Fuga życia

"Pasażerka" - reż. David Pountney - Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie

"... gdy przebrzmią wasze głosy, wszyscy przepadniemy" - tymi słowami Paula Eluarda zwraca się Marta do duchów współwięźniarek, które nie przetrwały piekła obozów koncentracyjnych

Tytułowa bohaterka opery "Pasażerka", ucharakteryzowana w epilogu na Zofię Posmysz, formułuje powód, dla którego pisarka tyle razy i w tylu formach powracała do historii, która posłużyła za kanwę libretta operowego.

Posmysz, była więźniarka Oświęcimia, w 1958 roku w Paryżu, na ulicy, usłyszała nagle kobiecy głos mówiący po niemiecku. Zamarła myśląc, że głos należy do Annelise Franz, znienawidzonej strażniczki, bezskutecznie ściganej przez trybunał zbrodni wojennych. Na szczęście to nie była ona, ale Posmysz zaczęła się zastanawiać, jak zachowałaby się, stając znów oko w oko ze swoją oprawczynią. Z tych refleksji, przetworzonych literacko, utkała kanwę słuchowiska radiowego pod tytułem "Pasażerka". Potem był spektakl Teatru Telewizji, zrealizowany przez Andrzeja Munka, a później nowela filmowa, według której Posmysz wspólnie z Andrzejem Munkiem opracowała scenariusz filmu fabularnego. Następnie nowela została rozbudowana do rozmiarów powieści i opublikowana. Na podstawie powieści Aleksander Miedwiediew napisał libretto opery, skomponowanej przez Mieczysława Weinberga (1968, prawykonanie koncertowe: Moskwa 2006). Władze sowieckie, obawiając się skojarzeń obozów hitlerowskich ze stalinowskimi łagrami, nie zezwoliły na jej wystawienie. Daremnie wyrażał zachwyt Dymitr Szostakowicz: "Mistrzowski, doskonały w formie i w stylu jest to utwór".

Weinberg (1919-1996), polski kompozytor pochodzenia żydowskiego, w czasie II wojny światowej znalazł się w ZSRR i to ocaliło mu życie. Całą rodzinę stracił w Holokauście. Dzięki pochlebnej opinii Dymitra Szostakowicza o jego dziełach mógł pracować w ZSRR jako twórca i pedagog. Po wojnie nie wrócił do Polski. Od kilku lat rośnie międzynarodowe zainteresowanie kompozycjami Weinberga - są wykonywane, nagrywane i wydawane. Tegoroczny festiwal muzyczny w Bregencji (Austria) poświęcono właśnie Weinbergo-wi i tam miała sceniczną prapremierę "Pasażerka" w reżyserii Davida Pountneya. Do koprodukcji przystąpiły jeszcze trzy europejskie teatry operowe, a widzowie w Warszawie poznają tę inscenizację jako pierwsi. Libretto znacząco odbiega od scenariusza filmu Munka. W operze Tadeusz jest muzykiem. Pojawia się wiersz Petófiego; wprowadzony też zostaje wątek obozowego ruchu oporu i bohaterskiej Rosjanki Katii. Idąc za didaskaliami, reżyser David Pountney w jednej przestrzeni scenicznej pokazał dwa plany czasowe (okres II wojny i piętnaście lat po wojnie) i dwa ciągi narracji (opowieść o losach grupy więźniarek obozu koncentracyjnego w Auschwitz i historię podróży niemieckiego małżeństwa transatlantykiem do Brazylii). Pokład, kajuta, eleganckie stroje pasażerów i uniformy załogi - wszystkie te elementy są wręcz nierealnie białe. Poniżej odtworzono świat obozu - szaro-brunat-ny, mroczny, oświetlony czasem reflektorami z wież strażniczych lub świecą. Jasność i mrok; pozornie: niebo i piekło.

Niebo okaże się kontynuacją piekła. Widmo wyrafinowanej tortury psychicznej, jakiej Liza poddała swoją "ulubioną" podopieczną, pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie (gdy przerażające wspomnienia usnęły) i miejscu (na luksusowym statku). Przeszłość budzi się w obrazach o niezwykłej ostrości. Powracają sytuacje, dźwięki, dialogi. Na scenie widzimy nie anonimowy tłum w pasiakach, lecz kobiety, które mają imiona i odrębne osobowości. Pochodzą z różnych miast Europy, mówią - śpiewają - różnymi językami (świetny pomysł Pountneya, aby uczynić tekst wielojęzycznym; aczkolwiek są w tym pewne niekonsekwencje). Mają zróżnicowane sylwetki, twarze, gestykulację - a każdą z odtwórczyń tych ról wybrano z wielką starannością, trafiając w dziesiątkę (tak j est w przypadku całej obsady).

Dla wykonawców głównych partii: Agnieszki Rehlis, Artura Rucińskiego i pochodzącej z Kazachstanu Eleny Kelessidi, występ w "Pasażerce" był z pewnością jednym z największych wyzwań w karierze.

Wydarzenia na scenie mają dwóch komentatorów - chór mędrców z księgami i niemą publiczność teatralną, w której obliczu Liza przegląda się jak w lustrze (przy nakładaniu makijażu). Partytura, skomplikowana rytmicznie, zawierająca dużo sprechgesangu, mnóstwo krótkich wejść instrumentów solo, wymaga skupionej współpracy wszystkich artystów z dyrygentem, a Gabriel Chmura przygotował spektakl perfekcyjnie. Weinberg buduje narrację muzyczną poprzez grę cytatów, parafraz, pastiszów i persyflaży. Tercet esesmanów kojarzy się z singspielami Bertolda Brechta, walc wiedeński zamienia się w kiczowatą karykaturę, dansingowa orkiestra wycina upiorną beginkę, chaconne Bacha nie odpowiada gustom rasy panów. Kiedy kontrapunktycznie prowadzonymi głosami więźniarki opowiadają, co będą robiły po wojnie, Yverte uczy Bronkę odmiany francuskiego czasownika "żyć". Śpiewa koniugację wesoło, jak piosenkę "Frere Jacqu-es" To wzruszająca fuga życia. "Pasażerka", muzyczna "fuga życia" Weinberga, tak jak poetycka "Fuga śmierci" Celana, świadczy o jednym - sztuka, czyli także opera, potrafi mówić o najtrudniejszych tematach.

Hanna Milewska
Hi Fi i Muzyka
9 grudnia 2010

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...