Gdańsk: "Halka" powojenn

otwarcie sezonu w Operze Bałtyckiej

Dziś otwarcie sezonu w Operze Bałtyckiej. 60 lat temu wystawiono na tej scenie "Halkę".

- Jestem niemile rozczarowana, że nie stałam na scenie Opery Bałtyckiej 24 sierpnia, tego dnia bowiem minęło 60 lat, od czasu gdy odbyło się tam jedno z największych w moim życiu świąt polskości. Po tylu latach niemieckiego Gdańska, w tym teatrze, miała miejsce premiera Moniuszkowskiej "Halki". Jakże znakomici artyści wzięli udział w tej inscenizacji! Nie ma już na tym świecie ni jednej osoby z tamtego zespołu. To teatr, który odszedł. Zostałam tylko ja - mówi śpiewaczka Maria Fołtyn. - W rocznicę tego wydarzenia chciałam tamten spektakl, tamtych artystów gdańskiej publiczności przypomnieć. Marzyłam, by być w Gdańsku, ale moje marzenie zlekceważono. Żal mi, że brak jest w operze gdańskiej ukochania przeszłości, tradycji. Mój jubileusz, bo przecież gdańskie wystawienie "Halki" to mój debiut, i rocznicę moich 85 urodzin świętowałam na scenie teatru w Łodzi. I to w Łodzi powiedziałam ze sceny, że dziś powinnam być w Gdańsku, bo tam wszystko się zaczęło. Tamto przedstawienie...Pamiętam łzy wzruszenia publiczności. Dziś ja ze wzruszeniem wspominam tę niezwykłą premierę... 

Historia Opery Bałtyckiej rozpoczyna się w lutym 1949, kiedy to za sprawą Iwo Galla powstaje Studio Muzyczno-Dramatyczne. 24 sierpnia tego samego roku studio wystawia swoją pierwszą premierę - "Halkę" Stanisława Moniuszki. 

Zygmunt Satanowski pisał w "Głosie Wybrzeża": Wśród solistów obsady prapremierowej wybiła się Maria Fołtyn, obdarzona dużym, bardzo ładnym głosem o dramatycznym zacięciu. Fołtynówna posiada obycie sceniczne, chwilami wydawało się, że go nadużywa. W każdym razie, jako zarzut można wysunąć nadmiar ruchu i ekspresji, nie zawsze odpowiadający charakterowi i typowi Halki. 

Premiera 24 sierpnia 1949 roku na gdańskiej scenie to debiut Fołtyn. Potem śpiewała w "Halce" ponad 250 razy na scenach w kraju i za granicą. Gdańskie przedstawienie było jednym z pierwszych powojennych wystawień słynnego Moniuszkowskiego dzieła.

"Halka" symbolizowała tęsknotę Polaków za wolnością. Na widowni znaleźli się wszyscy, którzy kochali ojczyznę i muzyków. Widzów ogarnęło nieprawdopodobne wzruszenie. Wielu płakało - wspomina artystka w autobiografii "Żyłam sztuką, żyłam miłością...". 

Do chóru zgłosiła się ponad setka amatorów śpiewaków. Ich nazwiska wydrukowane zostały w programie teatralnym. Soliści byli pierwszym powojennym rocznikiem ukształtowanym przez zawodowych pedagogów. Artystce partnerował Ryszard Ślezak (Jontek). Orkiestrę prowadził Stefan Śledziński. 

"Do pierwszej sceny wychodziłam ze środka widowni, przechodząc przez rzędy siedzących widzów - konsternacja była zupełna. Potem przeskakiwałam kanał orkiestrowy... (...) Gall prowadził aktora jak "latarką", rozświetlając nam umysły i serca. Miał wielką cierpliwość... Pomagał budować psychologiczny obraz postaci. Było to bardzo wyczerpujące, ale dawało efekt artystyczny - nadzwyczajny. Pochłaniałam tę wiedzę całą sobą. To jest zupełnie inna robota, niż wymyślanie tak zwanej "koncepcji całości", gdzie obowiązuje ustawienie wejść i zejść, rozplanowanie ansambli, zsynchronizowanie duetów i włączenie w to scenografii. Pracując z Gallem, zrozumiałam do głębi tę postać różniącą się zasadniczo od wcześniejszych - ckliwych do obrzydzenia Halek. Sentymentalnym i głupim dziewuchom wystarczyło dać krowę i parobka za męża. To załatwiało sprawę. Taka była tradycja w kontynuowaniu Moniuszkowskiej bohaterki. Wściekłam się na to i nie mogłam zrozumieć moich koleżanek. Halka u Galla, a potem u Schillera jest chłopką pełną godności, walczącą o miłość ukochanego". ("Żyłam sztuką, żyłam miłością...") 

Program z tamtego spektaklu przeleżał 60 lat w dokumentach rodzinnych aktora Zdzisława Kordeckiego, który był na tym przedstawieniu jako kilkuletni chłopiec. Cenną pamiątkę przekazał Polskiej Akademii Nauk. I to chyba jedyny zachowany program z tamtego przedstawienia.

Gabriela Pewińska
POLSKA Dziennik Bałtycki
3 października 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...