Gliński: drugie otwarcie (cz.3)

Piotr Gliński ponownie ministrem kultury.

Wicepremier i minister kultury prof. Piotr Gliński pozostanie na czele resortu - poinformował premier Mateusz Morawiecki podczas piątkowej konferencji prasowej, podczas której podał skład nowego rządu. W trakcie pierwszych czterech lat kierowania ministerstwem, działania i decyzje kadrowe Glińskiego wzbudziły protesty części środowiska artystycznego.

Klątwa", Malta i "włączanie odbiorcy w dialog"
W Teatrze Powszechnym w Warszawie jedną z najgłośniejszych premier ostatnich lat była "Klątwa" w reżyserii Chorwata Olviera Frljicia, inspirowana dramatem Stanisława Wyspiańskiego. Pod gmachem teatru rozpoczęła się krucjata środowisk katolickich i prawicowych. Twórcom i dyrekcji teatru zarzucono obrażanie uczuć religijnych i antypolskość. Interweniować musiała policja. Minister apelował wówczas do władz stolicy o zdjęcie z afisza kontrowersyjnej sztuki, ale kolejne pokazy "Klątwy" odbyły się zgodnie z planem.

Gdy kontrowersyjny reżyser został kuratorem teatralnego festiwalu Malta, Gliński wycofał ministerialną dotację dla poznańskiej imprezy. - Festiwal Malta pod kuratelą Oliviera Frljicia nie gwarantuje "włączenia odbiorcy w dialog" i może zniechęcić do udziału w tym wydarzeniu. Tym samym naruszono warunki umowy zawartej z MKiDN, dlatego odmówiłem finansowania tego wydarzenia - oświadczył minister kultury.

W czerwcu 2017 r. Michał Merczyński został zwolniony z funkcji dyrektora Narodowego Instytutu Audiowizualnego. Został zdymisjonowany w wyniku połączenia kierowanej przez niego instytucji z Filmoteką Narodową. Dzięki temu powstała nowa placówka: Filmoteka Narodowa-Instytut Audiowizualny. Ogłoszono konkurs na jej szefa. – Jesteśmy jako Festiwal Malta jedyną instytucją, na razie, która wytoczyła ministrowi proces. Moi koledzy zostali zwolnieni niezgodnie z prawem, ja również musiałem iść do sądu pracy i również wygrałem - przypominał Merczyński. Odbyła się akcja crowdfundingowa pt. "Zostań ministrem kultury". - To rozwiązanie awaryjne, bo mamy awaryjny rząd. Minister kultury dzieli a nie łączy. Nie ma w ministerstwie otwartości na wspieranie projektów o różnych światopoglądach. W tym roku pieniądze na Maltę dostaliśmy, ale od 2015 r. nie dostajemy funduszy na festiwal Nostalgia, poświęcony muzyce współczesnej - dodał Merczyński.

- W roku 2018 miałem przyjemność gościć na Malcie ministra kultury z Flandrii. Zapytany o zasady polityki kulturalnej, odparł, że nie ma mowy o czymś takim, że według własnego światopoglądu ocenia się projekty kulturalne: jest komisja, otwarty konkurs. U nas też są, tylko minister potem wychodzi i stwierdza, że na Maltę jednak pieniędzy nie da, bo Frljić zrobił "Klątwę".

Wojna o muzeum
"Od razu po utworzeniu nowego rządu i przejęciu sterów ministerstwa kultury przez Piotra Glińskiego i Jarosława Sellina zaczęło się nieustające pasmo wrogich kroków wobec Muzeum i mnie osobiście" - pisze w książce "Muzeum" Paweł Machcewicz, były dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku - "Wszystkie nasze próby i wnioski, w dowolnej sprawie, były odrzucane, na ogół bez podania żadnego powodu".

W grudniu 2015 r. wiceminister Sellin domagał się wyjaśnień "jakie doświadczenia i jakich narodów" będzie przedstawiała wystawa główna muzeum. "Było to z jednej strony szukanie dowolnego pretekstu do działań, wymierzonych w muzeum i we mnie, z drugiej jednak oddawało nastawienie polityków PiS, którzy alergicznie reagowali na najdrobniejszą nawet wzmiankę, że w muzeum poświęconemu II wojnie światowej, w końcu zjawisku o charakterze globalnym, mogą być pokazane doświadczenia jakichkolwiek innych narodów poza polskim" - przypomina Machcewicz, historyk, profesor Instytutu Studiów Politycznych PAN, usunięty ze stanowiska dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w kwietniu 2017 r.

Przygotowana przez MIIWŚ wystawa stała została zmieniona; ta, która powstała za kadencji Machcewicza - przekonywali prawicowi publicyści i politycy partii rządzącej - nie wystarczająco ukazuje polskie doświadczenie wojny, zdradzając je na rzecz uniwersalizmu i opowieści o cierpieniu ludności cywilnej. "Spotykam na całym świecie ludzi, którzy byli w muzeum, i pytają mnie, dlaczego rząd próbuje je zniszczyć, skoro - mimo przyjęcia uniwersalnej perspektywy - polska historia dominuje na wystawie głównej" - zastanawiał się Machcewicz w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". 15 kwietnia 2016 r. minister kultury poinformował o zamiarze połączenia MIIWŚ z - powołanym do życia w 2015 r. - Muzeum Westerplatte i Wojny 1939. Dyrektorem muzeum został dr Karol Nawrocki, były pracownik IPN i przewodniczący Koalicji na rzecz Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Gdańsku.

Zmiany dotknęły także stołeczne Muzeum Narodowe. W maju 2018 r. rezygnację ze stanowiska dyrektora złożyła Agnieszka Morawińska, decyzję tłumacząc brakiem komunikacji z Ministerstwem Kultury. "Utrzymujący się od pewnego czasu brak efektywnej komunikacji z Ministerstwem, skutkujący pogarszającą się sytuacją finansową naszej instytucji, lekceważenie naszych sygnałów przekazywanych wielokrotnie, także publicznie, brak odpowiedzi na pisma, bałamutne powtarzanie informacji o bliskim rozwiązaniu problemów dzięki wyprowadzce Muzeum Wojska, wreszcie sposób procedowania w sprawie naszych magazynów sprawiają, że w poczuciu troski o dobro muzeum postanowiłam przyspieszyć swoją decyzję" - wyliczała.

Zastąpił ją dr Piotr Rypson, godząc się na rolę pełniącego obowiązki dyrektora. W listopadzie 2018. r. nowym dyrektorem mianowany został prof. Jerzy Miziołek, wcześniej pracujący jako szef Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego. Zdziwienia tą decyzją nie kryła prof. Maria Poprzęcka, historyk sztuki i członkini Rady Powierniczej Muzeum Narodowego w Warszawie, której działalność wygasła wraz z końcem ostatniej kadencji. Wicepremier Gliński nie powołał nowej rady. "Dla szeroko pojętego środowiska historyków sztuki i muzealników powołanie Jerzego Miziołka na dyrektora MNW to kolejna niezrozumiała, arbitralna decyzja personalna ministra" - oceniała.

Protesty przed stołecznym muzeum wybuchły, gdy Miziołek zapowiedział zmiany w ekspozycji stałej - zarzucono mu uprawianie cenzury, ponieważ z Galerii Sztuki XX i XXI wieku usunął "gorszące" prace Natalii LL i Katarzyny Kozyry, tłumacząc się urażoną wrażliwością młodzieży odwiedzającej muzeum.

Pod gmachem MNW protestowano także, gdy dyrektor zwolnił z pracy prof. Antoniego Ziembę, który miał "działać na szkodę muzeum". List do Glińskiego skierowali pracownicy instytutów i katedr historii sztuki oraz muzeów i instytucji kultury w Polsce i na świecie. Pod pismem podpisało się ponad 200 naukowców. Podkreślono, że dyrektor "zniszczył wdrożony plan wystaw, nad którymi zespół muzeum pracował - plan zatwierdzony przecież przez pana ministra!".

O sukcesach ministra na polu rynku książki przypominał Mariusz Cieślik: - Instytut Książki działa świetnie. Byliśmy na targach w Londynie i nie było ani jednej osoby, która oceniłaby, że to się nie udało. Nie jest tak, że nie ma udziału Instytutu w sukcesie Olgi Tokarczuk. Nie dlatego, że jej to "załatwił", ale poprzez dotacje i działania poprzedzające polską prezentację na targach w Londynie. Instytut zaprosił wydawców, tłumaczy i zrobił dobrą robotę wokół polskiej literatury w Anglii, gdzie ukazuje się coraz więcej polskich utworów.

Przypomniał także, że Polska prowadzi największy w Europie program startbooków. - Instytut rozdaje kilkadziesiąt tysięcy książek rodzicom noworodków, a teraz zaczyna w przedszkolach. To największy tego rodzaju program w Europie. Do tego zrobił kampanię społeczną, promującą w różnych mediach czytelnictwo wśród młodzieży. Dzięki swojej pozycji politycznej minister sprawił, że resort kultury ma co roku zdecydowany wzrost budżetu. Przekroczył on wreszcie 1 proc. - co obiecywała Platforma Obywatelska, a czego nigdy nie dotrzymała - zaznaczył Cieślik.

"Tak działa wahadło demokracji"
"Twórcy, którzy dotychczas nie otrzymywali wsparcia od państwa, a więc - nieco upraszczając - o wrażliwości konserwatywnej i prawicowej, czy twórcy lokalni, na pewno mają w tej chwili łatwiejszy dostęp do państwowych środków, niż poprzednio" - mówił minister w wywiadzie udzielonym "Gościowi Niedzielnemu". "To jest po prostu sprawiedliwe, bo wcześniej była olbrzymia nierównowaga. Tak działa wahadło demokracji" - tłumaczył. Podkreślił, że twórcy o poglądach liberalno-lewicowych - wymienił Olgę Tokarczuk, Małgorzatę Szumowską i Pawła Pawlikowskiego - "korzystali i korzystają ze wsparcia mecenatu państwa". "Ostatnio przyznałem też grant p. Krystynie Jandzie na sztukę o Grzegorzu Przemyku" - mówił.

Na początku swego urzędowania Gliński zapowiadał wielkie, hollywoodzkie filmy opowiadające o polskiej historii. W sprawie "Historii Roja" Jerzego Zalewskiego interweniował podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, domagając się umieszczenia filmu w konkursie głównym. "Film, który dotyka tak ważnej dla współczesnej Polski i polskiej wspólnoty tematyki żołnierzy wyklętych powinien mieć szansę wzięcia udziału w konkursowej konkurencji" - argumentował, przedkładając temat filmu nad jego jakość. Inny sztandarowy film "dobrej zmiany" - "Smoleńsk" Antoniego Krauzego - zebrał słabe recenzje. Kolejna produkcja - planowane jako element uczczenia stulecia polskiej niepodległości "Legiony" nie zostały skończone na czas. Film dopiero co wszedł na ekrany. Obecnie powstaje film o rotmistrzu Witoldzie Pileckim.

Obecnie resort planuje połączenie w jeden organizm Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych, Studiów Filmowych KADR, TOR, ZEBRA, Studia Miniatur Filmowych i Studia KRONIKA. Według ministra to "pozostałości PRL". Centralny ośrodek produkcji miałby stać się partnerem dla realizatorów wysokobudżetowych filmów europejskich i amerykańskich, a także wspierać krajowych producentów. Ośrodek obracałby budżetem w wysokości ponad 100 mln zł. To budżet podobny do tego, jakim dysponuje Polski Instytut Sztuki Filmowej.

Jak tłumaczy b. dyrektor PISF Magdalena Sroka, rozproszenie praw poszczególnych studiów filmowych wiązało się z historią polskiej kinematografii i było rodzajem hołdu dla ich twórców. - Nie wszystkie studia zajmują się tym samym: niektóre posiadają autorskie prawa majątkowe do części dziedzictwa filmowego. Fundusze zarobione na ich eksploatacji inwestują w kolejne produkcje, najczęściej kina artystycznego, wspieranie wybitnych twórców, którzy w warunkach komercyjnych mogliby nie otrzymać szansy na zaistnienie, realizowanie swojej wizji. W takiej formule, w jakiej studia filmowe działają, zapewniają one dywersyfikację produkcji, zwłaszcza filmów artystycznych.

"Nowy szef PISF Radosław Śmigulski utrzymał system komisji przyznających przemysłowi filmowemu finansowe wsparcie. Są one nadal zdominowane przez reżyserów i producentów. Widać tu twarze przeważnie krytyczne wobec tego rządu, a kierunki ich decyzji nie różnią się od tego, co działo się za poprzednich PISF-owskich ekip" - zauważył Piotr Zaremba. Odnosząc się do likwidacji studiów filmowych ocenił, że ministrowi "łatwo zarzucić brak konsultacji". "Odpowiedzią była fala krytyki antyrządowych mediów z pozycji antycentralistycznych. Pomysł, aby skomasować te studia w jeden silny ośrodek, przedstawia się jako powielanie wzorców z PRL. Filmowcy nie ruszyli jednak masowo do protestów, a niektórzy z nich szepcą, że studia były anachronizmem (...) korzystały one z takich przywilejów, jak użyczanie licencji na zgromadzone w ich archiwach filmowe tytuły z dawnych epok" - pisał.

Sprzeciw wobec planów stworzenia centralnej instytucji, łączącej w sobie dotychczasową działalność studiów filmowych wyrazili szefowie placówek, w których powstały najważniejsze polskie filmy. Szef KADR-u Filip Bajon powiedział Onetowi, że resort kultury nie odbył konsultacji ze środowiskiem filmowym. Zmianami objęte mają zostać Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych, Studio Filmowe "Kadr", Studio Filmowe "Zebra", Studio Filmowe "Tor" i Studio Miniatur Filmowych oraz Studio Filmowe "Kkronika". Jak oceniał Gliński, rozdrobnione studia nie mają szans konkurować z zagranicznymi producentami. Decyzję jako irracjonalną ocenił Krzysztof Zanussi, kierownik "Toru". "Minister wydał oświadczenie, że nie jest prawnie zobowiązany do żądnych uzgodnień środowiskowych i z tego korzysta" - uznał reżyser.

Odpowiadając na słowa Zanussiego, Gliński przypomniał, że decyzja wynika z "merytorycznej, spokojnej analizy, jak to do tej pory działało i czy może działać lepiej". Jej istotą jest "przekonanie, że była to nieuzasadniona, niesprawiedliwa przewaga konkurencyjna tych grup producenckich wobec innych producentów. Nie jest też prawdą, że były to organizmy filmowe, zdolne same się utrzymywać i produkować filmy. Zawsze przychodziły po wsparcie do MKiDN czy PISF" - przypomniał w rozmowie z tygodnikiem "Sieci".

"Jestem dumny z zakupu kolekcji Czartoryskich"
Najgłośniejszą sprawą za kadencji ministra Glińskiego był zakup kolekcji Fundacji Książąt Czartoryskich, w skład której wchodzi "Dama z gronostajem" Leonarda da Vinci. "Kolekcja była rozproszona, większość dzieł nie była pokazywana, remont Pałacu Czartoryskich ciągnął się w nieskończoność, a interes Polski nie był odpowiednio zabezpieczony" - tłumaczył minister w rozmowie z "Gazetą Polską". Fundacja sprzedała kolekcję ministerstwu za 100 mln euro, a pod koniec 2017 r. złożyła do krakowskiego sądu wniosek o likwidację fundacji z powodu braku środków, niezbędnych do działania placówki.

"Zakup zbiorów Muzeum i Biblioteki Książąt Czartoryskich odbył się zgodnie z przepisami ustawy Prawo zamówień publicznych" - zaznaczono w komunikacie, opublikowanym na internetowej stronie resortu kultury. "Szczegóły transakcji były poddane wnikliwej kontroli przez Najwyższą Izbę Kontroli. Wszystkie dokumenty dotyczące tej transakcji są jawne i udostępniane publicznie" - podkreślono. Kolekcja liczy ok. 86 tys. obiektów muzealnych i 250 tys. bibliotecznych. "Ta decyzja zabezpiecza w większym zakresie prawo własności narodu polskiego, bo czymś innym jest depozyt, a czymś innym bycie właścicielem (...) ta kolekcja dzięki temu będzie mogła być pokazywana w całości" - tłumaczył Gliński w wywiadzie dla "Gazety Polskiej".

"Minister kultury to musi być człowiek charyzmatyczny"
Oceniając dotychczasowe działania ministra kultury, Krystian Lupa przypomina, że "minister kultury to musi być człowiek charyzmatyczny, marzyciel". - Jak lewicowy Andre Malraux, który za prawicowego Charles'a de Gaulle'a pracował jako minister kultury. Ta sytuacja pewnego napięcia, z góry założonej i hodowanej opozycji okazała się dla kultury korzystna. Malraux powiedział, że będzie kraść dla kultury. To właściwa postawa, dzięki której rząd może coś dla siebie wygrać. Ludzie sztuki mogą w pewnym momencie przyznać, że rozumieją i doceniają taką politykę. W tym rewirze, niestety, nie dostrzegam niczego, co można by tak ocenić.

Temperatura sporów o kulturę jest tak wysoka, że poczynania ministra krytykowane są niemal profilaktycznie. Tak było niedawno, gdy media opisały projekt wprowadzenia w Polsce statutu artysty zawodowego, a niektórzy twórcy dopatrywali się w tym działaniu zagrożenia cenzurą, mówiąc o ataku na niezależność twórczą. Często krytyczny wobec Glińskiego pisarz, poeta i tłumacz Jacek Dehnel uspokajał jednak: status nie wydaje się stanowić zagrożenia dla twórców. "Wręcz przeciwnie - jest jednym z niewielu udanych pomysłów tego rządu i bodaj jedyną rzeczą, za którą mogę pochwalić ministra Glińskiego" - napisał w mediach społecznościowych.

"Przypomniał, że wprowadzenie statusu nie oznaczałoby, że władza będzie mogła decydować o tym, komu wolno tworzyć; uzyskanie go natomiast to dla artystów szansa na ubezpieczenie się na preferencyjnych warunkach. Przygotowywana ustawa stanowi - zaznacza Dehnel - pierwszą po 1989 r. próbę »całościowego podejścia do sytuacji socjalnej twórców w Polsce«. I jako taką należy ją popierać - lecz, oczywiście, obserwować z nieufnością, bo PiS może tam chcieć w ostatnim momencie dorzucić jakieś sprawy kompletnie z twórcami niekonsultowane" - zastrzegł.

Krystian Lupa: "Jean-Paul Sartre powiedział, że każdy rząd, który chce obcować z kulturą, musi pogodzić się z tym, że nie będzie ona wyłącznie spełnieniem jego politycznych zachcianek. Jest trudnym partnerem".

- Francuski filozof mówił, że mądry polityk na czele rządu czy ministerstwa kultury rozumie, że dać wolność artystom to najlepsza strategia. Próba zastraszenia artystów do roli wykonawców propagandowych celów musi skończyć się katastrofą. Jesteśmy jej bardzo bliscy. Artyści bronią się, wykazują się instynktem samozachowawczym. Niszczenie dzieł, wyrzucanie zarządzających, likwidowanie ważnych instytucji na nic się tu zda. Kultura, teatr w końcu wyda głos, który będzie dla takiej polityki miażdżący - dodaje.

Karolina Leciak
onet.pl
9 listopada 2019
Portrety
Piotr Gliński

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski