Gdzie jest teatr dzisiaj?

"Garderoba" - reż: Miro Prohozka - Teatr BARAKAH w Krakowie

Miro Prohazka jako syn aktorki napisał "Garderobę" na podstawie własnych doświadczeń. Zaglądał za kulisy, był świadkiem aktorskich rywalizacji, garderobianych kłótni i radości. Dziś - w trakcie dyskusji o stanie polskiego teatru i kultury - spektakl ten zyskuje dodatkowe piętro aktualności

„Garderoba” to pokazanie teatru „od środka”, z perspektywy aktorów, którzy nie są już niegdysiejszymi kapłanami, niosącymi narodowi wielkie idee poprzez sztukę, lecz stanowią jeden z trybików teatralnej machiny. Najbardziej intrygująca w spektaklu jest jego przewrotność – twórcy jednocześnie krytykują dzisiejszy stan teatru, jak i wykpiwają minione wielkie oczekiwania, co do jego roli. Dwie aktorki czekają na próbę spektaklu z wielkiego romantycznego repertuaru, lecz mówią o nierozumieniu tekstu, a ich próba „wejścia w rolę” jest wykoślawiona, zarysowana grubymi gestami i zbędnym patosem. Czas w garderobie poświęcają na odegranie różnych scen z życia teatru – przede wszystkim dowcipnych, przerysowanych, ale i ckliwych czy sentymentalnych. Bywają wśród nich i fragmenty słabsze, jednak całość spaja się w spójny rytm i unika monotonni. Głównym zabiegiem jest tu ciągłe sterowanie emocjami widza – aktorki nie pozwalają mu w żadną popaść na dłużej. Gdy opowiadają o melancholijnych sytuacjach, zaraz przełamują to rubasznym żartem, gdy odgrywają niektóre zachowania zbyt dosłownie, kończą to mądrą puentą. Nie ma miejsca na wydawanie osądów i jednostronne spojrzenie – również na same aktorki. 

„Garderoba” wyśmiewa wszystkich: i „wielkich” reżyserów, przekonanych o swojej artystycznej mocy, i aktorów, dla roli gotowych zrobić dosłownie wszystko, i reżyserów miałkich, i współczesne teksty, i teatralne zaplecze. Nikt nie zostaje oszczędzony, nikt w tej grze nie jest prawdziwie „czysty”. Echo dowcipnej krytyki zyskuje na powadze, odbite od pustych krzeseł i surowych ścian piwnicy Klezmer Hois. Paradoksalnie, jest to dużą siłą spektaklu. Nie ma tu blichtru narodowych scen, wielkiej polityki, artystowskiego grania. Nie ma ani patosu, ani banalności. Jest sedno teatru – aktor i widz. W dniach, w których odbywa się dyskusja na gruncie politycznym o pakcie kultury i w których odbywają się liczne kłótnie na temat stanu polskiego teatru i zadań aktora (kapłan czy komediant?) „Garderoba” zyskuje na aktualności. Spektakl jednak nie nawiązuje do tego nachalnie, jakby mimochodem zabiera głos w rozmowie, wskazując, jakie niedociągnięcia ma dzisiejszy teatr widziany od wewnątrz.

„Garderoba” to jednak przede wszystkim znakomity duet aktorski. Lidia Bogaczówna i Beata Wojciechowska odsłaniają cały wachlarz teatralnych chwytów i różnorodnych scenicznych emocji, jakby próbowały się „sprzedać” widzowi – w podobny sposób, w jaki czyni to w pierwszych sekwencjach jedna z aktorek wobec reżysera. Można ten spektakl odczytywać jako aktorski popis i teatralną rozrywkę w najlepszym wydaniu, można jednak patrzeć głębiej. Postawione pytanie brzmiałoby wówczas: gdzie jest teatr dzisiaj? Odpowiedź brzmi: w piwnicach Klezmer Hois.

Magdalena Urbańska
Dziennik Teatralny Kraków
26 maja 2011

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...