Genderowo o granicach

"Białe małżeństwo" - reż. Krystyna Meissner - Wrocławski Teatr Współczesny

Białe małżeństwo Tadeusza Różewicza to sztuka traktująca o problemie płci i ról z nią związanych. W momencie powstania wywołała burzę odważnym i otwartym mówieniem o kwestiach seksualności, dojrzewania, poszukiwania własnej tożsamości poza utartymi wzorcami męskości i kobiecości. Inscenizacja Krystyny Meissner ożywia w dramacie motywy mocno współczesne - przede wszystkim kategorię płci kulturowej

Centralne miejsce sceny zajmuje stojący w wodzie konfesjonał, przy kratkach którego będą wyznawać swoje „grzechy”, a raczej wypowiadać najbardziej intymne wyznania Bianka, główna bohaterka dramatu oraz inni członkowie jej rodziny. Woda jest utożsamiana z żywiołem żeńskim, w przeciwieństwie do męskiego ognia. Bianka (w tej roli Katarzyna Bednarz) wielokrotnie wspominać będzie swój sen o wodzie wlewającej się w jej ciało wszystkimi otworami. Otoczenie bohaterów nie pozostaje jednak wyłącznie „żeńskie”; pojawiają się w nim również motywy falliczne (jak nagi mężczyzna, niczym elf jawiący się Biance w scenie leśnej czy grzyb znaleziony przez Paulinę). Ta „podwójność” świata bohaterów oznaczać będzie nie tylko rozdźwięk między pierwiastkami męskimi i żeńskimi, lecz także cielesnymi i duchowymi. Postać binarnej opozycji przyjmuje też konflikt społecznych ról wynikających z płci z indywidualnymi pragnieniami, który reprezentuje Bianka.

Granice płci stają się centralnym problemem spektaklu. Własnej tożsamości poszukują tu niemal wszystkie postaci, nie tylko główna bohaterka w nieokreślonym wieku (może dojrzewająca dopiero nastolatka, może już świadoma siebie kobieta). Mężczyźni porównywani są do nieokiełznanych zwierząt o wielkim popędzie seksualnym: Ojciec (znakomity Jerzy Senator) pojawia się wielokrotnie na scenie z głową byka, goni nagie nimfy; Dziadek (równie świetna rola  Jacka Piątkowskiego) mimo sędziwego wieku usiłuje uwieść Paulinę. Jedynie starający się o rękę Bianki Beniamin sublimuje swój popęd w poezji, co zostaje jednak ukazane w sposób niezwykle groteskowy (jak w scenie melorecytacji wiersza Brzozowskiego z nerwowym akompaniamentem gitary) – genialny w tej roli Piotr Łukaszczyk balansuje między śmiesznością a tragizmem nieodwzajemnionej miłości. Spektakl jest zawieszony pomiędzy ukazywaniem dominacji mężczyzn i ich zagubienia w sieci własnych pożądań (Dziadek w starości upatrywał niegdyś czasu zadumy i filozofowania, nie zdołał jednak powstrzymać nawrotu cielesnych grzechów młodości).

Kobiety ukazywane są jako ofiary męskiego świata – zwłaszcza w scenach monologów Matki i Pauliny. W ich mniemaniu kreowane są na porcelanowe lale, którym obce są nie tylko wzniosłe uczucia, ale i przyziemność fizjologii. Szczególnie gorzko brzmią w ich ustach słowa o „nieczystości” kobiet i ich powołania do spełniania męskich pragnień. W spektaklu wyraziste portrety kobiece, jak Elżbieta Golińska w roli Matki czy Ewelina Paszke-Lowitzsch jako Ciotka, dotrzymują kroku swym męskim „przeciwnikom”. Na ich tle słabiej wypadają główne bohaterki – Paulina (nieco zbyt ascetyczna lub przeciwnie – rozchichotana Katarzyna Z. Michalska) i Bianka (eteryczna Katarzyna Bednarz z irytująco sztucznym warkoczem; prawdziwą aktorską klasę pokazuje jednak w scenie rozpaczliwej rozmowy z Ojcem i finałowej nocy poślubnej).

Dylematy związane z płcią i narzucanymi przez nią ograniczeniami są w spektaklu udziałem wszystkich bohaterów – począwszy od Bianki, marzącej o karierze żołnierza lub księdza, a zarazem przerażonej fizyczną stroną męskości. Wszyscy bohaterowie obsesyjnie myślą i rozmawiają o sprawach seksualności – dociekliwie, z ciekawością lub drwiąco. Mężczyźni pozbawieni damskiego towarzystwa na scenie niemal automatycznie zaczynają opowiadać sobie sprośne żarciki i rymowanki; w konwencji obscenicznego żartu recytowany jest nawet wiersz Przerwy-Tetmajera „Lubię, kiedy kobieta”. Kobiety wypowiadają się na temat sfery płciowości z lękiem lub skrywanym rozczarowaniem; czują się niespełnione. Dochodzi tu do głosu nie tylko dualizm płci, ale również duszy i ciała. Wzniosłe porywy okazują się całkowicie sprzeczne z przyziemnością cielesnych potrzeb.

Bardzo dobra gra aktorska nadaje postaciom psychologicznej głębi, zawiesza je między śmiesznością a dramatyzmem; pozwala również na to, by wszystkie komediowe smaczki językowe i sytuacyjne zawarte w samym dramacie Różewicza, olśniły widza całą swą odkrywczością. Efekty komiczne uwydatniają nawet drobne gesty czy podkreślanie sprzeczności czynu ze słowem (w pamięć zapada szczególnie rozpaczliwy, a jednocześnie elegancki „taniec” Piotra Łukaszczyka – Beniamina w scenie leśnej).

Dużą wagę przywiązuje się tu do cielesności, nagość jest obecna na scenie często, może zbyt często. Seksualne wizje czy fantazje bohaterów potraktowane zostały z całą dosłownością – jest w nich jednak zarazem coś z malarskiego piękna, w klimacie Szekspirowskiego „Snu nocy letniej”. Zupełne obnażenie postaci jest także symbolem ich wyzwolenia z okowów płciowości, ujawnienia prawdy o ich prawdziwej naturze. Nagość wydaje się oznaczać także konflikt sfery sacrum i profanum – w wizjach Dziadka pojawiają się półnagie kobiety, które lubieżnie wiją się wokół konfesjonału, przy którego kratkach chwilę wcześniej klęczała Bianka.

Na pierwszy rzut oka widać, że współpraca tria: Krystyna Meissner (reżyseria i opracowanie muzyczne), Andrzej Witkowski (scenografia) i Piotr Dziubek (muzyka) przynosi odkrywcze efekty. Sceny następują po sobie płynnie, sami aktorzy zmieniają scenografię, organizują przestrzeń wokół siebie. Gra świateł i szum wody (zwłaszcza w zaskakującej scenie burzy połączonej z ulewnym deszczem) dodają realności ich działaniom.

Spektakl ujmuje przede wszystkim przywiązaniem do harmonii obrazu, dźwięku i scenicznego ruchu; jest niczym dobrze skomponowana symfonia. Obecność  „drugiego planu” czy przenikanie się scen sprawia wrażenie filmowości, monumentalności tej inscenizacji. „Białe małżeństwo” w reżyserii Krystyny Meissner nie szokuje raczej dzisiejszego widza; pozwala mu jednak spojrzeć z nowej perspektywy na sprawy seksualności i płci w kontekście współczesnym, w niezwykle przekonującej pod względem estetycznym scenerii. 

Karolina Augustyniak
Dziennik Teatralny Wrocław
15 września 2010

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki