Gdybym nie odziedziczyła poczucia humoru...

Gdybym nie odziedziczyła poczucia humoru, trudno byłoby wytrzymać.

Joanna Szczepkowska to aktorka nietuzinkowa. Znana jest z wielu znakomitych ról teatralnych i filmowych, ale też z jasno i bezkompromisowo wyrażanych poglądów, którymi podzieliła się z mieszkańcami Szczecina.

Joanna Szczepkowska przyjechała do Szczecina ze swoim monodramem "Goła baba". Monodram, a raczej "monokomedia", napisana przez Joannę Szczepkowską grana jest od 1997 roku na scenach całej Polski i w wielu innych krajach. Aktorka gra dwie zupełnie różne kobiety rywalizujące ze sobą jako artystki. Każda z nich rozumie swój zawód inaczej -jedna "idealistka" uprawia sztukę "nieskażoną", czyli koncert gry na ciszy, wymagający specjalnego stanu ducha publiczności, druga to uosobienie szmiry i bezczelności, a jej "sztuka" to prymitywne dowcipy i beznadziejny, pośpieszny streaptease. Obie nawiązują kontakt z publicznością, która nie może pozostać bierna. Spektakl dzieje się tu i teraz, publiczność jest istotnym bohaterem, przez co każde przedstawienie nabiera innego wymiaru. Niespodziewana pointa sztuki stawia widza przed pytaniem: czy to z czego się zaśmiewał nie jest też ludzkim dramatem?

Spektakl przez ponad 20 lat trochę się zmienił, ponieważ Polska też się zmieniła i autorka ma nowe obserwacje, które sukcesywnie wprowadza do sztuki.

Dzień przed spektaklem Joanna Szczepkowska w Starej Rzeźni spotkała się z mieszkańcami Szczecina i opowiadała o sztuce, teatrze i swojej obecności w życiu publicznym.

Teatr Na Dole

Joanna Szczepkowska jest znana z wielu ról filmowych i teatralnych. Zadebiutowała jeszcze w czasie studiów w spektaklu "Trzy siostry" w Teatrze Telewizji. Pierwszy raz na małym ekranie wystąpiła w serialu telewizyjnym "Czterdziestolatek" (w odcinku l) w reżyserii Jerzego Gruzy do scenariusza reżysera i Krzysztofa Teodora Toeplitza. W 1975 ukończyła studia w PWST w Warszawie i zagrała w filmie "Con amore" (reż. Jan Batory). Za tę rolę dostała w 1976 nagrodę za najciekawszy debiut.

W latach 1975-1981 była aktorką Teatru Współczesnego w Warszawie, a w kolejnych latach Teatru Polskiego (1981-1988) i Teatru Powszechnego (1988-1992 i od 2000). Stworzyła kreacje dramatyczne (m.in. w "Romeo i Julii", "Królu Learze", "Wujaszku Wani", "Zdaniem Amy") oraz komediowe ("Śluby panieńskie", "Lekcja", "Wesołe kumoszki z Windsoru"). Zagrała również w kilkudziesięciu spektaklach Teatru Telewizji (m.in. "Skiz" Gabrieli Zapolskiej).

Od kilku lat jest aktorką niezależną.

- Od wielu lat czułam się uwikłana w pewną estetykę. Nie ze wszystkim się dobrze czułam - mówi Joanna Szczepkowska. - Zrezygnowałam z etatu w teatrze. Pomyślałam, że muszę coś zrobić. Teraz albo nigdy. Nie jestem osobą zamożną, więc nie mogłam sobie kupić teatru. Szukałam czegoś do wynajęcia. W centrum miasta na podwórzu stała mała chatka. Mam 5 sztuk swojego autorstwa i chciałam je wystawiać. Chatka była idealna. Zapoznałam się z młotkiem i zaczęłam przygotowywać małą scenkę. Jak przyszli pierwsi widzowie, jeszcze wycierałam ręce z kleju. Teatr działa w każdą środę i wtedy się czuję na swoim miejscu. Czasami gram tylko dla trzech osób, ale jestem szczęśliwa.

Bojkot Szczepkowskiej

Joanna Szczepkowska zawsze głośno mówiła to, co myśli. Dlatego stała się niepopularna w pewnych środowiskach. Ma swój światopogląd, ale trzyma się kurczowo jednej opcji, jeśli uważa, że coś jest nie tak, mówi o tym. To czasami prowadzi do paradoksów. Zarzuty do niej mają środowiska prawicowe, lewicowe i liberalne. Wychowywana w środowisku artystycznym, zawsze akceptowała środowisko LGBT, a jednak w pewnym momencie została uznana przez to środowisko za homofobkę. To jest paradoks.

- Nie jestem dobrze widziana ze względu na swoje poglądy, które nie dopuszczają zajęcia terenów kulturowych przez skrajną lewicę - mówi Joanna Szczepkowska. - Cokolwiek zrobiłam ze strony artystycznej, nie było to powszechnie nagłaśniane. Cokolwiek zrobiłam skandalicznego, było to nagłaśniane. To miało na celu stworzenie mojego wizerunku osoby, która nic innego nie robi tylko wywołuje skandale.

Aktorka uznała też, że w obecnych czasach nie wypada występować w telewizji publicznej, podobnie jak nie występowano podczas stanu wojennego. Z zasady nie gra w serialach, z zasady nie gra w reklamach, z zasady nie gra w teatrach telewizji. Jednak w tej kwestii środowisko jest bardzo podzielone. Dużo bardziej niż w stanie wojennym. Według niej aktor, który pokazuje swoją twarz w telewizji pomiędzy programami, w których się mówi nieprawdę, swoją twarzą reklamuje tę telewizję.

Ale to nie oznacza, że fantastycznie jej się układa z innymi stacjami telewizyjnymi.

- 5 lat temu stanęłam przed trudnym wyborem. Współpracowałam z jedną stacją telewizyjną od wielu lat i ta stacja wyprodukowała na mój temat reportaż, w którym nie było ani słowa prawdy - mówi Joanna Szczepkowska. - Wiedziałam, że to jest koniec mojej obecności przed kamerami. Zastanawiałam się, co dalej zrobić. Wytoczenie procesu tej stacji uważałam za swój obywatelski obowiązek, ponieważ to by pokazało, że telewizja nie może postępować w taki sposób. Nie może pokazywać nieprawdy. Wytoczyłam proces, który wygrałam po pięciu latach. Ale wygrana przysporzyła mi też wrogów. Okazuje się, że człowieka, który wygrywa, mogą spotkać ciosy z różnych stron. I trzeba to wytrwać. Są momenty załamań i trzeba zawsze zdawać sobie z tego sprawę.

Liberałowie i inni

Aktorce mocno dostaje się od liberałów, którzy znoszą krytykę równie słabo jak konserwatyści.

- Klimat liberalny jest bardzo dobry, ale ma swoje wady. Jedną z nich jest wychowywanie młodzieży bardzo konsumpcyjnie. Młody człowiek powinien być nastawiony na własną karierę. I teraz młodzież musi robić te kariery. Młodzi ludzie naprawdę rozmawiają głównie o swoich karierach i to jest konsekwencja - mówi aktorka.

Co z tą polityką

Na spotkaniu nie mogło zabraknąć pytań o politykę. 28 października 1989 w Dzienniku Telewizyjnym powiedziała: "Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm". Zdanie to stało się symbolem zmian, jakie nastąpiły w Polsce po wyborach parlamentarnych w 1989, pierwszych wolnych (częściowo) wyborach od zakończenia II wojny światowej.

Takie zdania jednak wymagają odwagi.

- Odwaga zawsze polega na tym, żeby zachować się zgodnie z własnym sumieniem - mówi Joanna Szczepkowska.

- To nie dotyczy tylko polityki. Czasami mamy wątpliwości wobec czegoś, co się dzieje, i wtedy wycofujemy się i idziemy własną ścieżką. Odwaga często bardzo kosztuje. Chyba łatwiej jest być odważnym w grupie. Gorzej, kiedy odwaga generuje samotność.

Aktorka znana jest z tego, że często bywa na manifestacjach w obronie wolności i demokracji. To dlatego, że uważa, że jedynym narzędziem, które może spowodować jakąkolwiek zmianę jest ulica.

Szczecinianie chcieli też wiedzieć jak aktorka widzi przyszłość Polski i dzisiejsze spory polityczne.

- Jak spojrzymy na historię Polski, to we wszystkich ruchach niepodległościowych były konflikty. Przy powstaniach były ogromne dylematy wewnętrzne - mówi Szczepkowska. - Już teraz powinniśmy rozmawiać o tym, jakiej chcemy Polski. W 1989 roku nie było takich rozmów, wszyscy myśleli tylko o tym, jak rozwalić system, a nie jaka ma być Polska. Trzeba być kreatywnym, a nie burzącym.

Aktorka jest też przeciwniczką przemocy fizycznej, której ostatnio jest coraz więcej na ulicach i manifestacjach. Według niej wszelka fizyczna akcja jest walkowerem. Z takimi rzeczami nie należy się godzić. Przemoc fizyczna zawsze działa przeciwko nam. Znacznie większe wrażenie robi milczący tłum.

- Gdybym nie odziedziczyła po ojcu poczucia humoru, nie dałabym rady tego wszystkiego wytrzymać - podsumowuje aktorka.

Małgorzata Klimczak
Głos Szczeciński
9 marca 2019

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia