Gdzie jesteście gospodynie, policjantki, aktorki...?

"O mężnym Pietrku i sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych" - reż. Wiktor Rubin - Teatr Polski w Poznaniu

W większości książek Maria Dulębianka, malarka i wojująca feministka, przedstawiana jest jako "wieloletnia przyjaciółka" i opiekunka Konopnickiej. Choć prawdziwa natura ich relacji nie budzi wątpliwości, podręczniki bez subtelności wycinają homoseksualizm z życiorysu autorki "Roty". W przedstawieniu Wiktora Rubina "O mężnym Pietrku i sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych" wypolerowany historycznoliteracką powagą pomnik Konopnickiej, zostaje zabrudzony wciąż społecznie kontrowersyjnym wątkiem lesbijskiej miłości.

Spektakl rozpoczyna się filmową dokumentacją wycieczki do lwowskiego archiwum. Ubrane w sceniczne kostiumy z epoki Konopnicka i Dulębianka wertują zapiski w poszukiwaniu śladów swojego wspólnego życia. Odwiedzają też cmentarz, obserwują pomniki poetki. Sekwencje filmowe pojawiają się w spektaklu parokrotnie, łącząc historię obu kobiet ze współczesnością.

Pod pretekstem uroczystości na cześć Konopnickiej, widzowie poznają kilka istotnych postaci z życia poetki: córki - Zosię i Helenę, kochanka - Maksymiliana Gumplowicza, śpiewaczkę operową Mabele Batten i jej partnerkę Marguerite Radclyffe Hall. W otoczeniu skromnej scenografii, na którą składają się głównie krzesła i drewniane szafy, bohaterki przełamują tabu kobiecej miłości i przeciwstawiają się obyczajowej sztywności. Wszystkiemu przygląda się z góry wielki pluszowy orzeł w koronie.

Poruszając kwestie prywatne i zawodowe, twórcy spektaklu uwypuklają wewnętrzne rozbicie poetki, przez które nie potrafi jednotorowo kierować swoim życiem. Orędowniczka polskości, namaszczona na wieszczkę Konopnicka, męczy się i jednocześnie pławi swoim statusem. Starając się zadowolić wszystkich, stroni od jednoznacznych sądów i gestów. Nie umie i nie chce być radykalna, więc trzyma się swojej roli narodowego sztandaru. Czyni to jednak z dystansem. Zarówno podniosłe, jak i sielankowe utwory pisze w odpowiedzi na społeczne zapotrzebowanie. Honorarium pozwala jej na zachowanie niezależności finansowej, o czym dowcipnie wspomina, opisując sukienkę "kupioną za Naszą szkapę".

Reżyser oraz odpowiedzialna za dramaturgię Jolanta Janiczak malują portret odbiegający od standardowego ujęcia polskiej poetki. Wprowadzając na scenę Helenę - najmłodszą córkę Konopnickiej, wydrapali rysę na jej pomniku matrony bezgranicznie oddanej swojemu licznemu potomstwu. Bez ogródek i subtelności poetka obwinia i rozlicza córkę oraz żali się na ograniczenia wynikające z życia rodzinnego.

Drugie dziecko Konopnickiej - Zosia, pojawia się na scenie jako mężczyzna. Piastunka literackiej spuścizny swojej matki, odkurza pluszowego orła i poprawia koronę na jego głowie. Konserwatywna, niszcząca prywatne zapiski Konopnickiej córka, otrzymała na scenie męską płeć za swoją patriarchalną postawę względem życia i twórczości matki.

Padają słowa, że Zosia jest sobowtórem autorki Roty, choć odnoszę wrażenie, że po trosze te słowa można odnieść do każdej z postaci scenicznych. Niezdecydowana i bierna wobec powszechnego uwielbienia Konopnicka, jawi się na scenie jako wiązanka wielu osobowości i poglądów, w której każda z cech naprzemienne wiedzie prym.

Konopnicka zostaje rozliczona przez twórców, choć nie w sposób podły czy prześmiewczy. Z ust bohaterek padają mocne słowa nawołujące do wykorzystania swojej uprzywilejowanej pozycji i podjęcia działania. Największym jednak zarzutem wobec poetki jest pominięcia Dulębianki w jej twórczości i życiorysie.

Historia Konopnickiej staje się pretekstem do ukazania skali społecznej i politycznej opresji, z którą od wieków muszą mierzyć się osoby nieheteronormatywne. W odpowiedzi na patriarchalną dyktaturę, bohaterki spektaklu walczą o całkowitą emancypację z krzywdzących norm społecznych i seksualnych. Ich wizje świata są radykalne, a momentami wręcz antymęskie. Nie ma tu mowy o społeczności LGBT, w której do każdego lesbijskiego postulatu dopisywani zostają mężczyźni i osoby transpłciowe czy niebinarne. Twórcy spektaklu podrzucają sugestię różnic między punktem widzenia homoseksualnych mężczyzn a perspektywą homoseksualnych kobiet. Podkreślają, że lesbijki, w przeciwieństwie do gejów, mierzą się z podwójnym wykluczeniem: rezerwą wobec ich orientacji seksualnej oraz lekceważącym stosunkiem społecznym do płci żeńskiej. Za pomocą odmiennych postaw bohaterek, Janiczak i Rubin ukazują różne sposoby sprzeciwu wobec patriarchalnej opresji. Mocno naznaczony w spektaklu radykalny feminizm jest strategią emancypacyjną Radclyffe Hall, która nawołuje do wytworzenia bezpiecznego, ale hermetycznego podziemia. Z kolei Dulębianka celuje między oczy heteronormatywnego społeczeństwa jawną walką o prawa i godność kobiet. Przedstawione na scenie sytuacje zanurzone są w kontekście historycznym, jednak w zatrważającej większości, omawiane problemy widoczne są także dzisiaj.

Twórcy nie ubierają swojego spektaklu w niedomówienia i subtelności. Nazywają problemy po imieniu, precyzyjnymi słowami oraz gestami. Wiele tu mocnych, ryzykownych scen, które przez swoją bezkompromisową wymowę i formę dobitnie ukazują skalę adekwatności omawianych na scenie problemów. Wyraźnie ukazuje to fragment, w którym Radclyffe Hall strzela do pluszowego orła, odbiera mu koronę, a następnie bezpruderyjnie paraduje w niej po scenie. Odważne fragmenty dalekie są jednak od pustej kontrowersji. Brak tu szokujących zagrywek żerujących na powadze tematu. Wszystko: od świateł, scenografii i kostiumów po tekst i aktorstwo jest tu doskonale wyprofilowane. Nie ma w spektaklu złych momentów, przesady, tandety ani nudy.

Na osobną pochwałę zasłużyła Jolanta Janiczak, która odpowiadając za dramaturgię spektaklu, świetnie sprawdziła się w roli portrecistki Konopnickiej. Rozbudowała suchą faktografię życia poetki o domysły i hipotezy wypełnione szerokim spektrum emocji, jakimi z pewnością przesycone były jej prywatne i zawodowe relacje. Często wypowiedzi bohaterek celnie i dobitnie punktowały heteronormatywne dogmaty obyczajowe i polityczne poprzednich wieków. Językowa precyzja Janiczak w połączeniu z wielością zastosowanych przez nią technik literackich, tworzą nie tylko solidne rusztowanie przedstawienia, ale także budują dzieło autonomicznie wartościowe. Dramaturżka stworzyła dynamiczną, zręcznie oplecioną kontekstami literackimi oraz społecznymi narrację, a także wykopała grunt pod niebanalne kreacje aktorskie. Spójna, dobrze warzącą napięcie kompozycja tekstu, pozwoliła wykonawcom przedstawienia na sceniczny rozmach, który sprawdził się właściwie we wszystkich scenach.

Mierząca się ze skrajnym niezdecydowaniem Konopnicka ostatecznie podejmuje wątek zaangażowania. Ustami poetki przemawia już nie wieszczka, ale kobieta domagająca się swoich praw. Wyautowana poetka kieruje prośby i żądania w stronę publiczności. Zwraca się do ciotek, służących, policjantek, gospodyń, intelektualistek i reszty kobiet, które zachęca do ujawnienia. Bez zbędnych uników bohaterki przyjmują zdecydowane stanowisko, w kwestii stale wymagającej wspólnego głosu.

Spektakl właściwie w każdym aspekcie wypada znakomicie, więc tym bardziej przykre okazały się skromne, pozbawione entuzjazmu oklaski. Ze sceny można grzmieć i krzyczeć, ale co z tego, jeśli niewielu chce słuchać? Zapowiadając spektakl twórcy zadawali pytanie "jakim głosem mówiłaby dzisiejsza Konopnicka?". Zderzając kontekst historyczny z aktualnymi walkami o Marsze Równości i Tęczowe Piątki, obawiam się, że współczesna Konopnicka mogłaby chcieć chować się za swoim pomnikiem równie niepewnie jak dawniej. A może właśnie dlatego warto konsekwentnie powtarzać słowa scenicznej Konopnickiej: "gdzie jesteście gospodynie, policjantki, lekarki, aktorki..."?

Julia Niedziejko
kultura.poznan.pl
6 listopada 2018
Portrety
Wiktor Rubin

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia