Gliński rektorem filmówki

Znany reżyser, autor obsypanych nagrodami "Niedzielnych igraszek" i "Cześć Tereska", będzie kierował łódzką szkołą filmową. Rektor elekt planuje rozbudowę instytucji i zwiększenie kontaktów międzynarodowych.
Wczorajszym wyborom rektora towarzyszyły duże emocje. Kandydatami byli Gliński i Zbigniew Wichłacz, dziekan wydziału operatorskiego. Studenci popierali znanego reżysera. Samorząd zbierał nawet podpisy i wystosował list otwarty do elektorów, w którym informował o swoich sympatiach. W samo południe kandydaci spotkali się na ostatecznej rozgrywce. Każdy w kilkuminutowym wystąpieniu przedstawił plan rozwoju uczelni. Z 25 elektorów (dziekani, wykładowcy i studenci) 17 głosowało na Glińskiego. Przed drzwiami sali senatu gromadzili się studenci. Kiedy jeden z nich otrzymał SMS-a z sali: "Gliński", wybuchła radość. Studenci zaczęli klaskać i krzyczeć. Otwarły się drzwi, wyszedł rektor elekt. - Bardzo dziękuję wam za poparcie. Całej szkole potrzeba waszej energii - powiedział do studentów Gliński. - To był mój kandydat - krzyknął Jerzy Woźniak, ustępujący rektor, i objął zwycięzcę. - Długo namawiałem Roberta do kandydowania - zdradził prof. Woźniak. - On doskonale przygotował się do tych wyborów. Jestem zadowolony ze swojej kadencji. Pozostawiam coś bardzo ważnego: nowy budynek z wielką halą filmową w pełni wyposażoną w sprzęt cyfrowy. To korzeń, który zatrzyma szkołę filmową w Łodzi na zawsze. Prof. Woźniak zostanie na uczelni jako wykładowca. Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna to najważniejsza uczelnia w Polsce kształcąca reżyserów, aktorów i operatorów. W tym roku obchodzi jubileusz 60-lecia istnienia. Wśród jej absolwentów są dziesiątki znanych artystów, m.in. Roman Polański, Krzysztof Kieślowski, Kazimierz Kutz, Juliusz Machulski, Władysław Pasikowski, Jerzy Skolimowski, Sławomir Idziak, Janusz Gajos, Zbigniew Zamachowski... Rozmowa z Robertem Glińskim* Krzysztof Kowalewicz: Powstaje coraz więcej prywatnych szkół uczących filmowego rzemiosła. Czy są one konkurencją dla łódzkiej uczelni? Robert Gliński: To efekt powszechności filmowania. Ktoś kupuje kamerę i chce robić film, dlatego idzie na kurs czy do prywatnej szkoły. Tymczasem w Łodzi mamy uczelnię akademicką uczącą wszystkiego od podstaw przez pięć lat. Część prywatnych szkół ma dobry poziom i powinniśmy z nimi współpracować, m.in. z Mistrzowską Szkołą Andrzeja Wajdy. Na razie jest euforia i wspaniałe plany. Tylko czy zastane w szkole układy ich nie zweryfikują? - Pewne siły ujawniły się podczas wyborów, ale nie interesowało mnie sprawdzanie kto, z kim, dlaczego. Jestem osobą z zewnątrz. Szkoła głosem młodych powinna silnie włączyć się w polską kinematografię. Oczywiście większość planów wiąże się z finansami. Konferencje, sympozja, warsztaty to nie wszystko, co ożywi szkołę. Widzę, jak studenci się duszą. Brakuje nam sal wykładowych. Zdarzają się dni, kiedy trudno pomieścić wszystkich studentów. Konieczne są nowe przestrzenie dydaktyczne. Dostaliśmy od miasta budynki, ale w stanie szczątkowym. Trzeba je dostosować. Należący do nas Teatr Studyjny również wymaga remontu. Gliński to absolwent szoły z 1979 r. Za "Cześć Tereska" dostał Złote Lwy Gdańskie.
Krzysztof Kowalewicz
Gazeta Wyborcza Łódź
18 kwietnia 2008
Portrety
Robert Gliński

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia