Głosy

"Bachantki" - reż. Maja Kleczewska - Teatr Powszechny w Warszawie

Głos, któremu nie daje się prawa głosu, głos uwięziony w krtani, głos, który nie znał sam siebie: teraz i przez wieki wieków... Amen! O kobietach uciśnionych przez mężczyzn głośnych: w życiu społecznym i politycznym, ale na pewno nie artystycznym – mówi Maja Kleczewska w Teatrze Powszechnym.

Gdyby zacząć analizować każdy głos: powoli, wnikliwie, wiele by można było o postaci danej wyczytać. W głosie zawiera się wszystko. Sposób, w jaki wydobywane są dźwięki zdradza człowieka nastrój, nastawienie, jego uczucia. Maja Kleczewska sięgnęła po „Bachantki" Eurypidesa, by wielość tych uczuć głosem kobiet wypowiedzieć. Jak wiele z nich nie mogłoby wybrzmieć, gdyby na scenie głównymi bohaterami byli mężczyźni!

Jeszcze przed wejściem na salę wita widzów kobieca uzbrojona postać. Postać, która będzie wchodzić w interakcje z mężczyznami. Podoba mi się to i bawi, ale irytuje, kiedy mężczyźni podejmują tę grę. Myślę sobie: zawsze będą grać, będą udawać silnych, przy czym drżą i pocą się cali. Widzę to. Co by się stało, gdyby się poddali? No co?

Na scenie Teatru Powszechnego pojawiają się panowie. Pierwszeństwo jednak będą mieli ci, którzy zasiądą na widowni - w opozycji do pań. Tak jak bywało dawniej: panie kierowane są na prawo, panowie na lewo. Niektórzy przeżyją z tego tytułu rozterki. Bo jeśli pan przyszedł z panią i odwrotnie, to dlaczego razem nie mają siedzieć? Ano właśnie dlatego, że od teraz i przez następne godziny najważniejsze będą podziały.

Zatem jesteśmy obok siebie i naprzeciw siebie: kobiety i mężczyźni. Mimo to robi się jakoś tak nieoficjalnie. Wszyscy siedzimy na miękkich poduchach, powyginani, szukający co jakiś czas odpowiedniej pozycji dla ciała. Nie umiejąc jej znaleźć przestajemy zwracać na to uwagę i niczym dzieci czekamy na to, co się za chwilę wydarzy.

Na scenę wchodzą One: pewna siebie, wewnętrznie bogata i pełna sex appealu bachantka Autonoe (Aleksandra Bożek), eteryczna Ino (Karolina Adamczyk), zagadkowa Menada (Magdalena Koleśnik), energiczna albo zestresowana Lidia (Karina Seweryn); będzie też miejsce dla nieuchwytnej w swym pięknie Agawe (Sandra Korzeniak). Ale zanim wszystkie dojdą do głosu, pierwsze dźwięki wydobędzie z siebie Autonoe. Jej monolog i pieśń, w której wybrzmieje multum uczuć, to dla mnie jedno z najpiękniejszych przeżyć i doświadczeń w tym przedstawieniu. Siła wewnętrzna postaci i piękno, którym emanuje, to siła dziwna, niepokojąca, anielska i diabelska zarazem. Miesza w głowie i zachwyca. Pociąga tak bardzo, że zaczynam bać się samej siebie. „Bachantki" w reżyserii Mai Kleczewskiej zakończą się tym, że do Jej głosu dołączą głosy innych bachantek. Życzyłabym sobie, ażeby powstała płyta audio, będąca zapisem tych pełnych emocji dźwięków.
Ale wracając do początku: śpiew i głos bachantek uwodzi, by raptem zamilknąć, ponieważ pewne rzeczy stać się muszą: na scenę wkroczą diabelskie kopytka Terezjasza (Mateusz Łasowski), lekkość Kadmosa (Michał Jarmicki), dziwność Posłańca (Julian Świeżewski) i bezczelność Penteusza (Michał Czachor). Ach, ci powierzchowni, impulsywni, nastawieni na zabawę i czerpanie satysfakcji z władzy mężczyźni! Ale skoro to opowieść o kobietach, ostatecznie bawić się będą One. Nie dlatego, że tak chcą. Po prostu mężczyźni nie pozostawili im wyboru, o czym przekonają się również panowie siedzący na widowni. Możecie być uczciwi, ale tak, jak na nas ciążyła przez wieki klątwa tylko dlatego, że byłyśmy kobietami, tak wy teraz, tylko dlatego, że jesteście mężczyznami, będziecie wykluczeni: z dalszych przeżyć istotnych, z dalszego widowiska – zdają się mówić. Z chwilą, gdy mężczyzna przez swoją nieroztropność, przez niechęć do pochylenia się i zastanowienia nad tym, co ważne – umiera, z tą chwilą historia męskiej dominacji się kończy. Już nie ma NAS. Jesteśmy My i Wy. I ten podział – musicie wiedzieć – to wybór Wasz. Nie chcieliście brać Nas pod uwagę. Nie traktowaliście Nas poważnie. Więc teraz jest czas na Nasz głos. Nasz głos mówi za siebie i może nas reprezentować – padają słowa ze sceny. Tak panowie, Polska jest biało – czerwona. I jak się z tym czujecie? Wypowiedzcie się, ale tam, za drzwiami. Co nieco do nas dotrze. Może usłyszymy.

W „Bachantkach" wyreżyserowanych przez Maję Kleczewską mieści się wiele, dlatego spektakl określiłabym widowiskiem. Jest ciekawie, momentami intrygująco, jest też irytująco, komicznie, kosmicznie, fragmentarycznie... Głośno. Czy to będzie jeden z najgłośniejszych spektakli Teatru Powszechnego? „Bachantki" Mai Kleczewskiej zbierają recenzje. Głosy są podzielone.

 

Ina Levska
Dziennik Teatralny Warszawa
8 stycznia 2019
Portrety
Maja Kleczewska

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia