Głosowanie na mordercę [DT]

rozmowa z Jerzym Bończakiem

31 grudnia w Teatrze Powszechnym w Radomiu swoją premierę będzie miał spektakl "Szalone nożyczki" w reżyserii Jerzego Bończaka. Z tej okazji Dziennik Teatralny pyta reżysera o pracę przy spektaklu oraz jego poglądy na sztukę współtworzoną przez widza. Jak będziemy mogli się przekonać, Sylwester z morderstwem w tle zapowiada się wyjątkowo ciekawie.

Paweł  Bojko: "Szalone nożyczki" Paula Pörtnera w Stanach Zjednoczonych grane są stale, od 30 lat - w Polsce od roku 1999, za sprawą Teatru Powszechnego w Łodzi. Ich popularność jednak nie słabnie. Dlaczego ta sztuka nie nudzi się widzom?

Jerzy Bończak: W spektaklu występuje sześcioro bohaterów. To jednak tylko pozór, bo tak naprawdę jest ich siedmioro. Tym siódmym bohaterem jest publiczność – publiczność, która za każdym razem jest inna i za każdym razem prowadzi inny dialog z aktorami.

Widzowie razem z postaciami przedstawienia mają za zadanie odnaleźć mordercę, który dopuścił się  zbrodni w salonie fryzjerskim, w którym rozgrywa się akcja „Szalonych nożyczek”. Na scenie nie pojawia się postać, która zostaje zamordowana, mówimy tylko o niej. Mordercą za każdym razem może to być ktoś inny, ponieważ za każdym razem to publiczność decyduje i wskazuje kto z trójki podejrzanych jest zabójcą.

Interakcja z widzem jest kluczowa dla tego spektaklu?

Tak. Sztuka jest napisana w ten sposób, żeby publiczność nie była w stanie nie włączyć się  do akcji. W połowie aktu pierwszego wprowadzona jest swoista gra wstępna z publicznością – jest moment, bardzo charakterystyczny, który powtarzają aktorzy, lekko go jednak zmieniając. Widzowie spontanicznie reagują, mówiąc, że to nie było tak, że było inaczej. Ta pierwsza reakcja ośmiela resztę widowni do tego, żeby potem już aktywnie uczestniczyć w spektaklu. Druga część jest w zasadzie do połowy aktu rozmową z publicznością. Oczywista trudność w tej interaktywności polega na tym, żeby nad tą publicznością zapanować. Aktor, który gra oficera policji prowadzącego śledztwo, a jednocześnie w jakiś sposób prowadzi spektakl, musi to potrafić.

Zatem w pewnym stopniu reakcja publiczności jest ukierunkowana i przewidywalna.

Oczywiście. Powiedzmy szczerze –  to wszystko jest przez autora bardzo precyzyjnie przewidziane. Pytania, które padają ze strony publiczności w drugim akcie, też  są do przewidzenia. Myślę, że gdybyśmy przeanalizowali wszystkie pytania, które kiedykolwiek padały w jakichkolwiek spektaklach - a tych spektakli było łącznie parę tysięcy - można byłoby zawęzić ich ilość do mniej więcej czterdziestu paru. Mogą one być oczywiście różnie formułowane, ale temat pytania jest zawsze ten sam. Poruszamy się w określonej rzeczywistości, w określonej sytuacji, możemy więc oczekiwać określonego zachowania widza. Moja praca z aktorami polegała na tym, że zadawałem pytania i sugerowałem jak sformułować odpowiedzi, lub w jaki sposób naprowadzić za pomocą pytań i odpowiedzi, do punktu, w którym akcja jest zapisana. Robi to wrażenia pełnej improwizacji, ale w rzeczywistości jest w pełni  kontrolowane.

Pod koniec  widownia wybiera zakończenie dla spektaklu –  metodą demokratyczną –  w głosowaniu jawnym, zwykłą większością  głosów. Czy pojedyncza osoba nie poczuje się  zawiedziona, kiedy jej indywidualna kreacja spektaklu rozmyje się  o kreację liczniejszej części jej sąsiadów? Czy taka jednostka nie zostanie pokrzywdzona przez statystykę?

Decyduje większość i to rzeczywiście jest demokracja. Przegrani mogą poczuć się zawiedzeni, ale to część tego systemu. Spektakl jest wciąż kryminałem, więc ktoś, komu spodoba się historia, będzie oglądał  go z ciekawością, nawet jeśli zakończenie będzie nie po jego myśli.

Czy to, że decyduje widownia, nie narusza konwencji kryminału w którym widz odkrywa prawdę a nie ją  kreuje? Czy, skoro to on decyduje, nie niszczy to jego ciekawości związanej z pytaniem „kto zabił?”

Element ciekawości wciąż jest zawarty w spektaklu. Widz snuje tylko przypuszczenia, za którymi podążają aktorzy, nie zna jednak przebiegu zabójstwa. O tym, jak do morderstwa doszło naprawdę, dowiadują się dopiero po głosowaniu, kiedy zostanie wybrany winowajca. Wtedy jest grane zakończenie poświęcone temu bohaterowi i zostaje ujawniony prawdziwy przebieg zbrodni. Wszystko wcześniejsze to tylko spekulacje.

Chciałbym powrócić  jednak do aspektu interakcji z widzem. W literaturze czy sztuce, aspiracja do tego, by odbiorca tworzył  wraz z autorem, zaowocowała wydzieleniem się  nowego gatunku sztuki (żeby wspomnieć  choćby postmodernizm). Czy spektakl interaktywny jest nową, różną  od klasycznej, gałęzią Teatru?

Można tak powiedzieć. Są spektakle interaktywne, ale są one w pełni improwizowane. Należą do teatrów niszowych. Z mojej wiedzy, wynika, że jeśli chodzi o teatr profesjonalny to tylko „Szalone nożyczki” są materiałem interaktywnym w tym sensie. Nie słyszałem o żadnym innym spektaklu, który włączałby publiczność do akcji tak jak ten tekst.

Ma Pan doświadczenie zarówno w pracy z telewizją jak i w pracy z przestrzenią  teatralną. Co Pana zdaniem stwarza silniejszą  możliwość dla widza do interakcji z dziełem - bezpośredniość doświadczenia teatralnego, czy możliwości techniczne jaki niosą  za sobą nowe media?

Sam fakt, że stoimy przed kamerą  – czyli przed szklanym okiem, że nie mamy bezpośredniego kontaktu z widzem, uniemożliwia interaktywność – tę interaktywność, o której mówimy. Natomiast teatr jest taką formą sztuki, tak bezpośrednią w kontakcie z widzem, że moim zdaniem, tylko w teatrze mona stworzyć możliwość, w której widz może ingerować  w akcję, zmieniać jej przebieg, czy zakończenie.

Czy doświadczenia nabyte podczas tego spektaklu przekładają się  na pozostałe rzeczy, które robi Pan w teatrze?

Myślę, że jest wręcz odwrotnie. Rzeczy, które robiłem do tej pory pomogły mi w pracy nad tym spektaklem. „Uprawiam” głównie farsę, a tam publiczność jest niezwykle ważnym elementem przedstawienia. Recenzują spektakl na bieżąco. W momencie, kiedy w farsie nie ma reakcji, no to wiemy, że poszliśmy w złym kierunku. W momencie kiedy podajemy puentę publiczności, musimy ją podać w taki sposób, żeby została właściwie odebrana. To jest też rodzaj interakcji.

Na koniec pytanie o Pańskie plany na przyszłość związane z teatrem. Czego możemy się  spodziewać w najbliższym czasie?

Moje następne plany teatralne to dosyć  kontrowersyjna sztuka którą będę realizował dla Teatru Jaracza w Olsztynie. Spektakl będzie grany w obserwatorium astronomicznym. Tym razem to nie będzie komedia tylko rodzaj moralitetu.

Dziękuję  za rozmowę

Paweł Bojko
Dziennik Teatralny
31 grudnia 2011
Portrety
Jerzy Bończak

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia