Gen doświadczenia pięciu tysięcy lat

"Kupiec wenecki. Shylock się nazywam" aut. Howard Jacobson - Wydawnictwo Dolnośląskie

Książki brytyjskiego pisarza i dziennikarza, laureata nagrody Man Broker Prize, Howarda Jacobsona nasycone są komizmem i często obrazują środowisko brytyjskiej żydowskiej mentalności.

Kolejną charakterystyczną cechą jego twórczości powieściowej jest w głównej mierze prowadzenie, przez stworzone przez niego postaci, rozmów związanych z religią, tożsamością, światopoglądem i sztuką. A ich poziom świadczy o niezwykłej erudycji rozmówców. Ale nie tylko. Poruszane tematy wywołują gorącą dyskusję, a to dlatego, że prezentują odmienne stanowiska.

Tak jest i w przypadku powieści „Shylock się nazywam", w której cel pisarza zostaje osiągnięty, ponieważ do rozmowy włącza się i sam czytający, zajmując tym samym określone stanowisko wobec przedstawianych poglądów. Dyskurs ten, prowadzony przez pisarza w swojej twórczości od lat, w tej książce przybrał postać prawdziwego starcia intelektualnych gigantów, jakimi niezawodnie jest Strulovitch oraz Shylock. A przy tym dyskusje te nie są pozbawione humoru słownego i sytuacyjnego. I relacje pomiędzy kobietami a mężczyznami są tu, podobnie jak w innych książkach Jacobsona, bardzo istotnym elementem fabuły.

Howard Jacobson, podobnie jak we wcześniejszych swych książkach, tak i w tej, pisze o tym, jak silną motywacją w postępowaniu człowieka jest wyznawana wiara i wyjaśnianie świata poprzez filozofię w relacji do Boga. A przede wszystkim poprzez głównych bohaterów opisuje to co dzieli i łączy chrześcijan oraz żydów. Kilkaset lat po napisaniu przez Williama Szekspira „Kupca weneckiego" emocje te są nadal bardzo silne i bardzo żywotne.

Kluczem do zrozumienia tego dyskursu prowadzonego niemal na każdej stronie książki są słowa samego pisarza. – „Mam w sobie żydowski rozum i inteligencję. Odczuwam związek z przeszłością. Żyd nosi w sobie doświadczenia pięciu tysięcy lat (kwestia ta ma ogromne znaczenie również i w książce), co tworzy poniekąd i specyficzny humor żydowski". Do tego trzeba by dodać, że i niektóre powiedzenia żydowskie, odnoszące się do ich kultury, jak na przykład „Oj gewalto, jesteśmy na Rialto" są tylko zrozumiałe dla nich samych. A wypowiada je Beatrice Strulovitch do swego kochanka, goja Gratana, który nie pojmuje jego sensu i odniesienia do określonej sytuacji. I jest to jedna z „barier" dzielących świat, w którym żyją.

Pora jednak na to, by bliżej przedstawić głównych bohaterów powieści - Strulovitcha i Shylocka. Obaj panowie spotykają się zimą na cmentarzu. Pierwszy ogląda niedawno położoną płytę na grobie zmarłej niedawno matki, a drugi, stojąc nad grobem swej żony Lei, wiedzie z nią, jak co dnia, rozmowę. Obaj panowie poznają się i Shylock z czasem wchodzi w życie rodzinne Strulovitcha. A nie jest ono spokojne. Kilkunastoletnia córka Beatrice zakochuje się co rusz w innym chłopaku. Ostatnim jest piłkarz Gratan, goj, który wykonał publicznie gest hajlowania, czym wywołał prawdziwy skandal. A że Strulovitch domniemywa, iż obydwoje mają względem siebie poważne zamiary, gotów, choć z bólem serca, jest oddać mu córkę za żonę. Jest tylko jeden warunek. Gratan musi poddać się obrzędowi obrzezania. I to jest ten niewiarygodnie delikatny i aksamitny „kawałek mięsa", znany nam wcześniej ze sztuki Szekspira „Kupiec wenecki". Howard Jacobson tak konstruuje ten wątek, wplatając do niego znacznie wcześniej zwariowaną parę – celebrytkę Prulabell i jej przyjaciela D'Antona, inkrustuje go takimi niedomówieniami i tajemnicami, że finał zdarzeń jest naprawdę zaskakujący! A jest nim cudownie skonstruowana puenta wyrażona cytatem z Szekspira – „Już ja zapłacę waszej całej zgrai", pochodząca z „Wieczoru Trzech Króli" w tłumaczeniu Piotra Kamińskiego.

Niewątpliwie powieść „Shylock się nazywam" jest napisana bardzo inteligentnym językiem, odwołuje się do światowego i żydowskiego dziedzictwa kulturowego. Pokazuje wnętrze żydowskiego świata, wzajemne powiązania i poczucie humoru. Wspomniana już powyżej dyskusja wiedziona przez Strulovitcha i Shylocka skłania czytelnika do wielu refleksji, tłumaczy to, czego dotąd nie wiedział i odsłania wiele mechanizmów, które po kilkuset latach pozostały takie same. A przy tym, czasami długie, ale za to pełne humoru rozmowy prowadzone przez dwóch starych mężczyzn, tworzą centralne miejsce powieści. Skupiające na sobie uwagę czytelnika. I oddające wiele szekspirowskich refleksji.
Wypada tu podkreślić styl, jakim posługuje się Howard Jacobson. Czyta się powieść wybornie, podążając za skojarzeniami, dywagacjami nad światem i sztuką. Wypada też podkreślić wspaniale poprowadzoną charakterystykę współczesnego społeczeństwa brytyjskiego. Która jest niczym innym jak jego satyrą.

Już pierwsze zdania, przedstawiające cmentarz, a w nim dwóch samotnych mężczyzn, nasycone są tak charakterystyczną dla pisarza ironią i zwiastują język nasycony humorem. W zasadzie, jak się później czytelnik przekona, obaj różnią się od siebie pod wieloma względami. Obaj mają odmienne poglądy. Jednak, kiedy rozmawiają ze sobą, podejrzewa się chwilami, że jeden jest alter ego drugiego i dialog ten wiedzie sam z sobą. Na temat żydowskiej tożsamości, jej obecności w kulturze, pielęgnowanych od wieków zwyczajów.

Warto też zwrócić uwagę na pracę tłumacza Łukasza Witczaka. Zachwyca przełożeniem błyskotliwego, pełnego ironii i humoru stylu Howarda Jacobsona. Oddaje w pełni clou prowadzonych dyskusji, w partiach opisowych i narracyjnych tworzy harmonię i płynność w odbiorze. Przykładem chociażby rozważania D'Antona na temat światła w obrazach Leonarda i Caravaggia, a także opinię Beatrice na temat Rembrandta. Łukasz Witczak znakomicie wychwycił zawartą w nich przenośnię. A takich translatorskich perełek jest znacznie więcej.

I okładka autorstwa Ilony Gostyńskiej-Rymkiewicz. Kto wie, czy nie nawiązująca do słów z Pisma Świętego – „Będziecie mieć wagi sprawiedliwe i odważniki sprawiedliwe" (Księga Kapłańska 19/36). Jakże adekwatne w tym kontekście i pełne symboliki są ułożone w określonym porządku stare odważniki jubilerskie, metaforycznie nawiązujące do przesłania tej powieści. Bo nie tylko są znakiem chciwości i zachłanności, ale także odważają, i to bardzo dokładnie, charaktery i losy ludzkie.

Powieść „Shylock się nazywam" Howarda Jacobsona to drugie fascynujące, obok „Czarciego pomiotu" Margaret Atwood, przeniesienie sztuk Williama Szekspira w formę powieści. Warto wiedzieć, że twórczość Williama Szekspira towarzyszy Howardowi Jacobsonowi od wielu lat, a on sam określa siebie jako „żydowską Jane Austen". I dobrze się stało, że podjął wyzwanie oraz włączył się do „Projektu Szekspir", przenosząc z elżbietańskiego dramatu wiele niuansów do współczesnej powieści. I cenne jest także i to, że obie te pozycje przełożył Łukasz Witczak.

Ilona Słojewska

Howard Jacobson: Shylock się nazywam; Przełożył z angielskiego: Łukasz Witczak; Redakcja: Dominika Cieśla-Szymańska; Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz; Wydawnictwo Dolnośląskie; Okładka: twarda; Format: 205 x 135 mm; Liczba stron: 325; ISBN 978 83 271 5437 8.

 

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny
18 sierpnia 2018

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia