Głos ludzi z ulicy, których nie ma, choć są?

18. Konferencja i Festiwal Sztuki Tanecznej

Młodzi gniewni w poniedziałkowy wieczór opanowali scenę Śląskiego Teatru Tańca! Spektakl szwedzkiej grupy Cullberg Ballet "JJ\'s voices" to ruchowa ekspresja wszelkich odczuć, emocji i marzeń, które drzemią w ludzkich duszach. Duszach ludzi-cieni, żyjących w mroku wielkich metropolii

Przyglądając się scenie opanowanej przez zakapturzonych tancerzy z Cullberg Ballet, którzy zlewają się z otoczeniem, upodabniając do bohaterów rodem z amerykańskich filmów o zbuntowanej młodzieży, która przeciwstawia się represywnej anonimowości, dąży do przebicia się w tłumie milionów „innych takich samych”, pragnie by ktoś ją dostrzegł. Już pierwsza scena, będąca preludium do ekspresyjnego spektaklu, przypomina nieco kadr z filmu „Młodzi Gniewni”.

Atmosferę nocnej ulicy, na której tętni utajone życie młodzieży, doskonale oddaje nieustannie roztaczana sztuczna mgła, która wprowadza napięcie, niepokój oraz konotacje łączące się z zagrożeniem i tajemnicą, a także sytuuje sceniczną akcję w czasie, dookreślając, iż ma ona miejsce wieczorem lub w nocy.

Ciała tancerzy są posłuszne dynamicznemu i władczemu głosowi osławionej Janis Joplin, będącemu demiurgiczną siłą wprowadzającą w ruch mroczne postaci. Patronką spektaklu została amerykańska gwiazda muzyki, najczęściej identyfikowana z psychodelicznym rockiem. Kojarzona ze współczesną kulturą masową stała się duchową przewodniczką teatralnych ludzi-cieni, którzy bezgłośnie wyłaniają się z mroku, podbijając pustą scenę.

Tancerze ubrani są w obszerne, ciemne bluzy tuszujące wszelkie cechy osobnicze, dzięki którym można odróżnić płeć występujących. Sprzyja to unifikacji oraz pogłębia anonimowość bohaterów spektaklu. Standaryzacja i operowanie tłumem przejawia się szczególnie w partiach, w których tancerze miast tańczyć- leżą na ziemi, tworząc zwartą masę. Wydaje się, że ich ciała są transparentne, widoczne jedynie dzięki ubraniom, które skrywają mgliste istoty. Wrażenie to potęguje się wówczas, gdy tancerze bawią się ubraniami, rozciągają bluzy, stawiają kaptury na sztorc, a ciągle wydaje się, że przestrzeń znajdująca się pod materią jest wypełniona. Tym samym, tworzy się efekt wydłużenia sylwetki. Zabawa z ciałem i jego percepcją trwa. Podobne zabiegi choreograf Benoit Lachambre zastosował w przypadku gry światła i cienia (reżyseria świateł: Fredrik Rydehäll). Cień rzucany na ścianę zaburza rzeczywiste rozmiary człowieka. Gigant stopniowo zamienia się w mikroskopijnego człowieczka. Teoretyczny nadczłowiek skonfrontowany z rzeczywistością topnieje w oczach, stając się przeciętną istota.

Wiele układów choreograficznych wykorzystuje triadyczne ułożenia i pozy. Zazwyczaj dwaj tancerze przytrzymując trzecią osobę, pragnącą za wszelką cenę uwolnić się z ich objęć. Znaczące są także momenty, w których ludzie-cienie wypełzają z mroku spowijającego drugi plan, anektując scenę, czynią z niej miejsce codziennej walki z czasem, życiem, rzeczywistością. Szarą. Przygniatającą. Nijaką. Muzyka koi zmysły. Muzyka pozwala wyrwać się z codziennej monotonii.

Scenografia stworzona przez Benoît Lachambre jest mobilna i bardzo często podlega licznym modyfikacjom. Podstawową jednostką składającą się na kilkukondygnacyjne konstrukcje jest drewniane pudło, przypominające nieco zwykły karton, zalegający w ciasnych i ciemnych uliczkach przylegających do sklepowych magazynów, restauracji i tym podobnych obiektów. Z elementów tych tancerze tworzą schody, na szczycie których zawieszają tabliczkę z napisem „LISTEN”, a już po chwili dodają do niej szyld głoszący „INSIDE”. Czyż błędem będzie interpretowanie tego słownego rebusu jako motto całego spektaklu? W kolejnej odsłonie tancerze demontują schody. Akt ten przypomina nieco przeprowadzkę. Tworzący się bałagan, a wszędobylskie pudła to symboliczne wyobrażenie przemeblowania, przekwaterowania, nieustannego „życia na walizkach”. Po chwili artystyczny nieład przekształca się w ustrukturyzowaną przestrzeń. I tak z chaotycznie rozłożonych elementów powstają trzy wieże, a następnie uformowana zostaje ściana, do której tancerze przyklejają tablice z napisami, będącymi słowami-kluczami współczesnej kultury. Wśród nich można odnaleźć takie słowa jak np.: hand, catch, tongue, collapse, multiple emotions. 

Bohaterowie poruszają się bezgłośnie,. Powolne ruchy oraz specyficzne poruszanie stopami upodabnia wykonawców to trybów maszyny. Płynne, perfekcyjnie wykonywane ruchy to wizytówka szwedzkiego zespołu składającego się z utalentowanych tancerzy pochodzących z różnych stron świata. Wydaje się, że ich ciała płyną na fali dźwięków, uwalniając demony zapisane w nutach piosenek Janis Joplin. Tańczą na schodach, na pudłach, w kręgu oraz na ziemi. Wypełniają sobą każdą powierzchnię, nieustannie poszerzając sferę scenicznej akcji.

Finałowa scena jest warta zapamiętania. Mężczyzna znajdujący się na pierwszym planie leży, natomiast jego ciało nękają silne drgawki. Jednakże w drugim planie akcja wcale nie zamiera. Powoli z mroku wyłaniają się trzy szare, zakapturzone postaci, które niczym nocne mary atakują śniącego. Opanowują jego umysł i unoszą w dal, rozpływając się w ciemnościach. Pięknie rozegrana scena, która dzięki płynnym ruchom widmowych tancerzy na długo utrwali się w pamięci widzów.

Cullberg Ballet zasłużył na miano najlepszego szwedzkiego zespołu tańca współczesnego. Stanowi on część Riksteatern, czyli szwedzkiego narodowego teatru objazdowego. Ten awangardowy zespól baletowy został założony w 1967 przez Birgit Cullberg i do dziś zajmuje poczesne miejsce w panteonie najlepszych europejskich zespołów tańca współczesnego. Poniedziałkowy spektakl udowodnił, że zespół ten posiada intrygujące pomysły, które perfekcyjnie wciela w życie. Natomiast demony ulicy, które wpełzły niepostrzeżenie do umysłów widzów nie zaznają spokoju, dopóki nie poświęcimy im chwilę zadumy.

Cullberg Ballet (Szwecja) JJ’s voices

Magdalena Mikrut-Majeranek
Fabryka Tańca - Gazeta Festiwalowa
1 lipca 2011

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia