Gdzieś indziej

"Kazimierz i Karolina" - reż. Jan Klata - Teatr Polski we Wrocławiu

W scenerii galerii handlowej rozgrywa się spektakl o konsumenckiej władzy i samokontroli. I polska wersja bitwy: każdy z każdym

Sztuka „Kazimierz i Karolina” Ödöna von Horvátha dzieje się w środowisku międzywojennych drobnomieszczan. Jan Klata umieścił ją w przestrzeni współczesnej polskiej galerii handlowej, z fontanną i plastikowymi palmami. Wszystko się zgadza: dziś znów, jak niemal przed stu laty, świat dopadł ekonomiczny kryzys, płotki z gatunku tytułowych bohaterów tracą pracę, a rekiny unoszą się w zeppelinach albo innych statkach powietrznych. „Zgadza się” jednak przede wszystkim język: bohaterowie dramatu, błyskotliwie spolszczonego przez Monikę Muskałę, mówią językiem raz potocznym, pozbawionym ornamentów, kiedy indziej mocno zadłużonym w językowych kliszach, groteskowym – w sumie: nośnym i współczesnym.

Klata w Teatrze Polskim we Wrocławiu robi z tego użytek. Spektakl prowadzi brawurowo, w konwencji bliskiej slapstickowej komedii: z czytelnymi (do przesady) rysunkami postaci, dialogami skrzącymi się łatwym dowcipem, z szeregiem muzyczno-tanecznych atrakcji. Dobrze pracuje pomysł, by rzecz umiejscowić w galerii handlowej. Blichtr i tandeta, przy pozorach nowoczesności i jakości, stanowi smutny, celny kontrapunkt dla scenicznego dowcipu. Iluzja konsumenckiej władzy i samokontroli jest z kolei dobrym komentarzem do życia bohaterów, o którym można powiedzieć tyle, że zawsze toczy się wedle scenariusza napisanego przez kogoś innego.

Zarazem galeria handlowa to przestrzeń w szczególny sposób „demokratyczna” i eklektyczna, nie tylko dlatego, że – jak mówi jeden z bohaterów – spotykają się tutaj sprzątaczka z prezesem. Przede wszystkim dlatego, że na równych prawach sąsiadują w niej towary najrozmaitszej maści: obok ekspozycji ludzkich zwłok polska tradycja narodowowyzwoleńcza (przywołana w szwoleżerskich przyśpiewkach); obok galerianek na wrotkach kostiumy Żydówek z getta (w które galerianki przebierają się dla perwersyjnej zachcianki sponsora). Klata tu i ówdzie wtrąca Horváthowi swoje trzy grosze, w efekcie historię Kazimierza, który stracił pracę, i Karoliny, która we flircie z prezesem szuka awansu, nasyca polską, aktualną specyfiką.

Wszystko gra, zazębia się, albo – i to są lepsze momenty – działa na zasadzie dysonansu, zgrzytu. I choć jest to dobra, ciekawa, świetnie zagrana inscenizacja – spektakl pozostawił we mnie niedosyt.

Marcin Kościelniak
Tygodnik Powszechny
27 października 2010

Książka tygodnia

Sześć opowieści o tym, jak godnie przeżyć życie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Tomasz Kaczorowski

Trailer tygodnia