Gdzie jest bohater?

"Osama bohater", Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

"Osama bohater" w łódzkim teatrze im. Stefana Jaracza rozczarowuje. Zastanawiające jest dlaczego adaptacja sceniczna dramatu Dennisa Kelly, sprawia wrażenie niedokończonego dzieła. Trzyktowy spektakl, postrzega się jako niespójną całość. Akty wydają się być odrębnymi epizodami, które są ze sobą powiązane w niewielkim stopniu. Pojedynczo, każdy z nich ma jednak swoje mocne strony.

W pierwszym akcie możemy znaleźć ciekawy sposób na zapoznanie widza z fabułą i bohaterami. Jednocześnie przyglądamy się rozmowie rodzeństwa Francis i Louise, potajemnej schadzce Mandy i Marka, w której wykorzystano kamerę wideo (dzięki której możemy „podglądać” sposób widzenia świata przez mężczyznę) i jednocześnie monologowi Gary’ego, który niestety brzmi jak hiphopowy kawałek rapującego aktora.

Drugi akt jest najlepszym i najciekawszym punktem całego spektaklu. Widzimy wrak samochodu podwieszony pod sufitem garażu, do którego przenieśliśmy się razem ze wszystkimi bohaterami. Jesteśmy świadkami niezwykle realistycznego samosądu na niewinnym nastolatku. Na słowa uznania niewątpliwie zasługuje tutaj naprawdę dobra gra aktorów: Matylda Paszczenko (Louise), która ze skrzywdzonej „małej dziewczynki” staje się bezwzględną kobietą, Michał Staszczak (Francis) kreuje stereotypowego starszego brata chroniącego siostrę, który w chwili realnego zagrożenia traci swoją pewność siebie i odwagę, Mariusz Siudziński (Mark) przedstawia mężczyznę w fazie kryzysu, którym rządzą erotyczne marzenia i chęć zaimponowania pięknej nastolatce (Mandy), którą gra Ewelina Gnysińska, przekonując widza o niedojrzałości i głupocie młodych dziewczyn. Radosław Osypiuk (Gary) bardzo dobrze poradził sobie z odegraniem zastraszanego i przerażonego nastolatka. Widz może bardzo dużo wynieść z tej sceny, przekonując się jak łatwo człowiek poddaje się żądzy zemsty i staje się nieludzkim tyranem umiejącym bezlitośnie ranić, aż w końcu zabić niewinnego. Przerażające jest, jak łatwo potrafimy poddać się sile mediów, zaufać im i nie słyszeć prawdy z ludzkich ust.

Trzeci akt, składający się z czterech monologów, jest niestety mało ciekawy. Słyszymy dość oczywiste, bo wynikające z fabuły, wyrzuty sumienia bohaterów, na których przedstawienie sceniczne najprawdopodobniej nie było pomysłu. Przez 15 minut, patrzymy na czterech aktorów, którzy wpatrzeni w widzów próbują usprawiedliwić swój czyn. Każdy z osobna brzmi bardzo poruszająco zwłaszcza w wydaniu tak doskonałych aktorów, jednak odgrywane razem wprowadzają niezwykły chaos.

Walorem spektaklu jest scenografia, skromna, ale jednoznaczna. Ściana imitująca wnętrze garażu doskonale sprawdza się również jako znak statusu społecznego bohaterów. Wrażenie robi wrak samochodu pojawiający się w drugim akcie, co potwierdza że oto teraz jesteśmy w zniszczonym po podpaleniu garażu. Muzyka jest zsynchronizowana z akcją i jej tematyką, tak samo jak bardzo dobre operowanie światłem, które tworzy atmosferę wydarzeń.

Zastanawiające jest dlaczego wystawienie dramatu, który otrzymał nagrodę Meyer-Whitworth\' a nie zachwyca. Może w tym wypadku ważniejsze jest, co pomyśli widz? Jakie wnioski wyciągnie i jakie będą jego przemyślenia? Spektakl jest nasycony okrucieństwami dzisiejszego świata, jego brutalnością i degradacją. Pedofilia, terroryzm, bezprawie, dominacja mediów „mówią” do nas ze sceny, żeby uświadomić nam, co się dzieje wokoło i jak trudno musi być młodemu człowiekowi, skoro na współczesnego bohatera wybiera Osamę bin Ladena.

Agata Siuta
Dziennik Teatralny Łódź
27 grudnia 2008

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...