Gdy się czegoś boisz, a i tak to robisz, to wtedy jest odwaga

„Koralina" - reż. Karolina Maciejaszek - Teatr Pinokio w Łodzi

Horror dla dzieci to nadal gatunek kontrowersyjny. Nie każdy rodzic chce, aby jego dziecko w kinie lub teatrze najadło się strachu. Wnioskując z ożywionych reakcji widowni „Koraliny" sprawa wygląda nieco inaczej z perspektywy dziecka. „Koralina" w reżyserii Karoliny Maciejaszek to spektakl ekscytujący, pomysłowy, wywołujący ciarki na plecach nie tylko u dzieci.

Po raz kolejny w Teatr Pinokio serwuje pozycję odpowiednią dla widza familijnego. Widowisko początkowo wydaje się zupełnie zwyczajne. Ekstrawagancko ubrana dziewczynka przedstawia siebie, swoją historię, ekscentrycznych sąsiadów oraz rodziców. Sąsiedzi słyszą co chcą, a rodzice zdają się nie słyszeć nic. Dziewczynka przez dudniącą za oknem ulewę nieznośnie się nudzi, ojciec proponuje wyprawę badawczą wewnątrz wielkiego, starego domu. Koralina niechętnie zgadza się i trafia na tajemnicze drzwi. Tu zaczyna się niebezpieczna przygoda. Historia poprowadzona jest spójnie, napięcie stopniowo narasta, opowieść staje się coraz bardziej niewygodna, dziwna, niepokojąca aż przeradza się w niebezpieczeństwo na miarę obłędu!

„Koralina" traktuje o strachu, odwadze, małej dorosłości i samodzielności. Sprytnie przemycono garstkę edukacyjnych treści. Bohaterka wypowiada złote sentencje podsumowując wydarzenia, które pozwoliły jej zrozumieć istotne mechanizmy. Spektakl to piękna opowieść o przezwyciężaniu własnych leków, przedstawiona w sposób magiczny, wciągający i zaskakujący. A dodatkowo podchodząca do małego widza z dostateczną powagą, dorośle i rozsądnie. Jedyny moment, który może budzić zaniepokojenie u rodzica to ten, gdy kota nosi się za szyję(!).
Anna Chadaj zawarła w scenografii jej istotę. W „Koralinie" główną część stanowi dom z wielością drzwi, okienek i przejść. Dom obraca się ukazując nowe pomieszczenia eksplorowane kolejno przez dzielną bohaterkę. Zamknięto w niewielkiej przestrzeni wielki stary dom a razem z nim jego mroczne tajemnice, a właściwie posłużono się tą niewielką przestrzenią, by dotrzeć do nieograniczoności wyobraźni widza. Inspiracja filmem nie przeszkodziła w wykreowaniu opowieści w sposób wiernie teatralny. Wykorzystano pełnię możliwości jaką daje ciemność, klasyczne tricki sceniczne zbudowały aurę niesamowitości, niemal zahipnotyzowano swoich małych widzów. Liczne pieski rasy terier wyprowadzane przez panie Spink i Forcible wyglądają jak żywe, a pionowe łóżko i gęsta mgła dopełniają widowisko. Muzyka Łukasza Borowieckiego stanowi bardzo mocny akcent. Buduje charakter poszczególnych scen przeskakując między gatunkami od bluesa po melodie cyrkowe. Niepokojące dźwięki potęgują wrażenie napięcia, nerwowości.

Kreacje aktorskie są intensywne, esencjonalne. Widać w nich dystans i zamiłowanie do cudaczności, wyjątkowości. Z przyjemnością śledzi się żonglerkę umiejętnościami aktorsko wokalnymi z komediowym zacięciem. Wspaniałe, ekscentryczne, zabawne a jednocześnie upiorne. Czego chcieć więcej?

Dorośli widzowie mają okazję zaśmiać się z uwag o sztuce wykrzykiwanych przez Spink i Forcible, odczytać podwójnie kodowane treści, życiowe morały i nawiązania do literatury czy klasyki teatru. Spektakl wieńczy wzruszająca scena finałowa, która nie byłaby taka sama, gdyby nie to co się wydarzyło. A o tym wiedzą tylko wybrani, Koralina i widzowie mają swoją tajemnicę! Przy tym, co przeżyliśmy, pierwszy dzień szkoły to nic!

„Koralina" ma w sobie magię, ale warto usiąść z tyłu, dzięki temu doświadczyć więcej. Dla dorosłego widza spektakl stwarza bowiem dodatkową atrakcję. Pozwala obserwować spontaniczne zachowania widzów, ich szczere, żywiołowe odruchy. Dzieci chłoną każdą chwilę, naturalnie i błyskawicznie odpowiadając na sztukę. Gdy Koralina parodiuje swoich rodziców maluchy śmieją się w głos, w Cyrku Skaczących Myszy tańczą, a kiedy nie mogą dostrzec, co dokładnie dzieje się na scenie, ochoczo wstają wyciągając szyje niczym małe, ciekawskie żyrafy. Rozczulająco i trafnie wskazują drogę pełnego uczestnictwa w spektaklu, autentycznego i aktywnego bycia ze sztuką. Kiedy potrzeba ochotnika na sali w jednej chwili pojawia się las rąk. Do ostatnich minut spektaklu mali widzowie wiernie, z całą uwagą oddają się teatrowi. W ten sposób recenzują go lepiej niż jakikolwiek krytyczny tekst. Można by się od nich uczyć!

Katarzyna Drab
Dziennik Teatralny Łódź
2 stycznia 2019

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia