Fobia, histeria i nerwica

"Hans, Dora i wilk" - reż. Michał Borczuch - Teatr Polski we Wrocławiu

„Człowiek broni się przed strachem za pomocą lęku", napisał Freud. To dlatego Hans nie ucieka przed końmi, Wilk „z apetytem" patrzy na swoją siostrę, a Dora przychodzi naga do psychoterapeuty. Publiczność także poddaje się swoistej psychoanalizie. Przeprowadza ją reżyser, Michał Borczuch.

„Hans, Dora i Wilk" to jeden z bardziej wymagających spektakli Teatru Polskiego. Aby w pełni go zrozumieć, potrzeba choćby zdawkowej wiedzy na temat teorii Zygmunta Freuda, ale przede wszystkim – skupienia. Najważniejszy bowiem jest tekst - doskonale skonstruowany (i wspaniale skomplikowany) scenariusz. Poznajemy historię trzech różnych postaci i ich najskrytsze problemy. Obserwujemy, jak trauma determinuje całe ich dalsze życie. O Hansie cały czas opowiada przejęta, starsza kobieta, Hanna. Jej starszy syn ma już dosyć tej historii, ale musi zajmować się chorą psychicznie matką. Dora to kobieta skrzywdzona, w przeszłości maltretowana przez partnera matki. Jej życie niby się ułożyło, ale to tylko pozory. Z kolei Wilk, czyli Siergiej Pankiejew, znajduje się teraz w toksycznej relacji, nie mówiąc o tym, że zupełnie nie radzi sobie z własną psychiką. Jako widzowie możemy ich oceniać, utożsamiać się z nimi, współczuć im, szukać wyjścia z sytuacji.

Poważne wyznania padają w atmosferze ciągłego niepokoju. Czujnie obserwując to, co się dzieje, można dostrzec ledwo zauważalne gesty wyrażające zdenerwowanie lub strach bohaterów – nerwowe ruchy dłoni, drżenie ramion. Widza rozprasza ich ciągłe błąkanie się po szerokiej scenie imitującej kilka chaotycznych, ale kompletnie urządzonych pomieszczeń. Taki rozkład pozwala „podglądać" postaci z różnych perspektyw i wywołuje silne uczucie realizmu.

Najbardziej wiarygodne są sceny z udziałem Ewy Skibińskiej - zwrócona na jej twarz kamera pokazuje w powiększeniu każde drgnienie ust, grymas, spojrzenie. Jej gra aktorska jest doprawdy fenomenalna. Postaci odgrywane przez Annę Ilczuk i Adama Szczyszczaja wydają się czasami zbyt zmanierowane, ale przez to są również bardziej wyraźne i demoniczne. Ogólnie przed aktorami jest postawione trudne zadanie: muszą samoistnie wywoływać w sobie zmienne emocje bez wyraźnego kontekstu.

Pomagają im w tym przyciemnione światła, abstrakcyjne dźwięki lub nagość. Spektakl inspirowany Freudem, który przecież mocno skupiał się na seksualności człowieka, nie mógłby być pozbawiony takich scen, są uzasadnione. Niektóre są zmysłowe, inne wstrząsające. Pokazują słabość lub siłę, furię albo rezygnację, bezgraniczną szczerość i zupełną bezbronność. Sztuka ukazuje taki właśnie obraz człowieka, pełnego wspomnień, snów, potrzeb. Życie polega na ich spełnianiu lub ukrywaniu, albo na chwilach zapomnienia, kiedy nieświadomość pozwala odpocząć od siebie samego. Spektakl jest dobrym streszczeniem psychoanalizy Freuda i dosłowną teatroterapią.

Gabriela Kwarta
Dziennik Teatralny Wrocław
20 listopada 2013

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia