Genialny Kaleta kradnie "Otella"

"Otello" - reż. Paweł Szkotak - Teatr Polski w Poznaniu

Paweł Szkotak poszerza szekspirowską kolekcję bohaterów: po "Makbecie" i "Hamlecie" dodał do niej "Otella". W tym ostatnim bardziej niźli "traktat o zazdrości", interesuje go zderzenie dwóch kultur - Wschodu i Zachodu, obyczaj oraz konfrontacja fantazji i wyobrażeń z rzeczywistością

Maur Otello ((Piotr Borowski) zakochał się w śnieżnolicej wenecjance Desdemonie (Barbara Prokopowicz). Ona uległa zauroczeniu egzotycznością męża. Oboje w ogóle nie pomyśleli o codziennym życiu, o tym, że przychodzą do siebie z różnych światów, że dzieli ich religia, kultura, tradycja

Ba, oni nie chcą tej prawdy do siebie dopuścić. Tylko Brabantio, ojciec Desdemony (Wojciech Kalwat) o tym wie. Ale nie chce, nie może - ze względów politycznych - stawać na drodze do szczęścia córce.

Nie zawaha się na niej stanąć Jago, adiutant Otella. Jago to wyjątkowa kreatura. "Nienawidzi wszystkiego, co piękne, jest w nim bowiem jakaś złośliwa brutalność i esencjonalna brzydota myśl, uczuć" - pisał przed laty profesor Henryk Zbierski. Ten wybitny znawca twórczości Szekspira sugeruje, że patrząc na niego przez pryzmat różnych metod badawczych, można w nim zobaczyć "czarny charakter", szatana, Prospero, ukrytego homoseksualistę i Machiavellego.

Oglądając w tej roli Michała Kaletę zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest on na pewno każdym z nich. Powiem więcej. Jest w tym geniuszem i w planie aktorskim "kradnie" Piotrowi Borowskiemu tytułową rolę. Gdybym mógł, po obejrzeniu "Otella" w Teatrze Polskim w Poznaniu zmieniłbym Szekspirowi tytuł na "Jago".

Od pierwszej sceny widać, kto będzie w tej historii rozdawał karty, kto będzie koncentrował na sobie (aktorze) uwagę. Michał Kaleta. Niczym w głowie Prospera kłębią się myśli, intrygi. Z przebiegłością dorównującą Machiavellemu "reżyseruje" tę psychodramę. Jest do szpiku kości zły, ma problemy seksualne, z których być może - tak chcieliby psychoanalitycy - wynikają jego problemy (scena masturbacji razi dosłownością).

Michał Kaleta wije się jak kameleon, przybiera maski, role za każdym razem znajdując odpowiednie środki aktorskie. Każdy ruch, każdy ton jest precyzyjny, prawdziwy i przekonujący. Na pewno brakuje mu na scenie partnera. W dramacie jest lustrzanym odbiciem tytułowego Otella. Niestety, Piotr Borowski ma tylko momenty, kiedy potrafi przykuć uwagę widza. Sama powierzchowność nie wystarczy, aby postać sceniczna stała się prawdziwa.

Paweł Szkotak ma swój klucz do "Otella": konfrontacja Wschodu z Zachodem, świata mężczyzn i świata kobiet, fantazmatów, jakimi żyją bohaterowie z codziennością. Na tych płaszczyznach spektakl jest interesujący. Absolutnie znakomita jest scena w kantynie, która doskonale pokazuje świat, w którym rządzi testosteron. Ten klucz sprawił, że zbladła w tej historii rola Desdemony.

Stefan Drajewski
Polska Głos Wielkopolski online
9 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Banksy
Wydawnictwo ARKADY
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia