Głos Chóru

"Pieśni Czarownic" - reż. Michał Buszewicz - Teatr Polski w Poznaniu

Chór Czarownic otworzył festiwal Bliscy Nieznajomi Bliskie Spotkania. Wielu gości obecnych na premierze otwierającej festiwal widziało ten spektakl nie po raz pierwszy. Muzyczna opowieść o czarownicach z poznańskiego Chwaliszewa była już prezentowana w formie koncertu podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu, a później stała się nieodłącznym elementem Strajków Kobiet. Dopiero w tym roku jednak zyskała teatralną formę i ma na stałe wejść do repertuaru Teatru Polskiego. Co takiego mają w sobie teksty Maliny Prześlugi, że widzowie chcą do nich powracać?

Niestety historia Chwaliszewa jest niechlubna - to tutaj w 1511 roku spalono pierwszą w Polsce kobietę oskarżoną o czary. Na kolejne stosy w całym kraju nie trzeba było długo czekać, a osobom niewygodnym dla społeczeństwa zarzucano konszachty z diabłem aż do drugiej połowy XVIII wieku - szacuje się że w wyniku procesów o czary w Polsce skazano na śmierć przynajmniej trzydzieści tysięcy mieszkańców. Przywołanie historii pierwszej czarownicy - o której na scenie opowiadają cztery aktorki (Teresa Kwiatkowska, Małgorzata Peczyńska, Ewa Szumska, Katarzyna Węglicka, odgrywające panie z wyższych sfer plotkujące na salonach o kobietach niższego stanu) - oczywiście staje się pretekstem do tego, by poruszyć temat współczesnych praw kobiet oraz różnych przejawów społecznej przemocy. Chór Czarownic rozpoczyna spektakl pieśnią o Chwaliszewie, wkrótce jednak zaczyna śpiewać o macierzyństwie, kobiecym ciele, rodzinie, obowiązkach, dzieciach, a nawet medycynie estetycznej. Zdaje się poszukiwać miejsca kobiety w społeczeństwie, które oczekuje od nich urody i matczynej troski, kariery i pełnego oddania rodzinie, skromności i licznego potomstwa. Jak od tego wszystkiego nie zwariować?

Zaletą tekstów Prześlugi jest - podobnie jak w wypadku Strajku Kobiet - ich jednoczący wydźwięk. Do Chóru Czarownic włączyły się kobiety w różnym wieku, o różnej przeszłości i doświadczeniach, a każda z nich ma do powiedzenia coś od serca. Ta silna, buntownicza kobiecość, jaka maluje się w spektaklu, nie jest wykluczająca dla żadnej grupy. Daje poczucie wspólnoty, którego brakuje wielu osobom we współczesnym zindywidualizowanym społeczeństwie - a także podkreśla, jak istotne jest bycie razem, sprzymierzenie się przeciwko złu. Amatorki łączą się tu z aktorkami, sfery wyższe z niższymi, scena z widownią. Mocą chóru jest nie tylko umiejętność opowiadania o świecie, ale też budowania wspólnego głosu, dźwięku, wołania. Chóru nie sposób zagłuszyć ani przekrzyczeć - sięgając po prostą formę chóralnej pieśni, kobiety same sobie przyznają głos.

"Pieśni Czarownic" to w gruncie rzeczy teatralnie i muzycznie opracowane postulaty Czarnego Protestu, które ze sceny, w oprawie dźwięków Idy Łowżył, Patryka Lichoty oraz Mieszka Łowżyła, wybrzmiewają równie mocno, co na placach w centrach miast. Teatralna oprawa nadaje im nieco intymniejszy charakter, pozwala na głębsze przeżycie emocji, zrozumienie tej niechęci, która wyprowadziła z domów i z pracy kobiety w całej Polsce. Z drugiej strony można odnieść wrażenie, że ten manifest marnuje się zamknięty w trzech ścianach sceny - lepiej, by rozbrzmiewał na ulicach, trafiał do jak największej liczby słuchaczy. Jednak w związku z utrudnieniami w organizacji publicznych zgromadzeń, dobrze że spektakl wchodzi na stałe do repertuaru, bo jego miejsce jest wśród ludzi - to okrzyk buntu, którego nie wolno uciszyć.

Anna Rogulska
kultura.poznan.pl
25 maja 2017

Książka tygodnia

Wybór poezji
Wydawnictwo Ossolineum
Zbigniew Herbert

Trailer tygodnia

5. Międzynarodowy Fest...
Adolf Weltschek
W tegorocznym programie znalazło się ...