janickiej jest jedną z ciekawszych prezentowanych na deskach Opery Bałtyckiej. Trzykrotna zmiana tła wydaje się być niemal burżujskim wymysłem na tle innych trójmiejskich scen, które zazwyczaj pozostają dość ubogie.

Pierwszy akt Janicka osadziła na przyjemnej dla oka zielonej polanie. Na środku sceny umiejscowiła kilka drzew i kępę roślinności, w tle na telebimie pojawiły się motywy drzew. W drugiej części przedstawienia następują dwie zmiany dekoracji. Najpierw oczom widza ukazuje się zaśnieżona polana, na której dochodzi do pojedynku między Leńskim a Onieginem. Następne podniesienie kurtyny ukazuje publiczności scenę utrzymaną w dość ciemnej kolorystyce przełamanej złotem. Środek sceny prezentuje interesujący akcent – jajo faberge. To w tej scenerii żywota dokonują złudne nadzieje Oniegina na odzyskanie Tatiany.  

Zabawnym akcentem był dowcip zespołu baletowego, który przedstawieniem w pierwszym akcie drwi nieco ze sztuczności, jaką niesie balet klasyczny. Zręczna choreografia przygotowana przez Izadorę Weiss nie odciągała uwagi od sedna spektaklu, ale mile cieszyła oko. Najbardziej widowiskowym momentem z udziałem tancerzy był bal, podczas którego Oniegin wypatruje po latach Tatianę. W tym miejscu na szczególne uznanie zasłużyły kostiumy. Odważne, zaskakujące, nawiązujące momentami do najbardziej znanych kabaretów, innym razem po prostu przywodzące na myśl wiosnę, jeszcze innym razem bezpośrednio odwoływały się do elegancji sprzed wielu dekad.  

Jubileuszowy spektakl w reżyserii Marka Weissa z całą pewnością można zaliczyć do udanych. Oczywiście, gdyby porównywać przedstawienie z Opery Bałtyckiej z produkcjami choćby La Scali, z całą pewnością znalazłoby się wiele kwestii, które można by było poprawić, ale przy budżecie, jakim dysponuje dyrekcja opery oraz przy zespole, który pracuje dopiero od ponad roku, trudno oczekiwać światowych sensacji na scenie.

Mimo wszystko „Eugeniusz Oniegin” "made in Gdańsk" gwarantuje udany wieczór, podczas którego orkiestra Jose Marii Florencio oczaruje widza piękną muzyką Czajkowskiego, a chór przygotowany przez Dariusza Trabisza przyprawi o bardzo przyjemne ciarki. Całość przedstawienia zaś pozostawi miłe wrażenie, że są jeszcze na świecie miejsca, w których aby być uznawanym za wybitnego twórcę nie trzeba dawać widzowi po twarzy ohydą, tragediami czy brzydotą. Niekiedy sztuka sama się broni, wystarczy, by pozwolić jej być piękną.

Natalia Klimczak
Dziennik Teatralny Gdańsk
4 maja 2009

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia